ĆWICZENIA Z EMPATII DLA DZIECI I… DOROSŁYCH

person Wysłane przez: Oficyna Wydawnicza "Impuls" list Kategoria: Recenzje Dodano: comment Komentarz: 0 favorite Trafienie: 272

Intencją, jaka przyświecała Autorce przy pisaniu książki było przybliżenie Czytelnikowi „niechcianych” uczuć, takich jak: smutek, złość, wstyd, lęk. Bohaterowie pięciu baśni zaprezentowanych w publikacji, których nazwała Czujątkami, mierzą się z trudnymi emocjami i odkrywają, jak bardzo są one potrzebne w życiu.


Polecamy fragment artykułu mgr Joanny Bogudał-Borkowskiej, psycholożki i psychoterapeutki, autorki książki Opowieści o Czujątkach pt. „Lęk-brat miłości”, który ukazał się w najnowszym numerze „Niebieskiej Linii”, 2/115/2018.

Osoby po doświadczeniu przemocy fizycznej, dostrzegając swój lęk, uczą się empatii dla siebie. Stają się silne, aby wyjść z sytuacji przemocy i zawalczyć o siebie. Dostrzeżenie lęku staje się mechanizmem adaptacyjnym, który motywuje do zmiany. (…)

W artykule zostały zaprezentowane różne spojrzenia na lęk przeżywany przez pacjentów. Narzędziem, jakie proponuję do pracy terapeutycznej, jest baśń pochodząca z książki mego autorstwa: „Opowieści o Czujątkach. Ćwiczenia z empatii dla dzieci… i dorosłych”. (…) Przeżycia i zachowania bohaterów baśni mogą pomóc pacjentom w budowaniu empatii wobec swoich i cudzych stanów emocjonalnych. Dzięki temu lęk, który jest niechciany, ma szansę stać się uczuciem konstruktywnym, adaptacyjnym”.

Zapraszamy do publikacji Opowieści o Czyjątkach - Oficyna Wydawnicza "Impuls"


 

Emocje to trudny temat. Chętniej podejmowany, gdy mowa o zadowoleniu, dumie, radości. Niezbyt ochoczo, gdy przychodzi się bać, wstydzić czy złościć. Bo czyż ktoś, składając życzenia, pokusiłby się o sformułowanie: „aby twoja złość dawała ci siłę”? lub „byś potrafił wyjść naprzeciw lękom”? Życzymy raczej szczęścia, pomyślności, sukcesów…

A ta książka jest właśnie o tym, że wszystkie, tak, wszystkie emocje są bardzo pożądane. Nie ma potrzeby, by wstyd, lęk, złość wypierać ze świadomości, uciekać od nich. Lepiej je przygarnąć, uznać za sprzymierzeńców i pozwolić, by odeszły, gdy same uznają, że ich misja została zakończona… Emocje świadomie przeżyte i przyjęte, zrozumiane dają siłę, wyparte przyczyniają się do rozwoju cierpienia, chorób… Gdyby ludzie mogli przyjąć, przepuścić przez siebie, pozwolić działać wszystkim emocjom, poczuliby prawdziwą psychiczną siłę. […]

mgr Anna Kossowska-Lubowicka, specjalista psychologii klinicznej, psychoterapeuta


Pisząc o emocjach, autorka bajek odwołuje się do modelu Marshalla B. Rosenberga, zbliżonego, chociaż nieidentycznego z poznawczym modelem reakcji emocjonalnych. Terapeuta poznawczy może odnaleźć w baśniowych opowieściach takie wartości, jak możliwość oswojenia się przez dzieci z tzw. negatywnymi emocjami, a także przekaz, że reakcje, które nas ograniczają (np. paraliżujący lęk lub wstyd, ciągłe stawianie potrzeb innych ludzi ponad własnymi), można przezwyciężyć, nawet jeśli trwaliśmy w nich przez całe lata. Wyzwolenie następuje zwykle dzięki wsparciu drugiej osoby, która pozostaje empatyczna, jednocześnie sama reagując w odmienny sposób; zdarza się też, że potrzebny jest samodzielny bunt przeciw utrwalonym schematom. Bajki są ciekawie napisane, zdradzają dużą wyobraźnię autorki, na uwagę zasługuje także dobry styl – czytelnicy lub słuchacze na pewno będą zainteresowani.

