• Obniżka
Rozmowy o rozmowach, czyli miej głos i nie wahaj się go użyć!

Rozmowy o rozmowach, czyli miej głos i nie wahaj się go użyć!

ISBN: 978-83-7850-986-8
28,00 zł
25,00 zł Zniżka 3,00 zł
Czas dostawy kurierem InPost 24 godziny

Książka w przystępny sposób opisuje zagadnienia związane z komunikacją międzyludzką, dlatego ściśle koresponduje z przekazem dotyczącym rozwoju osobistego.

Wersja książki
Ilość

Książka dostępna w wersji papierowej i elektronicznej e-book.

Polecamy nową publikację z zakresu komunikacji autorstwa logopedy medialnego, coacha, eksperta personal brandingu Katarzyny Bąkowicz i dziennikarza prasowego, wydawcy portalu internetowego, redaktora i lektora telewizyjnego Marcina Kozłowskiego. Książka w przystępny sposób opisuje zagadnienia związane z komunikacją międzyludzką, dlatego ściśle koresponduje z przekazem dotyczącym rozwoju osobistego.

Czy ludzie mają ogony? Dlaczego powinniśmy unikać foteli? Jakie zalety ma korek od wina?

Na te i inne pytania odpowiada nasza nowa książka "Rozmowy o rozmowach, czyli miej głos i nie wahaj się go użyć!".

"Rozmowy..." to seria pełnych praktycznych wskazówek i dowcipnego dystansu wywiadów o tym, jak odpowiednio komunikować się z innymi i jak przełożyć to na sukces zawodowy i prywatny.



nagrodaze Wstępu:

Marcin Kozłowski: Słyszysz „komunikacja”. Jakie masz pierwsze skojarzenia z tym słowem?

Katarzyna Bąkowicz: Relacja, rozmowa, stosunki międzyludzkie, biznes.

Masz ogromnie szerokie skojarzenia.

Komunikacja dotyczy wszystkich. Bez wyjątku i w każdej sferze.

Słowo „komunikacja” kojarzy mi się z akademickim zadęciem, napompowaniem.

Nie ma innego słowa. Fakt – ostatnio stało się nieco przereklamowane, za bardzo wytarte w słowniku przeciętnego człowieka.

„Komunikacja” to słowo zbyt często wykorzystywane i przez biznes, i przez media. De facto to jest jedyne pojęcie, w którym możemy zawrzeć wszystkie aspekty dotyczące relacji. Komunikacja to przede wszystkim właśnie relacja, musimy kontaktować się z otoczeniem niezależnie od tego, czy nam się to podoba, czy nie. Musimy się komunikować niezależnie od stylu życia, zainteresowań, miejsca, w którym żyjemy. To warunek naszego funkcjonowania w świecie. Może stwórzmy na potrzeby tej rozmowy jakiś synonim.

Problem polega na tym, że takiego synonimu nie ma. Sama „rozmowa” to za mało. Rozmowa to coś werbalnego plus niewerbalna otoczka. Natomiast obecnie możemy komunikować się ze sobą także niewerbalnie. Mamy SMS-y, rozmowy telefoniczne, portale społecznościowe, czaty, e-maile. Mało spotkań osobistych, face-to-face, w realu, w rzeczywistości. Paradoksalnie mamy większe możliwości komunikacji, ale jest ona bardziej ograniczona.

Jak to?

Kiedy się kogoś nie widzi, nie można odbierać sygnałów niewerbalnych. Kiedy jednak jesteśmy obok siebie, możemy milczeć i wiedzieć, co to milczenie oznacza. Duża część komunikacji ma właśnie aspekt niewerbalny.

Jak komunikacja ma się do wizerunku? Jest jego częścią?

Ostatnio bardzo modny zawód to specjalista ds. kreowania wizerunku. Komunikacja jest oczywiście podstawą wizerunku, to największa jego część, cała reszta to tylko dodatki. Jeśli chodzi o komunikację, to nie jest to tylko treść i forma, ale również to, jak gestykulujemy, jak chodzimy, jak siadamy, jaką mamy mimikę, jak się zwracamy do innych ludzi i całe spektrum wokół naszej osoby. Nie ma możliwości, żeby ktoś niepoprawnie mówił, źle formułował komunikat, a prawidłowo siedział, gestykulował, chodził. To wszystko jest spójne, pracuje się nad tym równolegle. Niestety, większość specjalistów wie o tym tylko z teorii. Bo w praktyce bardzo ciężko jest dostrzec tę spójność, jeszcze ciężej ją zdefiniować i nazwać. Dlatego do szkoleń z wizerunku podchodzę z ostrożnością, szczególnie grupowych, bo zespołowo można najwyżej iść w góry, a nie kreować swój wizerunek. Nie każdy na spotkanie biznesowe musi iść w białej koszuli, a wchodząc, nie musi koniecznie otwierać drzwi lewą ręką.

