DZIARA, CYNKÓWKA, KOLKA

DZIARA, CYNKÓWKA, KOLKA

Podtytuł: Zjawisko tatuażu więziennego
ISBN: 978-83-8095-745-9
38,00 zł
Czas dostawy kurierem InPost 24 godziny

Człowiek interesował się technikami ozdabiania swojego ciała od niepamiętnych czasów. Jedną z nich jest wykonywanie tatuażu. Największą fascynację tym zjawiskiem przejawiają przedstawiciele świata przestępczego, W kręgach kryminogennych bywa on oznaką przestępczej działalności...

Wersja książki
Ilość

Człowiek interesował się technikami ozdabiania swojego ciała od niepamiętnych czasów. Jedną z nich jest wykonywanie tatuażu. Największą fascynację tym zjawiskiem przejawiają przedstawiciele świata przestępczego. W kręgach kryminogennych bywa on oznaką przestępczej działalności.

W książce starano się przybliżyć i opisać kwestie związane z bardzo interesującym, a zarazem kontrowersyjnym zjawiskiem tatuażu w wydaniu penitencjarnym. Przedstawiono rodzaje i funkcje tatuaży więziennych, sposoby ich wykonywania, usuwania, ich symbolikę i znaczenie w grupie podkulturowej. Omówiono także narzędzia służące do „dziergania”, uregulowania legislacyjne i wiele innych zagadnień związanych z tą osobowością więzienną.

Książka zawiera 197 fotografii tatuaży więziennych o różnych rozmiarach, różnej treści i znaczeniu, znajdujących się w rozmaitych miejscach ciała. Wszystkie zdjęcia zostały dokładnie opisane.

Książka powinna wzbudzić zainteresowanie praktyków penitencjarnych, studentów pedagogiki resocjalizacyjnej, psychologii penitencjarnej, prawa karnego wykonawczego, zwłaszcza prawa penitencjarnego, oraz pracowników naukowych tych dyscyplin.

Zjawisko tatuażu więziennego
97 Przedmioty

Opis

Książka elektroniczna - E-book
EPUB
Książka papierowa
oprawa miękka

Specyficzne kody

isbn
978-83-8095-745-9

Przybyliński Sławomir

Oficyna Wydawnicza "Impuls"

Autor

Przybyliński Sławomir

ISBN druk

978-83-8095-745-9

ISBN e-book

978-83-7850-403-0

Objętość

86 stron

Wydanie

II, 2019

Format

A4

Oprawamiękka, klejona

Wprowadzenie


Zjawisko tatuażu (niekoniecznie) więziennego – rys historyczny


Rysunek tatuażowy w środowisku penitencjarnym


Motywy „dziargania się” osób pozbawionych wolności


Wielkość treści tatuaży pensjonariuszy zakładów resocjalizacyjnych


            Treści podkulturowe („grypserskie”)

            Treści humorystyczne

            Treści erotyczne

            Treści miłosne (sentymentalno-miłosne)

            Treści ostrzegawcze

            Treści informacyjne

            Treści historyczne (dyskograficzne)

            Treści ideologiczne

            Treści religijne

            Treści przestępcze

            Treści markowe (firmowe)

            Treści dowartościowujące

            Treści męczeńskie

            Treści emocjonalne

            Treści sentencjonalne (hasłowe)


Trójrodzajowość tatuaży więziennych

           
Podkulturowe

           
Przestępcze (kryminalne)

            Artystyczne


Tatuażowa topografia twarzy więźnia


Znaczenie tatuażu w nieformalnej hierarchii zakładu karnego


„Dziargałki” i „kolki” – więzienny sprzęt do tatuowania


            „Dziargałka”

            „Kolka”


Wykonywanie i pielęgnacja tatuaży w zakładach penitencjarnych

 
           Nakłuwanie skóry i wpuszczanie pod nią barwnika za pomocą „dziargałki” lub „kolki”

            „Drapanka”

            Skaryfikacja – tzw. tatuaż bliznowy

            Przekłuwanie ciała igłą i przeciąganie jej przez skórę wraz z nitką nasączoną barwnikiem