mgr Agnieszka Hottowy, psycholog, trener Racjonalnej Terapii Zachowania


Książka wciąga czytelnika w wykreowany przez siebie świat, w którym wszystko może się zdarzyć. Skutecznie uruchamia wyobraźnię słuchową, wzrokową i czuciową tych, co bajkę czytają, i tych, co jej słuchają. Pojęcia abstrakcyjne pojawiają się stosunkowo często, ale są prawie zawsze ilustrowane konkretem […]. Autorka pokazuje w ten sposób, że nie zawsze możemy zrozumieć to, co mówią inni, że inni często używają dziwnych, „mądrych” słów. Czujątka ich nie znają i nie rozumieją. Przyznają to otwarcie i dziecko śledzące ich losy nabiera odwagi, by pytać, gdy czegoś nie wie lub nie rozumie.

dr Ewa Stanisławiak, psycholog, wykładowca akademicki

 


 

Książka Joanny Bogudał – Borkowskiej pt. „Opowieści o czujątkach”, ćwiczenia z empatii dla dzieci i... dorosłych składa się z pięciu baśni wraz z propozycją ich omówienia. Według autorki książka przeznaczona jest w szczególności dla dzieci w wieku 7 – 9 lat, choć baśnie można też czytać zarówno dzieciom młodszym, jak i starszym (decydująca będzie tu dojrzałość emocjonalna).


Baśnie poruszają temat emocji trudnych, często niechcianych, pomijanych. Emocje te często są spychane na boczny tor, gdyż są niepożądane, często żądamy wręcz, żeby dziecko wyzbyło się ich, żeby ciągle epatowało emocjami pozytywnymi, natomiast te niepasujące do szablonu szczęścia i zadowolenia są wyparte. Mimo wszystko takie emocje jak gniew, złość, smutek czy wstyd są tak bardzo „ludzkie” i codzienne, że nawet bardzo się starając, nie da się ich całkowicie wyzbyć, a już na pewno nie dziecku (które sferę emocjonalną ma bardziej wyeksponowaną niż dorosły). Autorka prawidłowo podkreśla, że wszystkie emocje są właściwe, potrzebne, uzupełniają się i w zasadzie nie mogą istnieć bez siebie, w oderwaniu.

 

Każda baśń ma inną fabułę i innych bohaterów. Baśnie nie są swoimi kontynuacjami czy dopowiedzeniami, każda z nich jest samoistną jednostką. Autorka przedstawia w opowieściach takie emocje jak: Smutek, Złość, Lęk, Wstyd, Empatię. Każda baśń poprzedzona jest cytatem dopasowanym do opisywanej emocji (najwięcej cytatów Marshalla B. Rosenberga).

 

Baśń pierwsza „O Mai, która spotkała Smutek” opowiada historię dziewczynki, która nagle traci tatę. Dziewczynka wybiera się w długą podróż, w której towarzyszy jej zabawny szop. Maja próbuje odnaleźć tatę, jednak w międzyczasie dorasta, oswaja się ze Smutkiem, a nawet odnajduje w nim bratnią duszę. Druga baśń „O krzepiącej Złości i skrzaciku Borysie” przedstawia przygody małego skrzacika, który przez złośliwość wiedźmy Marceliny stawał się niewidzialny w świetle dziennym. Borys większość swego życia spędzał w domu, a otoczenie poznawał dzięki nocnym wędrówkom. Podczas jednej z takich wędrówek poznał żuka i jego rodzinę. Dzięki ich pomocy mógł oglądać mecz nawet w dzień. Borys, całe życie hodował w sobie złość na Marcelinę, jednak wydarzenia, które nastąpiły po poznaniu rodziny żuków sprawiły, że pogodził się ze swoim losem, docenił to, co ma, wyzbył się złości i gniew.