Przyznasz, że gro z zasad komunikacji zostało wypracowanych w praktyce, udowodniono ich skuteczność.

To są zasady, na które ktoś kiedyś wpadł, bo sprawdziły się w dziesięciu wypadkach, a w kolejnych dziesięciu mogą się w ogóle nie sprawdzić. Taka praca musi odbywać się indywidualnie, w przyjaznych dla klienta warunkach, żeby mógł zachowywać, czuć się w miarę naturalnie i swobodnie. Specjalista do spraw wizerunku musi posiadać podstawową wiedzę i doświadczenie psychologiczne oraz zestaw niezbędnych narzędzi z wielu dziedzin, żeby pracować skutecznie. Zauważ, że nie używam zbyt często słowa „technika”.

Bo?

Dla mnie to zaprzeczenie pracy z człowiekiem. Technika sprawdza się w obcowaniu ze sprzętem elektronicznym, a nasz mózg, chociaż działa w oparciu o procesy chemiczne i bioelektryczne, nie jest maszyną. Każdego można nauczyć prawie wszystkiego, tylko niestety klient szybko odczuje przykre konsekwencje tego „wytresowania”. Posługując się schematami, zabijamy naturalność. Jeśli coś jest „nie nasze”, tylko sztucznie nauczone na potrzeby sytuacji, natychmiast zostaje wyłapane przez odbiorcę. A to tylko pozbawia nas wiarygodności. Jeśli jesteśmy szczerzy w przekazie, to po co nam jakieś techniki? Czy w takim razie chcemy manipulować? Kilka nieumyślnie zastosowanych trików i zaufanie odbiorcy spada do zera. A to, niezależnie od naszych intencji, najgorsze z możliwych rozwiązań.

Jak zaczyna się pracę nad swoją komunikacją?

Jak w każdej dziedzinie opartej na humanizmie i holistyce, zaczynamy od diagnozowania stanu faktycznego. Kto ma jakiekolwiek doświadczenia coachingowe, ten wie, że czasem nad celem pracuje się przez kilka spotkań. Bo dobrze zdefiniowany cel sam daje wytyczne do pracy nad jego realizacją. Dochodzenie do niego zawsze jest skanowaniem swojego wnętrza, które często nasuwa bardzo konkretne wnioski.

Mogłabyś jaśniej?...


patromnat

100 Przedmioty

Opis

Książka elektroniczna - E-book
Epub, Mobi
Książka papierowa
oprawa miękka

Specyficzne kody

isbn
978-83-7850-986-8

Katarzyna Bąkowicz

Bąkowicz Katarzynalogopeda medialny, coach, ekspert personal brandingu. Prowadzi wykłady i warsztaty z zakresu komunikacji dla mediów i biznesu. Szkoli osoby publiczne i pomaga im w kreowaniu wizerunku. Obserwatorka rzeczywistości, fascynatka głosu.


 

 

Marcin Kozłowski

Kozłowski Marcindziennikarz prasowy, wydawca portalu internetowego, redaktor i lektor telewizyjny. Współpracował także ze stacjami radiowymi jako reporter i prezenter. Publikuje teksty o tematyce psychologicznej. Pasjonat rozwoju osobistego.

Oficyna Wydawnicza "Impuls"

Autor

Katarzyna Bąkowicz, Marcin Kozłowski

ISBN druk

978-83-7850-986-8

ISBN e-book

978-83-8095-031-3

Objętość

116 stron

Wydanie

I, 2016

Format

B5 (160x235)

Oprawamiękka, klejona

Kilka słów wstępu

Czyli między innymi o tym, czym jest komunikacja, rozwikłamy też tajemnicę dużej liczby rozwodów i dlaczego podwładni mieli pewnego szefa w głębokim poważaniu            

O komunikacji werbalnej i niewerbalnej

Czyli o tym, co odczytała ze mnie Katarzyna Bąkowicz, dlaczego pozycja otwarta nie zawsze jest otwarta i dlaczego przemówienia polityków bywają nudne         

O postawie stojącej, siedzącej i ubiorze

Czyli o tym, dlaczego powinniśmy unikać foteli jak ognia, czy ręce w kieszeni to nadal grzech śmiertelny i czy warto zainwestować w „zerówki”

Oddychanie

Czyli o tym, dlaczego mimo wszystko nie warto wciągać brzucha, czy warsztaty oddychania to dobre rozwiązanie i jak ćwiczyć swój oddech w domowym zaciszu  

Parę słów o głosie

Czyli o tym, dlaczego lepiej nie szeptać, nie pić mrożonej wódki i czy ludzie mają ogony  