            Wypalanie tatuażu

            Technika „transplantacyjna”


Usuwanie „dziar” – przegląd technik


            Wycinanie kawałka skóry

            Ścieranie naskórka

            „Chlasty”

            Podrażnienie skóry

            Zszycie powłok skórnych

            „Cover-up”

            Polewanie tatuażu klejem i zrywanie fragmentu skóry

            Laserowe wywabianie tatuaży

            Podsumowanie


Uregulowania legislacyjne dotyczące tatuowania na terenie więzienia


Tatuowanie – więzienny biznes


Tatuaż na ciele skazanego – przejawy podkultury więziennej czy moda?


„Porysowany” człowiek – wywiad


Społeczeństwo otwarte wobec tatuażu (niekoniecznie) więziennego


Zakończenie


Literatura

 

 

           

 

 

 

fragment

Sztuka więziennego tatuażu

W wię­zien­nym żar­go­nie czło­wiek bez ma­lun­ku to "golas", a że ska­za­ni to po­my­sło­wi lu­dzie, więc ta­tu­ują się cie­ka­wiej niż w nie­jed­nym pro­fe­sjo­nal­nym punk­cie ta­tu­ażu. To pierw­si mi­strzo­wie tej dys­cy­pli­ny. Każde wię­zie­nie ma okre­ślo­ny herb i zwy­kle jest on ta­tu­owa­ny na pier­siach. Orzeł w locie ozna­cza Wro­cław, ryby to Łódź, a wi­sien­ki to Sztum. Ale ta­tu­aż to rów­nież prze­dłu­że­nie "gryp­se­ry", bez któ­rej by nie za­ist­niał i naj­le­piej jest, aby jego zna­cze­nie ob­ja­śniał wię­zień.

55-let­ni Zby­szek na ciele ma wiele ta­tu­aży i kil­ka­dzie­siąt "od­sia­dek" na kon­cie, a po ma­lun­kach na skó­rze fa­cho­wiec mógł­by opo­wie­dzieć o nie­jed­nym zda­rze­niu z jego życia. Każdy motyw to osob­na hi­sto­ria. Na lewej pier­si ma li­te­rę "K", pa­miąt­kę po po­je­dyn­kach z Ka­li­sza, gdzie przez mie­siąc od­by­wał karę za bunt wię­zien­ny i tylko sze­ściu więź­niom przy­słu­gi­wał przy­wi­lej tej li­ter­ki. Zby­szek dum­nie po­ka­zu­je swoją dłoń z "Gwiaz­dą wol­no­ści", którą ma­lo­wa­li sobie jesz­cze przed wojną sta­rzy lwo­wia­cy: - Gryp­so­wa­nie i ta­tu­aż wy­wo­dzą się z car­skiej Rosji. Pol­scy ze­słań­cy mu­sie­li wy­kształ­cić swój her­me­tycz­ny język funk­cjo­nu­ją­cy na zna­nych im tylko za­sa­dach. Nikt nie miał prawa do do­wol­no­ści. "Liść dębu", "Tru­pia czasz­ka" czy "Ma­rze­nie po­rucz­ni­ka" to był ab­so­lut­ny kanon. Ale te czasy mi­nę­ły i już pod ko­niec lat 70-tych można było od­czuć względ­ną wol­ność oby­cza­jo­wą. Z tam­te­go okre­su na pra­wej pier­si mam twarz ko­bie­ty po­dob­nej do Matki Bo­skiej, którą ro­bi­łem w ośrod­ku w Szczy­pior­nie. Po cza­sie nie spodo­ba­ło mi się, że ko­bie­ta jest naga i do­ma­lo­wa­łem jej su­kien­kę. Ko­le­dzy ma­lo­wa­li "Mysz­kę Miki" w taki spo­sób, że przy po­ru­sza­niu mię­śniem łydki i uda ta­tu­aż spra­wiał wra­że­nie ży­we­go. Nie­wie­le póź­niej po­ja­wia­ły się "kom­po­zy­cje", czyli twa­rze na ple­cach. Do­brze zbu­do­wa­ny męż­czy­zna, o sze­ro­kich ba­rach, po­tra­fił "ani­mo­wać" kil­ka­na­ście twa­rzy łą­czo­nych z mo­ty­wa­mi ro­ślin­ny­mi i wę­ża­mi.

