Szukaj
Kategorie:  

Harcerstwo żeńskie w ruchu niepodległościowym 1911–1920 (wersja papierowa)

Wspomnienia

Cena: 28.00


Oficyna Wydawnicza "Impuls”, Kraków 2019, Reprint wydania z 1929 roku, Format A6, Objętość 68 stron, Oprawa twarda, szyta

ISBN: 978-83-8095-697-1


Seria wydawnicza „Przywrócić Pamięć” ma przybliżyć współczesnemu społeczeństwu publikacje założycieli ruchu skautowego, twórców rozwoju idei i metodyki harcerskiej z lat 1911–1946.

Reprint wydania z 1929 roku "Harcerstwo żeńskie w ruchu niepodległościowym 1911–1920"


Zofja Plewińska. Moja służba w legjonach


Zgłosiłam się do pracy wojskowej nie pod wpływem nagle powziętej decyzji: czyn ten był wynikiem kilkoletnich rozważań i przygotowań.

Gdy miałam lat jedenaście, postanowiłam zgłosić się, jak będę duża, do jakiejś organizacji, mającej na celu walkę orężną dla uzyskania niepodległości. Przyczyną tego były, być może, tradycje rodzinne, które znałam od dziecka. Ojciec mój brał udział w powstaniu, dziad jeden walczył w 1831 r., drugi zmarł młodo, zesłany na Sybir; pradziad odbył kampanję napoleońską. Jakżeż takie czyny mogły się nie upamiętnić?

Dorósłszy, uznałam harcerstwo za najlepszą drogę do wyćwiczenia się, zanim „czas“ nadejdzie; to też studjowałam, co tylko mogłam z zakresu ćwiczeń skautowych.

W r. 1913 dowiedziałam się o istnieniu Związków Strzeleckich, zabrałam się tedy do nauk wojskowych. Mieszając potrzebne ze zbytecznem, pochłaniałam regulaminy musztry, terenoznawstwo, a nawet taktykę. Wyćwiczyłam się też w chwytach bronią, co mi się później przydało.

W końcu czerwca 1914 r. wyjechałam na kurs skautowy do Skolego. Tu zaskoczyła mnie wojna. Przedostałam się stamtąd do rodziny, do Krakowa, gdzie zamierzałam zgłosić się do Legjonów.
[…] w pierwszych dniach listopada zaproponowano mi przydział do sekcji sanitarnej […]

Propozycję przyjęłam z radością […].

Dnia 6-go listopada wyjechałam do Jabłonkowa na Śląsk. Pracując w miejscowym szpitalu, myślałam wciąż o tem, jakby się dostać do służby linjowej, zrazu nadaremnie, później jednak szczęśliwy zbieg okoliczności dopomógł mi definitywnie.

W początkach grudnia przybyło do naszego szpitala dwóch rannych oficerów z I Brygady. Byli to: kpt. Sław-Zwierzyński) i porucznik Scaevola. Kapitan, dowódca bataljonu 2 p. p. dowiedziawszy się o mojem pragnieniu, objecał przyjąć mnie jako żołnierza do swego bataljonu.

Dnia 25-go grudnia razem z nimi wyjechałam, zaopatrzywszy się w całkowite umundurowanie, które wzięłam ze sobą. […]

Moją kompanję zakwaterowano w Czańcu o 2 km od miasta. Tu przepędziliśmy okres wypoczynkowy, który był raczej okresem ćwiczebnym. Kpt. Sław przydzielił mnie do 1 plutonu, złożonego prawie wyłącznie ze skautów, ochotników z Częstochowy i Łodzi. Dzięki temu znalazłam się w towarzystwie bardzo młodych chłopców, wśród których niezbyt raziłam. Przytem dostałam się w środowisko bardzo kulturalne i wielu z tych kolegów później polubiłam bardzo. Dziwiła mnie tylko u niektórych gwara, jaką rozmawiali z sobą, gwara bynajmniej nie skautowa. Chcieli widocznie w ten sposób dodać sobie powagi i wydawać się bywalcami w wojsku. Później jednak sami zrewidowali swoje słownictwo i z własnej chęci je zmienili, za co im byłam szczerze wdzięczna. Naogół więc stosunki koleżeńskie ułożyły się dobrze. Koledzy moi wiedzieli, że jestem kobietą; nigdy jednak, przez cały czas służby nie spotkała mnie z tego powodu żadna przykrość ani zaczepka.



Polecamy również z tej kategorii:
Ignacy Kozielewski
28.00

Inne książki tego autora:
Bolesław Zimmer
28.00


Wstecz



Odwiedziło nas użytkowników
COPYRIGHT © 2019 OFICYNA WYDAWNICZA "IMPULS"

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.
Korzystanie, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej, oznacza akceptację niniejszej Polityki prywatności stosowania plików cookies
   Zgadzam się