O dykcji

Czyli o tym, jakie są największe grzechy Polaków, czy korek od wina ma jakieś zalety i dlaczego warto mówić znajomym, że mają plamę na płaszczu     

O komunikacji za pośrednictwem nowych mediów

Czyli o tym, dlaczego starsi lepiej radzą sobie z emotikonami, czy należy pisać „witam” i dlaczego czasem lepiej nie być kolorowym misiem  

Zakończenie, czyli przepis na sukces     

Dla każdego pojęcie „sukces” oznacza coś zupełnie innego. Jeden chce zdobywać pieniądze, inny ułożyć sobie życie osobiste, jeszcze inny podróżować po świecie i nawiązywać nowe znajomości. Bez wątpienia każdy potrzebuje komunikacji.

Przede wszystkim odpowiedz sobie na pytanie, czego tak naprawdę chcesz. Szczerze. Nie czego chcą najbliżsi, ale co wypływa z głębi serca, z twoich potrzeb. Nawet jeśli to tylko marzenie, warto je wyrazić i dowiedzieć się, skąd się wzięło. Co daje bycie taką osobą, co można zyskać, będąc właśnie nią. To pierwszy, najtrudniejszy ale i najważniejszy krok – świadomość. Mając ją, możemy dowolnie kształtować własną postawę wobec świata, a o to przecież chodzi w komunikacji.

Najzdrowszą manipulacją jest manipulacja wobec samego siebie. Paradoksalnie daje lepsze efekty niż próby wpływania na świat, który będąc w nieustannym ruchu, szybko o nas zapomni. Dopiero mając siłę wewnętrzną wynikającą ze stabilnego wizerunku, możemy wpływać na ludzi dookoła. Gdy wizerunek jest spójny i zgodny z naszym wnętrzem, wtedy działa. Inaczej zbudujemy wydmuszkę bez treści, która szybciej wszystko zepsuje, niż doprowadzi nas do sukcesu. Niepoukładane i chaotyczne wnętrze będzie widać na zewnątrz, nawet mimo znajomości technik, które działają bowiem tylko wtedy, kiedy mają czym zarządzać, czyli mają treść. Brzmi to trochę filozoficznie, jednak jest absolutną prawdą i podstawą.

To trochę tak jak z zupą. Jesteś bardzo głodny. Chcesz zjeść zupę. Masz do wyboru: poświęcić trochę czasu i ugotować zdrowy, smaczny i wartościowy posiłek albo otworzyć torebkę z napisem „instant” i zalać wrzątkiem. Zupa ugotowana da ci smak i siłę, gdyż ma dużo wartości odżywczych. Będziesz czuł się lepiej, myślał sprawniej, zadbasz o swoje zdrowie. Po zupce z proszku szybko zrobisz się głodny, bo nie ma w niej niż poza laboratoryjnymi wynalazkami mniej lub bardziej zdolnych chemików. Może nawet rozboleć cię brzuch. Ale to twoja decyzja.

Tak jak z komunikacją masz wybór: chcesz szybko, tu i teraz – kup podręcznik, przeczytaj i stosuj w życiu; chcesz zbudować wizerunek na stabilnych i trwałych posadach, którego nie zburzą stres i labirynt życia – popracuj nad sobą, a efekty, choć przyjdą po jakimś czasie, będą zaskakująco pozytywne i przede wszystkim trwałe.

Czego potrzeba, żeby osiągnąć sukces? Na przykład chcesz być menedżerem, a nie radzisz sobie z ludźmi, nie słuchają cię, nie wzbudzasz zaufania i nie potrafisz być dla nich autorytetem. Zatem potrzebujesz umiejętności komunikacyjnych na poziomie treści (co przekazać) oraz formy (jak przekazać, żeby treść była odebrana w oczekiwany sposób i przyniosła zakładane rezultaty). I teraz wchodzimy na drugi etap. Co masz w sobie takiego, co pozwoliłoby ci być dobrym menedżerem, jakie posiadasz zasoby, co jest twoją mocną, a co słabą stroną.

Proces poznawania siebie dobrze jest przechodzić ze specjalistą. On szybciej zauważy nasze zachowania, komunikaty czy gesty świadczące o zdolnościach w danym kierunku, których sami możemy nie dostrzec. Profesjonalista zawsze też powie, że nie będziesz śpiewakiem operowym, mając tylko jedną oktawę... Warto być w tym procesie szczerym i ze sobą, i, jeśli taka jest, z osobą, która pomaga.