Nie­któ­rzy uwa­ża­ją, że tra­dy­cja ta­tu­ażu wy­wo­dzi się od but­nych i tem­pe­ra­ment­nych więź­niów, któ­rzy w pol­skich wię­zie­niach po­ja­wi­li się na po­cząt­ku wieku, szcze­gól­nie w więk­szych mia­stach. Naj­czę­ściej wy­róż­nia­ły ich cią­gną­ce się przez całe ciało ma­lun­ki wę­żo-smo­ka i na­zy­wa­no ich Urka­mi, gdyż, jak nie­któ­rzy sądzą, od­no­szą się do imie­nia przed­wo­jen­ne­go prze­stęp­cy i pi­sa­rza, Urke Na­cha­li­ka, któ­re­go sym­bo­lem po osa­dze­niu w wię­zie­niu był po­ko­na­ny przez świę­te­go Je­rze­go wi­ją­cy się smok.   - Pewne jest, że Urko­wie ta­tu­owa­li się dość in­ten­syw­nie. Naj­bar­dziej cha­rak­te­ry­stycz­ny­mi ta­tu­aża­mi dla tej grupy były czar­ne ja­skół­ki na czer­wo­nym tle oraz tru­pie czasz­ki wy­ko­ny­wa­ne na skro­niach. Wielu ba­da­nych prze­ze mnie więź­niów stwier­dza­ło, iż sporo wzo­rów za­czerp­nię­to z ro­syj­skich wię­zień. Obec­nie drogi pol­skie­go ta­tu­ażu i pol­skiej pod­kul­tu­ry są od­le­głe od ta­tu­ażu i pod­kul­tu­ry spo­ty­ka­nej w Rosji. Róż­nic jest wiele, a jedną z nich są m.​in. ta­tu­aże wy­ko­ny­wa­ne na twa­rzy. W pol­skich wię­zie­niach pięt­no­wa­nie za po­mo­cą ta­tu­ażu jest zja­wi­skiem bar­dzo rzad­ko spo­ty­ka­nym, acz­kol­wiek jesz­cze spo­ra­dycz­nie wy­stę­pu­ją­cym. Ta­tu­aże te wy­ko­ny­wa­ne są na oso­bach naj­ni­żej usy­tu­owa­nych w nie­for­mal­nej stra­ty­fi­ka­cji wię­zien­nej, to zna­czy na tzw. po­szko­do­wa­nych (w wię­zien­nej gwa­rze zwani jako cwele). Wzory na tej gru­pie ska­za­nych są wy­ko­ny­wa­ne pod przy­mu­sem i lo­ko­wa­ne w miej­scu wi­docz­nym po to, aby każdy kto miał z nimi stycz­ność wie­dział jaką zaj­mu­ją po­zy­cję – mówi Ma­riusz Sno­pek, pra­cow­nik na­uko­wy Uni­wer­sy­te­tu Opol­skie­go, autor książ­ki "Ta­tu­aż. Ele­ment współ­cze­snej kul­tu­ry".