Trzecia bajka pt.”Viola,szczur Ryś i Lęk” przedstawia dzieje małej Wiolonczeli, która pewnego razu wychodzi na zewnątrz, czyli tam, gdzie nigdy nie wychodziła. Viola gubi się i czuje lęk „nieprzełkniętą śliwkę z wczorajszego przyjęcia” w gardle. Na szczęście trafia do domu szczura Rysia, który żyje całkiem sam. Ryś pomaga Violi oswoić się z lękiem, a mała Wiolonczela odwdzięcza się przyjacielowi i również pokazuje mu, że może istnieć życie życie poza dobrze znanymi czterema ścianami. Czwarta z kolei baśń „Wróżka, która ze Wstydem wojowała” opisuje przygody małej wróżki Weronki i jej kota Marcina. Weronka jest wychowywana przez babcię, gdyż jej rodzice wyjechali, aby walczyć ze złym czarnoksiężnikiem Wstydem, który niszczy miłość i wszystkie pozytywne uczucia. Wróżka wyrusza w podróż, by odnaleźć rodziców, a dzielny,magiczny kot pomaga jej wiernie w poszukiwaniach. Ostatnia baśń „Zakochana gąsieniczka poetka” przedstawia wydarzenia z życia gąsienicy Marysi, która ciężko pracuje i nie potrafi podążać za marzeniami, jest zbyt uległa w stosunku do innych. Marysia ma na szczęście dobrych przyjaciół, którzy pomagają jej w spotkaniu z księciem POEZJI, dzięki czemu spełniają się jej najskrytsze pragnienia.

Każda z baśni zawierała część dydaktyczną, w której znajdował się pomysł na omówienie danej baśni z dziećmi. Część dydaktyczna krok po kroku wskazuje, w jaki sposób wprowadzać treść baśni, jakie tematy omawiać z dziećmi, zawiera także zestaw ćwiczeń indywidualnych i grupowych, które przybliżają słuchaczom problematykę związaną z odczuwaniem niektórych emocji.

Jak już wcześniej zostało napisane – autorka jako głównych odbiorców baśni określa dzieci w wieku 7 – 9 lat, choć oczywiście inne możliwości są dopuszczalne w zależności od rozwoju emocjonalnego czytelników. „Wypróbowałam” te baśnie na grupie dzieci w wieku 8 lat, jak również w grupie dzieci w wieku 12 lat. Jeśli chodzi o dzieci młodsze – zainteresowane były postaciami dość dosłownie, np. chciały zobaczyć żuka w encyklopedii. Baśnie są bardzo rozbudowane, zawierają w sobie wiele opisów i wątków pobocznych, więc uczniowie trochę gubili się w fabule. Mam wrażenie, że nie do końca zrozumieli treść baśni. Z kolei uczniowie starsi lepiej zrozumieli przesłanie baśni i wszelkie ćwiczenia wykonywali sprawnie i chętnie. Potrafili wskazać zarówno przenośne jak i dosłowne przesłanie opowieści. Mimo wszystko samo „odczytywanie” baśni zajęło dużo czasu, dodatkowych informacji, wątków pobocznych było wiele i uczniowie – skupieni na głównej fabule – trochę się nudzili.

 

Moim subiektywnym zdaniem baśnie są napisane dobrym, plastycznym językiem. Wielowątkowość z jednej strony nie może przytłaczać, natomiast z drugiej sprawia, że świat przedstawiony jest bogaty i interesujący. Baśnie poruszają ważny i uważam, że każdy, kto pracuje z dziećmi powinien zapoznać się z nimi, by nie negować żadnych emocji, ale je akceptować i „oswajać” z nimi dzieci.