Często nie widzimy swoich atutów. Jesteśmy przyzwyczajeni do zestawu cech, mamy je od zawsze, nieświadomie z nich czasem korzystamy, ale nie doceniamy możliwie dużej roli, jaką mogą odegrać w naszym życiu. A mocne strony ma każdy bez wyjątku i każdy może je rozwinąć. Stanie się to jednak dopiero wtedy, kiedy będziemy je znać. Można być świetnym merytorycznie w swojej branży, ale mieć problemy z przekazywaniem tej wiedzy. Zatem pierwszy kierunek będzie brzmiał: praca nad formą. Należy jednak dążyć do tego, żeby wizja samego siebie była spójna i przede wszystkim prawdziwa.

Przyszedł kiedyś do mnie klient, któremu ktoś doradził, żeby przeniósł się na inne stanowisko, ponieważ na obecnym ponosił porażki, nie potrafił porozumieć się z ludźmi i nie był specjalnie lubiany. Zasugerowano mu, że może lepiej byłoby, gdyby podjął się pracy w wymiarze biurowym, spokojniejszej, bardziej przewidywalnej, z mniejszym kontaktem z ludźmi. Był gotów zgodzić się na to, ale zapytał co o tym myślę. Poprosiłam, żeby wyobraził sobie, że już tam jest i wykonuje swoje nowe obowiązki, siedzi w nowym biurze, zajmuje się przydzielonymi sprawami. Zapytałam, jak się z tym czuje. Odpowiedział po chwili, że źle, że tam jest nudno i czuje się zmęczony samym myśleniem. Zorientował się, że nie może przystać na propozycję. Jego droga powinna polegać na wyszlifowaniu tego, co ma w sobie, a nie na zmianie stanowiska. Udało mu się, bo zrozumiał, że rezygnacja z wizji samego siebie przyniesie więcej szkody niż pożytku. Łatwo nie było, musiał włożyć wiele pracy w to, żeby uzyskać pożądany efekt. Ale dziś jest zadowolonym i spełnionym zawodowo człowiekiem, docenianym przez współpracowników, którzy nie wyobrażają sobie, że mogłoby go nie być. 

Każdy ma wady i nie należy się tego wstydzić. Gdyby nie one, wszyscy bylibyśmy jednakowi, niczym nie moglibyśmy się wyróżnić. Swoje słabe strony też trzeba znać i umiejętnie tę świadomość wykorzystać. Wiedzieć, gdzie są nasze słabe punkty, czym nas można zaskoczyć, w czym się nie sprawdzamy. Może zdarzyć się tak, że doskonale radzimy sobie komunikacyjnie w sytuacjach prywatnych, potrafimy być duszą towarzystwa na imprezach, jesteśmy lubiani, a w pracy przed prezentacją ściska nam żołądek. Nie potrafimy wydusić słowa, a kiedy już to zrobimy, to wypowiedź nie ma ładu ani składu. To wcale nie znaczy, że powinniśmy rezygnować z tej części pracy. Ta umiejętność już jest – to dobra i skuteczna komunikacja. Nie działa tylko we wszystkich sytuacjach, dlatego trzeba umiejętności przenieść i zaadaptować na innym gruncie. Zatem nie każda wada wbrew pozorom jest nie do przezwyciężenia czy zaakcepto­wania. 

Na jakość komunikacji wpływa też uczucie komfortu. U niektórych osób w ogóle nie ma znaczenia miejsce spotkania, inni czują się źle w określonym otoczeniu. Warto to wiedzieć i nie umawiać się na przykład w miejscach, które są dla nas krępujące. Podobnie w wygłaszaniu prezentacji: nie możemy poradzić sobie z pracą rąk, rozpraszają nas, nie umiemy się skupić na mówieniu, bo nie jesteśmy w stanie ich opanować. Warto wtedy zastosować coś odstresowującego, na przykład podkładkę pod dokumenty. W wielu sytuacjach jej trzymanie pomaga, daje nam wentyl bezpieczeństwa, a dla procesu komunikacyjnego nie ma żadnego znaczenia, bowiem i tak korzystamy z danych w formie papierowej, na które w trakcie prezentacji zerkamy.

Atutem każdego z nas bez wyjątku jest głos. I wcale nie znaczy to, że wszyscy możemy i powinniśmy mówić jak znani telewizyjni lektorzy. Nie jest nam to potrzebne, a w niektórych sytuacjach może nawet zaszkodzić, czyniąc nas wytresowanymi manipulantami. Naturalność jest wartością absolutną, a głos ma spełniać przypisaną mu rolę – u śpiewaka zachwycać skalą, u dziennikarza ciekawie brzmieć, u sprzedawcy intrygować, u menedżera pokazywać jego profesjonalizm. Te cechy nie biorą się z talentu, tylko z pracy.