Na­to­miast Ste­fan to cho­dzą­cy atlas ta­tu­ażu. Na swoim ciele ma ich dwa­dzie­ścia i jest praw­dzi­wym ma­la­rzem wię­zien­nych wzo­rów, a wszyst­kie zro­bio­ne są "gumą". Na lewej ręce "sa­ren­ki". Na pra­wej "S", czyli pobyt w Sie­ra­dzu. Na kost­kach "kotki". Dalej - "Pa­ję­czy­na z pa­jącz­kiem" oraz "Kleszcz pod tru­pią czasz­ką". Gdy od­by­wał wy­ro­ki w la­tach 70-tych po­ja­wi­ły się już ka­ta­lo­gi z ry­sun­ka­mi i z ze­szy­tu prze­ry­so­wy­wał motyw na szmat­kę i takim spo­so­bem zdo­by­wał "cie­nie", "herb" i "dys­tynk­cje", czyli stop­nie woj­sko­we ma­lo­wa­ne na bar­kach. Mimo, że Ste­fa­na wy­cho­wa­ła ulica i od­sie­dział swoje 17 lat, dzi­siaj cho­dzi szczel­nie ubra­ny, pod kra­wa­tem, aby za­sło­nić ka­wa­łek swo­jej prze­szło­ści.

- Ta­tu­aż dawał mi po­czu­cie pew­no­ści sie­bie, za­bi­jał moje lęki. To był mój image i lu­dzie czuli re­spekt. Za­czy­na­łem od "kro­pek", które po cza­sie wy­wa­bia­łem to­pią­cą się folią. Każda "krop­ka" to jeden rok od­siad­ki. Zo­sta­ły mi jesz­cze "Dwie wi­sien­ki" zro­bio­ne "cegłą". Mój oj­ciec miał na pier­si "Orła w ko­ro­nie" i ten fakt bar­dzo mi im­po­no­wał. Gdy się bił z mi­li­cją, to nasza wła­dza biła rów­nież tego orła, a nie tylko ojca. W la­tach sie­dem­dzie­sią­tych w za­kła­dach kar­nych ta­tu­aż przy­brał formę bar­dziej sym­bo­licz­ną i stał się pre­cy­zyj­ny. W tam­tym okre­sie po­ja­wił się rów­nież tak zwany "kłó­tli­wy ta­tu­aż". Była to nowa grupa, tak zwane "Bie­dro­ny", któ­rzy ozna­cza­li się bie­dron­ką, pra­co­wa­li dla wię­zien­nej ad­mi­ni­stra­cji, aby bru­tal­nie zwal­czać gryp­su­ją­cych.

Ta­tu­aż w la­tach 70-tych był ważny, gdyż za­ka­za­ny. Gryp­su­ją­cy PRL-u nie da­rzy­li zbyt­nim sza­cun­kiem i ta­tu­aż był ozna­ką buntu. Poza tym na ta­tu­owa­nie na­le­ża­ło mieć po­zwo­le­nie od star­szych wię­zien­nym sta­żem. Ofi­cjal­nie za ko­mu­ny nie można było się ta­tu­ować i był to gest ka­ra­ny przez straż­ni­ków "twar­dym łożem". Kon­te­sta­cja sys­te­mu była więc to­tal­na i na no­gach za­czę­to ta­tu­ować nie­bie­ski motyw "Śmierć mi­li­cji oby­wa­tel­skiej". Po­dob­nie było z mo­ty­wa­mi "Es­es­man­ka w poń­czo­chach z bi­czem" czy "Twa­rzą Chry­stu­sa", które wy­cho­dzi­ły w pro­stej linii z hi­sto­rycz­nych traum i kli­ma­tu spo­łecz­ne­go końca de­ka­dy Gier­ka.

Mimo, że jesz­cze w la­tach osiem­dzie­sią­tych tylko gryp­su­ją­cy mógł się wy­ma­lo­wać, to do­tych­cza­so­wa hie­rar­chia za­czę­ła top­nieć, a wraz z upad­kiem ko­mu­ni­zmu na­stą­pi­ła de­gra­da­cja kul­tu­ry ta­tu­ażu, mo­zol­ne­go ry­tu­ału, ma­ją­ce­go swoje po­cząt­ki w XIX wieku.

W la­tach 90-tych pod­kul­tu­ra wię­zien­na zmie­ni­ła się wraz z rze­czy­wi­sto­ścią i ta­tu­aże za­czę­ły bar­dziej ozda­biać, pod­kre­ślać in­dy­wi­du­al­ność, a nie ma­ni­fe­sto­wać wię­zien­ną przy­na­leż­ność.