źródło: https://sztukater.pl/ksiazki/item/21157-opowiesci-o-czujatkach-cwiczenia-z-empatii-dla-dzieci-i-doroslych.html

 



Wszyscy mamy tendencję do oceniania uczuć (własnych i cudzych). Jedne z nich uważamy za dobre (na przykład - radość). Od tych uważanych za złe uciekamy jak od zarazy. Co gorsza, uczymy dzieci tego podziału. Karzemy je za złość, nie umiemy poradzić sobie ze smutkiem malucha. Jednak trudne emocje mają także swoją jasną stronę. Wstyd i gniew bronią naszych granic. Strach powstrzymuje przed wikłaniem się w niebezpieczne sytuacje. Smutek czyni nas pełnymi ludźmi, wzbogaca wewnętrznie.

Oswoić trudne emocje pomaga dzieciom, a także niejednemu dorosłemu, książka o Czujątkach. Bohaterowie zamieszczonych w niej opowieści muszą się zmierzyć ze smutkiem, złością, lękiem, wstydem, brakiem odwagi do spełnienia marzeń. Zawsze dochodzi do happy endu, ale nie jest łatwo - jak w prawdziwym życiu. Chyba nieprzypadkowo osoby przedstawione na kartach książki udają się w podróże. Każda z nich jest niejako podwójna - to podróż nie tylko przed siebie, ale i w głąb siebie. Stopniowe oswajanie tego, co trudne. Dochodzenie do wewnętrznego spokoju i akceptacji kłopotliwych uczuć.

Każda z baśni kończy się częścią dydaktyczną. Dzieci wykonują różne zadania, które mają na celu zrozumienie uczuć własnych i cudzych, pogłębienie empatii. Bardzo ważne słowa padają na samym początku każdego z ćwiczeń. Prowadzący mówi: Każde z Was przeżywa w tej chwili coś innego. Wszystkie uczucia są dobre. Wszystkie, więc także te uznawane za trudne - smutek, strach, wstyd, złość. Nie trzeba przed nimi uciekać. Jeśli je zaakceptujemy, mogą dać nam siłę.

Książkę przeczytałam jednym tchem z nieustającym wzruszeniem. To piękne baśnie, które polecam zarówno dzieciom, jak i dorosłym. Warto zagłębić się w świat uczuć.

źródło: http://www.granice.pl/recenzja,opowiesci-o-czujatkach-Cwiczenia-z-empatii-dla-dzieci-i--doroslych,17


 

Zapraszamy do lektury tekstu z aktualnego numeru czasopisma Niebieska Linia nr 4 / 2017:
Z empatią za pan brat Joanna Bogudał-Borkowska

Artykuł jest prezentacją wykorzystania baśni pochodzącej ze zbioru „Opowieści o Czujątkach” w psychoterapii indywidualnej dziecka prezentującego zachowania agresywne. Model Porozumienia bez Przemocy Marshalla Rosenberga pomaga w empatycznym poszukiwaniu niezaspokojonych potrzeb kryjących się pod zachowaniem pacjentki.

Na co dzień często spotykam się z podziałem emocji na pozytywne i negatywne. Uczucia „dobre” miałyby się wiązać z przyjemnymi stanami i może dlatego często bywają wartościowane jako słuszne moralnie, natomiast emocje „negatywne” kojarzą się z niemiłymi przeżyciami i wiążą się z ujemnym osądem moralnym. Powstaje zatem pytanie: czy można być empatycznym wobec uczuć, które oceniamy pejoratywnie?

Książka „Opowieści o Czujątkach” traktuje właśnie o tych trudnych emocjach. Bohaterowie doświadczają smutku, gniewu, lęku i wstydu, uczą się je akceptować i używać do zaspokajania swoich potrzeb. Dzięki temu potrafią później okazać empatię temu, komu towarzyszą podobne emocje. Ostatnia baśń mówi o poszukiwaniu autonomii, budowaniu poczucia własnej wartości i realizowaniu marzeń. Jest to niemożliwe, gdy lekceważy się swoje uczucia i ukryte pod nimi potrzeby.