Zdefiniowany cel dookreśla głos w jego przekazie, co ma w nim być, żeby przynosił korzyści. Najczęściej są to dwie lub trzy kluczowe dla danej osoby cechy z perspektywy jej potrzeb. Zatem pracuje się nad płynnością, tempem, dynamiką, artykulacją czy akcentowaniem, lub też nad barwą, skalą albo melodią. 

Do wypracowania potrzebnych cech niezbędna jest dbałość o postawę, która będzie wzmocnieniem dla głosu, co za tym idzie – oddechu, i jednocześnie bazą do jego powstawania. Przy okazji poprawi sylwetkę, wyprostuje ją i skoryguje, nauczymy się właściwie siadać, stać i chodzić zgodnie z naszym charakterem, cechami osobowości i upodobaniami. Pewny krok, swobodny gest i świadome ciało to właściwości, które rozmówca widzi i przez ich pryzmat ocenia nas. Jeśli ciało jest mocne, cała nasza postać będzie robić wrażenie silnej. I nie chodzi tu o mięśnie i siłę fizyczną, ale odczucie obcowania z silną osobowością. A przecież nikt nie chce wypaść na słabeusza. 

Za postawą idą gesty: naturalne, dobrane do anatomicznej budowy tułowia i rąk. Wzmacniają przekaz treści, są zdecydowanie mocniejsze, kiedy coś akcentujemy, i słabsze, gdy melodia wypowiedzi staje się monotonna. Należy sprawdzić i poprawić najdrobniejsze szczegóły: strzelanie palcami, krzywienie głowy na boki, błądzący wzrok, krzywy układ stóp itd. Wszystko bowiem składa się na wizerunek i sukces, do którego dążymy. Nie chcemy przecież wyglądać na znerwicowanych nieprofesjonalistów. 

Oglądasz czasem katalogi z wystrojami wnętrz? Zauważ, tam wszystko jest do siebie dopasowane: ściany, meble, zasłony i dodatki, nawet najdrobniejsze. Lubisz to oglądać, ponieważ jest estetyczne. Ale czy równie chętnie oglądałbyś mieszkania, gdzie poza tynkiem i podłogą nic nie ma? Nie, bo wszystko wyglądałoby tak samo, nie miałoby charakteru. Zatem w swoim wizerunku dbaj o detale, które zbudują i pokażą twój charakter. 

Kluczowy jest etap prób i wdrażania zmian. Testujemy, jak nam się chodzi, jak mówi, jak brzmi nowy głos, czy stał się ciekawszy, czy wyraża nas wystarczająco dobrze, jak czujemy się nie w nowej, ale wreszcie dobrze dopasowanej skórze. Metoda prób i błędów jest zawsze najlepsza – bez jednych i drugich nie moglibyśmy się rozwijać. Zatem nie bójmy się popełniać błędów, ale wyciągajmy z nich konstruktywne wnioski. Każdy etap powinien być poprzedzony hasłem „sprawdzam”, żeby nie pozostawiać cienia wątpliwości. Nie obawiajmy się testów, stańmy przed lustrem i zobaczmy, jak się prezentujemy, czy ten, kogo widzimy w lustrze, to fajny gość. Pogadajmy do siebie, posłuchajmy się, pobawmy w teatr jednego widza. Włączmy kamerę, którą teraz każdy ma w telefonie, obejrzyjmy nagranie bez zbędnego krytycyzmu, ale z rzetelną oceną. Wtedy próby kosztują najmniej. Oceniamy się sami i nie ponosimy z tego tytułu żadnych konsekwencji. 

Wreszcie przychodzi czas na wyjście do ludzi. Może najpierw do tych, przy których czujemy się bezpiecznie, żeby jeszcze trochę przetestować zmiany, zobaczyć, jak oddziałują na innych, spróbować nowych form komunikatu i przeanalizować wyniki pracy nad sobą. We wszystkim, co robimy, musimy przede wszystkim czuć się swobodnie, czuć się jak „my”, a nie jak wytresowane zwierzę wypuszczone na cyrkową arenę. Nie ma takiego wizerunku, choćby był najbardziej idealny, który sprawdzi się wbrew naszej osobowości.

Wszystko, co sztuczne, wychodzi na jaw z prędkością światła. Gdy jest dobrze, nasze samopoczucie poprawia się, wtedy przychodzi czas na całkowite wdrożenie nowego siebie do świata. Praca, dom, znajomi, nowi ludzie... Zobaczą tę samą osobę, ale jakby inną, lepszą. Co ciekawe, zupełnie zapominamy wtedy o chęci manipulowania innymi, ponieważ nasza komunikacja i kontakty na tyle się poprawiają, że aby uzyskać zamierzone efekty, nie musimy posuwać się do książkowych technik. Jest prościej, łatwiej, swobodniej. Z sukcesem, jaki sobie zaplanowaliśmy. 