Dzi­siaj jest jak w mar­ke­cie i ta­tu­aż ma im­po­no­wać. Naj­pierw za krat­ka­mi, potem na wol­no­ści. Można nosić pięk­ne­go węża na ra­mie­niu, nic nie wie­dząc, co taki znak ozna­cza w świe­cie prze­stęp­czym. Dzi­siej­sza wię­zien­na mło­dzież jest sym­bo­lem tego pro­ce­su i prze­kra­cza­jąc próg wię­zie­nia, jest już wy­ta­tu­owa­na z ele­ganc­kim i do­wol­nie wy­bra­nym mo­ty­wem. Tak było w przy­pad­ku Pio­tra, trzy­dzie­sto­lat­ka z Wro­cła­wia, który ka­rie­rę wię­zien­ną za­czął pod ko­niec lat dzie­więć­dzie­sią­tych, głów­nie za roz­bo­je.

- Nie na­le­ża­łem do sub­kul­tu­ry, gdyż nie wi­dzia­łem sensu wcho­dze­nia w grupę, która nie po­sia­da zasad. Pierw­szy ta­tu­aż zro­bi­łem sobie w 2003 roku w Ra­wi­czu. Na ple­cach mam ma­lu­nek "Tri­ba­la", na­wią­zu­ją­cy do im­pro­wi­zo­wa­ne­go stylu tańca, w któ­rym tan­cer­ki po­ro­zu­mie­wa­ją się ta­jem­nym ję­zy­kiem ge­stów. To był ta­tu­aż bez wię­zien­ne­go kon­tek­stu i za­czerp­nię­ty z ma­so­wej wy­obraź­ni. A ko­le­dzy z celi ro­bi­li sobie prze­waż­nie mo­ty­wy zwią­za­ne z Me­men­to Mori – "Wi­king z cza­cha­mi na mie­czach", "Ja­ku­za", "Ko­ścio­tru­pa" czy "Nogi z czasz­ka­mi". To już jest efekt kul­tu­ry gier kom­pu­te­ro­wych i ko­mik­sów. Więź­nio­wie przy­cho­dzą do celi już z ta­tu­ażem – pod­kre­śla Piotr.

Gi­ną­ca ce­re­mo­nia

Mimo, że współ­cze­sny ta­tu­aż wię­zien­ny jest wchło­nię­ty przez po­pkul­tu­rę, to dla ska­za­nych nadal jest jak herb na gło­wie ry­ce­rza. To uro­czy­stość i ry­tu­ał, a nie moda i es­te­tycz­ny popis. Kie­dyś miał ostrze­gać i bu­dzić lęk po­ten­cjal­nych prze­ciw­ni­ków, a ma­lun­ki na ciele ob­ra­zo­wa­ły stany ducha, po­sta­wy ży­cio­we i upodo­ba­nia.

Ta­tu­aż wy­ko­nu­je się za po­mo­cą ma­szyn­ki zwa­nej "dziar­gał­ką" lub "kolką" Po­trzeb­na jest igła, a za zbior­nik może po­słu­żyć obu­do­wa dłu­go­pi­su. Jako barw­ni­ki służą sprosz­ko­wa­ne cegły, sto­pio­na guma ze­rwa­na z po­de­szwy buta albo tusz z dłu­go­pi­su. Na­stęp­nie barw­ni­ki mie­sza się z szam­po­nem, a ranę oczysz­cza czym­kol­wiek, co za­wie­ra al­ko­hol. Na ko­niec do ca­ło­ści przy­mo­co­wu­je się ka­bel­ki i sil­ni­czek, naj­czę­ściej wy­mon­to­wa­ny z walk­ma­na. Potem już tylko na­le­ży na­cią­gnąć sprę­żyn­kę od dłu­go­pi­su, pod­grzać i za­ostrzyć koń­ców­kę. Taki in­stru­ment przy­wią­zu­je się do za­pał­ki, moczy i wbija w ciało.