Nawiązuję w tej książce do modelu Marshalla Rosenberga „Porozumienie bez przemocy” i jego pojmowania empatii: Empatia wymaga pełnej obecności, skupienia się na tym, czym żyje w danej chwili druga osoba, na jej uczuciach i potrzebach, (…) wymaga upewnienia się, czy dobrze rozpoznajemy te uczucia i potrzeby, (…) bycia z drugą osobą do czasu, aż zasygnalizuje nam, że wypowiedziała się do końca.

Człowiek „z natury dobry”

Podobnie uważał Carl R. Rogers, twórca psychologii humanistycznej, dla którego destrukcyjne zachowania były oznaką, że dana osoba oddaliła się od swojej „najintymniejszej sfery”, można by powiedzieć od swojego prawdziwego i dobrego ja. To ciekawa kwestia dla psychologa, pedagoga, psychoterapeuty, wszystkich osób pracujących z innym człowiekiem: czy uważam, że jest on „z natury dobry”, czy że ma „zły” rdzeń, który trzeba wyrwać, „wymienić” na inny na przykład poprzez oddziaływania terapeutyczne. Założeniem przy pisaniu tej książki było przekonanie, że każda żywa istota dysponuje pozytywnym potencjałem, a przeżywane emocje nie są podstawą do wartościowania człowieka. Rosenberg opisuje ciekawy obyczaj praktykowany przez lud pierwotny Negrito:

U nich sprawa kar wygląda tak: jeśli ktoś (…) dopuści się (…) przewinienia – zostaje postawiony pośrodku kręgu, utworzonego przez ludzi, którzy go znają. Każdy z nich po kolei zabiera głos. W ten sposób spędzają jeden dzień. Przypominają i mówią sprawcy, co uczynił wspaniałego, jaki jego czyn wzbogacił ich życie. Proszę to sobie wyobrazić! W środku stoi przestępca, a ludzie z kręgu mówią, co pięknego dla nich zrobił. Taki sposób praktykowania sprawiedliwości opiera się na przeświadczeniu, że jeśli tylko postępujemy zgodnie z naszą ludzką naturą, to ona sama uświadamia nam w naturalny sposób, jak chętnie przyczyniamy się do wzbogacania życia innych. (…) W tej kulturze nie wierzy się, że ktoś jest zły. Natomiast widzi się, że skoro zrobił coś złego, to po prostu stracił poczucie harmonii z własnym człowieczeństwem, zapomniał o sile, dzięki której może wnieść piękno i pełnię we własne życie.

Tematem tego artykułu jest prezentacja pracy terapeutycznej z dzieckiem zachowującym się agresywnie w stosunku do rówieśników ze szkoły. W rozumieniu problemu mojej pacjentki używam teorii psychologii self, a w szczególności pojęcia zranienia narcystycznego. Według Heinza Kohuta empatia, w dużym skrócie, jest „procesem widzenia świata drugiej osoby jej oczami oraz poznaniem tego, co druga osoba czuje”. Dzięki właściwemu rozwojowi „wielkościowości”, self („centralny organ tożsamości i indywidualności”) nabywa „zdolności do regulowania samooceny i czerpania radości z umysłowej i fizycznej aktywności”. Nurt Porozumienia bez Przemocy, kładący nacisk na poszukiwanie tego, co kryje się pod „patologicznym” zachowaniem tak, aby z empatią odnajdywać niezaspokojone potrzeby i na nie odpowiadać, według mnie nie jest wcale tak daleki od Kohutowskiego normatywnego narcyzmu.

Przypadek Oli

Ośmioletnia Ola przyszłą do mnie ze swoją mamą z powodu agresywnych zachowań w stosunku do dzieci w klasie – kłótnie, uderzanie innych, gdy nie chcą spełnić jej oczekiwań, również podczas lekcji. Wydaje się, że dziewczynka w ten sposób stara się zwrócić na siebie uwagę. Problem pojawił się w okresie, gdy rodzice Oli rozwodzili się. Dziecko było świadkiem licznych kłótni, odejścia ojca, z którym jest mocno związana. Dziewczynka ma starszego brata, z którym łączy ją bliska relacja.