I tego wam, drodzy Czytelnicy, życzymy.

Marcin Kozłowski o komunikacji postanowił porozmawiać z Katarzyną Bąkowicz, logopedą medialnym, coachem, ekspertem personal brandingu. Z siedmiu rozmów, dowiemy się wielu zaskakujących faktów na temat komunikacji międzyludzkiej.

Już na początku czytamy, że podział na komunikację werbalną i niewerbalną jest sztuczny i pozbawiony głębszego sensu. Jedna komunikacja bez drugiej po prostu nie istnieje, jak przekonuje Katarzyna Bąkowicz. Dowiemy się też, że tempo i sposób naszego mówienia są związane z naszym charakterem, którego nie ma potrzeby zmieniać. Choleryk zawsze będzie mówił szybko, a flegmatyk wolno. Najważniejsze, by to, co mówimy, było czytelne. Właściwe odczytanie komunikatu zależy od nadawcy, a nie od odbiorcy. Istotnym narzędziem komunikacji jest postawa. Kiedy mówimy, najlepsza jest postawa stojąca. Odpowiednia postawa warunkuje odpowiednie wydobycie głosu, więc jeśli już siedzimy podczas mówienia, niech to będzie krzesło, a nie fotel. 

Czy siedząc, czy stojąc, możemy trzymać ręce w kieszeniach. Nie zawsze musi być to przejawem nieeleganckiego czy niekulturalnego zachowania. Przede wszystkim jest oznaką swobody (choć nie zawsze bywa ona wskazana). Często postawę taką przyjmują biznesmeni czy politycy, starając się przez to pokazać, że są "na luzie", potrafią być "normalni". Niektórzy idą nawet dalej. Prezydent Nixon lubił pokazywać się z podwiniętymi rękawami. Miały one symbolizować człowieka pracy. Kobieta w spódnicy albo sukience powinna założyć nogę na nogę, ale bardziej chodzi o jej komfort niż o obowiązującą zasadę. Panowie też mogą założyć nogę na nogę i wcale nie będzie to niemęskie.

W trakcie rozmowy nie powinniśmy patrzeć rozmówcy prosto w oczy ani odwrotnie, unikać kontaktu wzrokowego. Najlepiej wzrok kierować na tzw. trzecie oko, czyli miejsce pomiędzy brwiami. Co do dłoni, ważne, żeby ich nie chować, dzięki temu nasz rozmówca ma poczucie, że nie mamy nic do ukrycia. W komunikacji istotne znaczenie ma oczywiście głos. To nie tylko nasza wizytówka, ale wręcz lustro. Odbijają się w nim cechy osobowości, temperament, stan emocjonalny. Ważna jest więc umiejętność modulowania głosu i dobra dykcja.

W książce znajdziemy wiele innych praktycznych wskazówek, także tych dotyczących komunikowania się za pomocą nowych mediów. Podstawową sprawą, jaką po przeczytaniu tej pozycji sobie uświadomimy, jest to, że komunikacja stanowi fundament naszego życia. Komunikujemy się zawsze i wszędzie. Czy tego chcemy czy nie.

Nieustannie wysyłamy otoczeniu sygnały, które nieustannie są odbierane. Dlatego świadome komunikowanie się jest tak ważne. Ale nie wystarczy opanowanie technik komunikacyjnych czy naśladowanie ludzi, których sposób komunikacji nam się podoba. To działa na krótką metę. Główną zasadą jest dostosowanie formy komunikatu do okoliczności i odbiorcy. Najważniejsze przy tym, by pozostać sobą. Trzeba się zmieniać i pracować nad swoimi nawykami, ale na poziomie o wiele głębszym niż zewnętrzna postawa. Jeśli nie jesteśmy pewni siebie, żaden gest, który ma pewność siebie pokazać, nie osiągnie pożądanego efektu. Najgorsza rzecz, jaką możemy zrobić, to udawać kogoś, kim nie jesteśmy. 

Katarzyna Bąkowicz, Marcin Kozłowski Rozmowy o rozmowach. Czyli miej głos i nie wahaj się go użyć! wyd. Oficyna Wydawnicza "Impuls"

źródło: http://metrocafe.pl/metrocafe/1,145523,19710308,jak-mowic-by-ktos-nas-posluchal-oni-to-wiedza.html 



Komunikacja jest nieodzownym elementem istnienia w społeczeństwie. Bez niej tak naprawdę nie istniejemy. Jednak jej formy zmieniają się zależnie od kultury, okoliczności, obyczajów czy możliwości technologicznych służących porozumiewaniu się. Musimy się komunikować, niezależnie od stylu życia, zainteresowań, miejsca, w którym żyjemy. To warunek naszego funkcjonowania w świecie.