Naj­waż­niej­sze jest pa­so­wa­nie na ry­ce­rza, czyli ce­re­mo­nia nada­nia krop­ki pod oczy. Jest to akt przy­ję­cia do wspól­no­ty wię­zien­nej, do elity. Siada się w "prze­dzia­le". Star­si kładą "ba­ter­kę" z sadzy i z gumy, na­le­wa­ją "czaju". Jeden z więź­niów za­sła­nia wi­zjer w celi mie­sza­nej i ci, któ­rzy nie gryp­su­ją, muszą wów­czas opu­ścić celę, aby zo­sta­li gryp­su­ją­cy. Ale taki gest nie ma już zna­cze­nia, a "krop­kę" pod okiem może mieć każdy, gdyż ta­tu­aż to pod­rób­ka, która nic nie mówi o życiu wła­ści­cie­la. Taka ce­re­mo­nia obec­na jest tylko w nie­któ­rych cięż­szych wię­zie­niach, w Wo­ło­wie czy Ra­wi­czu.

Wy­glą­da na to, że ta­tu­aż stał się co­dzien­no­ścią, a za­sa­dy zza muru prze­szły do la­mu­sa. - Dzi­siaj jest tak, że ktoś, kto sie­dział, opo­wia­da o ta­tu­ażu, a ktoś, kto nie był w wię­zie­niu, ta­tu­aż nosi! Moda na ta­tu­aż wy­par­ła sam ta­tu­aż. Jesz­cze dwa­dzie­ścia lat temu gryp­su­ją­cy nie mógł opo­wia­dać o swo­jej pro­fe­sji, a teraz mo­że­my sobie roz­ma­wiać – tłu­ma­czy "Sfiersz­czu", były wię­zień, który w za­kła­dzie kar­nym we Wro­cła­wiu pro­wa­dzi dla uza­leż­nio­nych au­tor­ską grupę te­ra­peu­tycz­ną.

Można się spy­tać, czy jest szan­sa, aby po­wstał nowy cha­rak­ter współ­cze­sne­go pisma wię­zien­ne­go, jakim jest ta­tu­aż? Nie za­po­mi­na­my, że za­kład karny jest sil­nym ośrod­kiem sło­wo­twór­czym, a więź­nio­wie prze­ja­wia­ją zdol­no­ści sło­wo­twór­cze. Prze­cież więk­szość slan­gu mło­dzie­żo­we­go po­wsta­je w wię­zie­niach, a potem naj­młod­sze po­ko­le­nie sądzi, że coś "kmini". Więc co musi się stać, aby ta­tu­aż stał się po­now­nie in­te­gral­ną czę­ścią wię­zien­nej wspól­no­ty?

- Bez gryp­se­ry nie ist­nie­je kul­tu­ra ta­tu­ażu. Na razie wi­docz­na jest prze­bu­do­wa spo­łe­czeń­stwa i dzi­siaj jest to nie­moż­li­we. Dru­gim pro­ble­mem jest to, że gdy wię­zień bę­dzie się wy­róż­niał i po­wró­ci do sta­rych tech­nik ta­tu­owa­nia, bę­dzie "gno­jo­ny". Ale ta sy­tu­acja się zmie­ni, gdy do wię­zień wej­dzie sym­bo­li­ka i es­te­ty­ka gan­gów, gdy po­wsta­nie nowy język or­ga­ni­za­cji prze­stęp­czych, a takie zja­wi­sko jesz­cze nie funk­cjo­nu­je. Z Wo­ło­mi­na będą ina­czej się ta­tu­owa­li niż z War­sza­wy. Po­wo­li już można takie zja­wi­sko ob­ser­wo­wać – za­uwa­ża "Sfiersz­czu". Ko­rzy­sta­łem z książ­ki Sła­wo­mi­ra Przy­by­liń­skie­go pt. "Dzia­ra, Cy­nów­ka, Kolka – zja­wi­sko ta­tu­ażu wię­zien­ne­go".

źródło: http://m.onet.pl/

Zobacz także

Nowa rejestracja konta

Posiadasz już konto?
Zaloguj się zamiast tego Lub Zresetuj hasło