Psychoterapia

Terapia jest prowadzona poprzez zabawę i obecnie trwa szósty miesiąc. Jako narzędzie często wykorzystuję rysunek (pacjentka bardzo lubi tę formę pracy), elementy baśniowe, również te pochodzące z „Opowieści o Czujątkach” – odgrywanie różnych postaci, a niekiedy po prostu czytam pacjentce fragmenty baśni.

Na początku terapii dziewczynka była nieco skrępowana. Przed wejściem do gabinetu wyglądała zza pleców mamy, jakby chciała się trochę „podroczyć”, a jednocześnie była zaciekawiona terapeutką. Wstawała z krzesełka, chodziła po gabinecie, zaglądała w kąty. Zwracała uwagę na przedmioty należące do mnie, takie jak komputer, telefon, torebka, była nimi zainteresowana. Myślałam o jej ogromnej potrzebie relacji.

W kontekście przeżyć Oli związanych z częściową utratą ważnego obiektu, wejście w nową relację ze mną rozumiałam jako niezwykle lękowe przeżycie i związaną z tym chęć „przypodobania się”, aby mnie nie stracić.

W relacji ze mną dziewczynka była nieśmiała i w lęku, nie okazywała gniewu, natomiast w szkole zachowywała się agresywnie w stosunku do rówieśników. Wydawała się zakłopotana, gdy mówiła o sytuacjach, kiedy popychała inne dzieci, przeszkadzała w prowadzeniu lekcji.

W moim gabinecie prezentowała natomiast „przylepne” zachowania. Myślałam o ambiwalencji cechującej zachowanie Oli i o jej ogromnej potrzebie, by ktoś się nią zajął, zauważył. Cieszyło mnie to, że dziecko nie otrzymało jeszcze etykietki: „bo ona zawsze bije, krzyczy”.

W przeciwprzeniesieniu czułam lęk, smutek, duży opór przed zajmowaniem się tematem „utraty” ojca. Tak, jakby mówienie o tym miało Olę powtórnie straumatyzować. Nasuwało mi to na myśl matkę dziewczynki, która, być może z poczucia winy, starała się pokazać dziecku, że „teraz, po rozwodzie już wszystko jest dobrze”, niejako zamykając jej możliwość do mówienia o przykrych emocjach związanych z sytuacją w rodzinie. Myślałam, że dziewczynka jest bardzo osamotniona w swoim przeżywaniu lęku i smutku. Chętnie opowiadała mi o szkole, o zabawach z bratem, o planach na wakacje i przyjaciółce. Dopóki nie pytałam o ojca, nie wychodziła sama z inicjatywą mówienia o nim. W trakcie kolejnych spotkań pojawił się wątek koleżanki w szkole, która wciąż „chodzi za” pacjentką i ją zaczepia. Ola opowiadała o tym, że stara się jej unikać, „chowa się do szatni”, tak jakby nie chciała wchodzić w otwarty konflikt z „prześladowcą”. Wydaje się, że pacjentka w swoim przeżyciu przemieściła agresywne impulsy na koleżankę, siebie stawiając w roli kogoś podporządkowanego, niemalże „ofiary”. Również przychodząc do mnie na sesje była wycofana, chwilami tylko pojawiał się żywszy afekt, zaczynała wtedy gestykulować, wstawała z krzesła, chodziła po gabinecie, jednak wciąż bardzo się kontrolowała.