Książka Rozmowy o rozmowach, czyli miej głos i nie wahaj się go użyć jest zapisem rozmowy Marcina Kozłowskiego (dziennikarza prasowego, wydawcy portalu, redaktora i lektora telewizyjnego) z Katarzyną Bąkowicz (logopedy medialnego, coacha, eksperta personal brandingu) o komunikowaniu. Oboje są ekspertami w tej dziedzinie, bowiem na co dzień zajmują się nie tyle przekazywaniem informacji, co raczej kreowaniem pewnej rzeczywistości. Katarzyna Bąkowicz jako logopeda medialny pomaga biznesmenom lepiej komunikować się z klientami, politykom - skuteczniej przekonywać do swoich racji, a zwykłym ludziom – przekazywać innym swoje emocje.

Nie jest to typowy wywiad, choć na to wskazywać by mogła forma książki. Jest to raczej ukierunkowany na konkretny cel podręcznik, który dzięki luźniejszej formie rozmowy, której przysłuchuje się czytelnik, przekazuje pewne refleksje i porady na temat sposobów komunikowania się. Katarzyna Bąkowicz wielokrotnie podkreśla, że w procesie tym ważne są szczerość i prawda. Nie można wyuczyć się pewnych gestów, które świadczyć będą o „otwartości” i „szczerych intencjach” mówiącego. W rozmowie ważny jest kontekst, tembr głosu, emocje, mimika twarzy. Pozbawiony tego komunikat może okazać się nieczytelny, może też zostać źle zrozumiany. We współczesnej kulturze coraz mniej mamy jednak kontaktów osobistych. Komunikujemy się za pomocą rozmaitych urządzeń, a mimo to staramy się wzbogacać nasze wypowiedzi o kontekst emocjonalny, dodając do tekstów liczne emotikony.

Autorzy przechodzą wspólnie przez kolejne etapy komunikacji, podając przykłady i udzielając porad, w jaki sposób stać się lepszym, bardziej zrozumiałym mówcą. Czasem wystarczy zmienić sposób intonowania czy postawę podczas mówienia, by wywierać lepsze wrażenie na słuchających. Katarzyna Bąkowicz stara się obalać pewne mity, utrwalane w licznych podręcznikach komunikacji, udowadniając, że tej sztuki nie można nauczyć się z książek. Ważny jest osobisty kontakt z nauczycielem, który wskaże błędy i pomoże je skorygować. Opiera się tu na swoim bogatym doświadczeniu, być może także próbuje zachęcić do skorzystania ze swej pomocy. Odsłaniając bowiem kulisy swojej pracy, pokazuje, że spotkanie z coachem może przynieść wiele dobrego, dając możliwość spojrzenia z pewnego dystansu na swoje życie, a tym samym na wyjście z bezpiecznego skorupy.

Książkę czyta się przyjemnie przy kawie w kawiarni. Jest właśnie taką luźną rozmową, która może wnieść wiele dobrego w nasz sposób komunikowania się z innymi.

źródło: http://www.granice.pl/recenzja,rozmowy-o-rozmowach,15178

Rozmawiamy. Przez przypadek, nagle, w sposób zaplanowany. Zawsze w jakimś celu. Jest to dla nas tak zwykłe, że mamy pewność: umiemy. Tylko czasem pozostaje wrażenie, że zostaliśmy totalnie niezrozumiani, że mogło pójść lepiej…

Kiedy zastanawiałam się od jakiej książki rozpocząć cykl pracownia, stało się dla mnie jasne, że u podstaw tego, o czym chcę tu pisać, zawsze leży rozmowa. Niech podniesie rękę osoba, która choć raz nie widziała osławionego na prawo i lewo schematu komunikowania się z nadawcą, odbiorcą komunikatem, kodem, szumami i czym tam jeszcze uzna się za słuszne. Tyle, że to nic nowego i znudziłoby Was po kilku zdaniach. Dlatego dobrym rozwiązaniem jest niewielka książka Katarzyny Bąkowicz i Marcina Kozłowskiego Rozmowy o rozmowach, której podtytuł czyli miej głos i nie wahaj się go użyć dużo mówi o zawartości. Publikacja ułożona została w konwencji rozmowy i podzielona na osiem niewielkich części. Wychodzi naprzeciw oczekiwaniom ludzi, którzy potrzebują informacji podanej w zwartej zrozumiałej formie, bez zbędnego nadęcia i przeładowania terminologią. Nie wszyscy jesteśmy specjalistami, ale wszyscy chcemy osiągnąć zamierzony efekt.