Praca z wykorzystaniem baśni Chciałabym tutaj przywołać sesję, która miała miejsce przed przerwą wakacyjną. Głównym wątkiem spotkania był lęk. Ola zaczęła od ponownego opowiedzenia o tym, jak chowa się przed koleżanką w szkole. Na mój komentarz dotyczący możliwości innych zachowań niż ukrywanie się, dziewczynka odrzekła, że nie, „tak jest lepiej, jak chowa się przed nią”. Wydawała się przy tym zrezygnowana, wycofana, „bez życia”, jakby chowała się przed swoją złością, na przykład z powodu przerwy wakacyjnej w naszych spotkaniach. Wprowadziłam wtedy do sesji postacie z mojej baśni „Viola, szczur Ryś i Lęk”. Z powodu trudności pacjentki w koncentracji uwagi na długim tekście, podzieliłam baśń na kilka części. Po przeczytaniu fragmentu przerywałam, aby poprosić Olę o dopowiedzenie dalszego ciągu albo o podzielenie się wrażeniami. Odnosiłam przeżycia bohatera baśni – szczura Rysia, który całe życie chował się w piwnicy, do przeżyć pacjentki, która chowa się przed koleżanką w szatni i nie wchodzi w otwartą konfrontację. Rozmawiałyśmy o tym, jakie mogą być korzyści z tego, gdy mimo lęku próbuje się nowych rzeczy. I że nie jest to złe (aby żyć, podejmować wyzwania, używamy przecież swojej agresywności w służbie ego). Można wybierać różne sposoby ekspresji, zwracając uwagę na inne osoby.

Fragmenty baśni adekwatne do przeżyć pacjentki:

Viola pomyślała, że przynajmniej nie jest sama, bo i tu dotarł jej przyjaciel promień, ale dziwnie jej tak było bez rodziców, bez sąsiadów… Znów poczuła się nieprzyjemnie i szybko odpędziła ducha, który ją niepokoił. Zrobiła jeden krok, potem drugi, trzeci i czwarty, gdy wtem… niewidzialny towarzysz schwycił ją za gardło! Viola rozpaczliwie rzuciła się przed siebie i biegła, biegła, sama nie wiedziała jak długo… [1].

(Ola przeżywała lęk w związku z rozwodem rodziców, odejścia taty z domu, „rozpadł jej się świat”, a „poradziła sobie” z tym nieprzyjemnym stanem poprzez agresywne zachowania.)

…szczur, który wcale nie chciał się do tego przyznać, ale sam był okropnym tchórzem i dlatego lubił straszyć każdego, kogo spotkał na swojej drodze – dzięki temu było mu jakoś raźniej

(Dziewczynka zaczepia inne dzieci, bo wtedy czuje się ważna)

…żyję tu całkiem sam, więc w pewnym sensie jestem sam sobie królem, ale nieraz czuję się bardzo samotny. I bardzo przestraszony. Nie daj Boże, do piwnicy zakradnie się kiedyś jakiś kot? – szczur Ryś rozejrzał się wokół lękliwie.

- Ja mam kota w domu – odparła Wiolonczelka – i zapewniam cię, że jest bardzo przyjaznym stworzeniem; lubi, kiedy się go głaska, ma miękkie futerko podobne do twojego, w zasadzie to nie ma tylko okularów. - A nie je szczurów ani myszy?

- No co ty, mój kot je ciastka z bitą śmietaną, to jego największy przysmak! Szczur na te słowa rozluźnił się wyraźnie, a Viola zapytała:

- Może chciałbyś kiedyś odwiedzić moją rodzinę, mamę, tatę i kota?

- O ile to będzie dla mnie bezpieczne, zgadzam się, ale obiecaj, że schowasz mnie do kieszonki i będę z niej mógł wyjść wtedy, gdy będę gotowy na prezentację. - Nie ma sprawy – odparła mała Wiolonczelka.

(Pacjentka może wyjść ze swojej „piwnicy”, gdy znów poczuje się ważna i bezpieczna.)

Zanim przedstawię zakończenie sesji, chciałabym odnieść się do myśli przewodniej tego artykułu, a zatem empatii wobec przykrych emocji, na przykładzie złości. Po pierwszej konsultacji można było odnieść wrażenie, że dziewczynka „jest agresywna, bije inne dzieci, przeszkadza w lekcji, lubi dominować” – to są „etykietki”, z którymi trafiła do gabinetu. Oczywiście rozumiem trudności dziecka w kontekście z jednej strony utraty ważnego obiektu, ale można również powiedzieć, że tracąc ojca, straciła także poczucie własnej wartości. Poradziła sobie z tym, utożsamiając się z maminym „teraz już wszystko będzie dobrze”, a frustracja związana z tym, że „przecież wcale nie jest dobrze!” została przekierowana na szkołę i próby zwracania na siebie uwagi poprzez agresywne zachowania. Można powiedzieć, że poprzez agresję utożsamiła się także z ojcem, który „był zły, bo zostawił mamę, ją i brata”. Gabinet terapeutyczny jest miejscem, gdzie pacjentka może w bezpiecznej relacji doświadczyć zarówno bycia agresywną jak ojciec, a także bezradności osoby porzucanej. Może zatem być empatyczna w stosunku do samej siebie, znajdując miejsce na wszystkie emocje, zarówno te miłe, jak i te mniej miłe po to, aby pójść dalej. Rolą terapeuty jest zatem zintegrowanie różnych stanów emocjonalnych dziecka.

W drugiej części sesji poprosiłam dziewczynkę o narysowanie, jak się teraz czuje. Na obrazku pojawiła się sesja, siedzimy z pacjentką naprzeciw siebie i mamy szczególnie duże, wyciągnięte do siebie dłonie. Zapytana o to, jakie uczucia chciała wyrazić na tym rysunku, Ola powiedziała: „jestem szczęśliwa”. Na tym etapie terapii dziecko nie wyraża wprost niezadowolenia, złości do mnie, jest lękowe, tak jakby jej złość miała doprowadzić nas do rozdzielenia (Ola narysowała stół pomiędzy nami). Na obrazku widać chęć zbliżenia, ale jednocześnie przeszkody prowadzące do spotkania. Myślałam o tym, że dziewczynka chce być także blisko taty, od którego jest oddzielona. Aby być bliżej mnie, trzeba by było zrobić przemeblowanie – usunąć stół, który na tym rysunku metaforycznie nas oddziela.

W realnym życiu może wyrażać to chęć dziewczynki, by w jej domu zrobiono przemeblowanie” – aby zrobić miejsce dla taty.

Podsumowanie

W artykule starałam się pokazać, w jaki sposób można wykorzystać baśń pochodzącą ze zbioru „Opowieści o Czujątkach” w terapii indywidualnej dziecka. Książka ta może być także używana podczas zajęć grupowych dla dzieci w wieku 7-9 lat, a także w indywidualnym kontakcie dziecka i rodzica po to, by omawiać „trudne” emocje oraz uczyć empatii do siebie i innych. Każdej baśni towarzyszy scenariusz zajęć grupowych oparty na modelu Porozumienia bez przemocy. Można go wykorzystywać w sposób, który w danej sytuacji wydaje się najbardziej korzystny z punktu widzenia potrzeb osoby, której pomaga. W przypadku terapii opisanej w tym artykule zasadne wydawało się wykorzystanie fragmentów baśni do zatrzymania pacjentki przy aktualnie przeżywanych uczuciach oraz przepracowania emocji, z którymi została po rozwodzie rodziców – trudnych uczuć związanych z zachwianiem poczucia własnej wartości, „zranieniem narcystycznym”, używając języka psychodynamicznego, a jeśli chcemy ująć to inaczej: lękiem, złością i poczuciem osamotnienia – jak biedny szczur Ryś, jeden z bohaterów książki „Opowieści o Czujątkach”, którego życie zmieniło się, gdy spotkał się z empatią Violi.

Joanna Bogudał-Borkowska – psycholożka, psychoterapeutka psychodynamiczna, autorka książek.

źródło: http://www.niebieskalinia.pl/pismo/wydania/dostepne-artykuly/6057-z-empatia-za-pan-brat


 

 Zapraszamy do publikacji: /literatura-dla-nauczycieli/1473-543-opowiesci-o-czujatkach-cwiczenia-z-empatii-dla-dzieci-i-doroslych.html

Komentarze

Bez komentarza w tej chwili!

Zostaw swój komentarz

niedziela poniedziałek wtorek środa czwartek piątek sobota styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień

Nowa rejestracja konta

Posiadasz już konto?
Zaloguj się zamiast tego Lub Zresetuj hasło