Pewne jest jedno. Musimy umieć rozmawiać tak, żeby chciano nas słuchać i przyznawano nam rację. Chcemy, żeby pracodawca uznał, że się bez nas nie obejdzie, żeby osoba, która nam się podoba uznała, że warto dać nam szansę. Wstawcie tu, każdą inną sytuację, która przychodzi Wam na myś.

Każdy ma swoje wady i zalety, czyli mocne i słabe strony. Kiedy je poznamy, dowiemy się czego dotyczą, możemy zastanowić się, jakie są konsekwencje używania ich w komunikacji, jak odbiera je otoczenie, co dzięki nim zyskujemy, a co tracimy.

Bardzo dobrze, że książka silnie podkreśla konieczność indywidualnego podejścia. Ile to znaczy wiedzą wszyscy, którzy próbowali kiedykolwiek schudnąć na diecie poleconej przez znajomą z pracy. Jakimś cudem u niej działała, a u nas szło jak po gruzie. Tajemnica tkwiła w dopasowaniu i oczywistych różnicach, jakie możemy zauważyć porównując się. Tak samo jest z poprawą wizerunku mówcy. Będzie potrzebował dostosowań metod pracy do tego jaki jest. W takim razie po co książka, skoro niczego w temacie nie da się uogólnić? Ano jest potrzebna. W szybki przyjemny, a momentami także zabawny sposób orientujemy się w komunikacji, mówieniu i podejściu do całego procesu jakie jest konieczne. Książka porusza także te aspekty, o których na co dzień nie myślimy, takich jak dykcja, oddech, postawa ciała. Najczęściej, myśląc o komunikowaniu się z otoczeniem, przywołujemy podział na dwie jej odmiany: werbalną i niewerbalną. Warto jednak się zastanowić czy taki podział ma jeszcze sens.

Jeśli powiem jakiekolwiek słowo, to ono może być powiedziane na sto sposobów i to już wtedy jest komunikacja niewerbalna. Jedna bez drugiej nie może istnieć, bo pierwsza służy do wzmocnienia drugiej.

Cała publikacja zdaje się mieć sprecyzowany cel. Zachęca do świadomego mówienia i dbania o narzędzia jakim jest nasz głos i cały aparat mowy. Pokazuje, że nasz sukces we wszystkich praktycznie dziedzinach życia zależy od właśnie tej świadomości. Jest dobrym zaczynem do zgłębiania wiedzy i poszerzania umiejętności. 

Oczywiście nie mogło zabraknąć rozdziału o wykorzystaniu w komunikacji mediów, co jest teraz powszechne i czasem zastępuje spotkania. Książka pokazuje niebezpieczeństwa, ale ich nie demonizuje poświęcając też miejsce zaletom rozwoju technologii, a także po prostu różnicom społecznym, jakie wynikły z tego faktu.

Na korzyść książki przemawia także jej układ, Po każdym rozdziale następuje podsumowanie, które systematyzuje informacje. Całość zbiera w jedno ostatni rozdział, traktowany jak rodzaj przepisu na sukces wizerunku i naszej komunikacji. 

Oglądasz czasem katalogi z wystrojami wnętrz? Zauważ, tam wszystko jest do siebie dopasowane: ściany, meble, zasłony i dodatki, nawet najdrobniejsze. Lubisz to oglądać, ponieważ jest estetyczne. Ale czy równie chętnie oglądałbyś mieszkanie, gdzie poza tynkiem i podłogą nic nie ma? Nie, bo wszystko wyglądałoby tak samo, nie miałoby charakteru. Zatem w swoim wizerunku dbaj o detale, które zbudują i pokażą twój charakter.

Komu polecam?

1. Osobom, które pracują głosem. Lektura jest krótka, a może ułatwić i uprzyjemnić pracę

2. Nauczycielom, którzy szukają materiałów do ciekawych zajęć. Można z powodzeniem pracować na fragmentach i wywołać ciekawą dyskusję. Przydatne będą też grafiki otwierające każdy rozdział.

3. Studentom, którzy źle znoszą prezentacje i projekty, które muszą później przedstawić grupie. Może następnym razem obejdzie się bez nieprzespanych nocy, trzęsących się rąk i nóg, zgubienia się w czytanym tekście.

4. Wszystkim, których zaciekawił temat. Książka idealna na początek, przypomnienie. 

Podsumujmy. Żeby wykreować dobry wizerunek trzeba umieć mówić świadomie. Świadomość tą trzeba jednak podbudować wiedzą zdobytą z wiarygodnego źródła. Omawiana dziś książka właśnie takim jest. Dziękuję Oficynie Wydawniczej Impuls za udostępnienie egzemplarza do recenzji. Poznanie Rozmów o rozmowach zainspirowało pomysł na zajęcia dla dzieci, co zawsze jest w cenie.

Podyskutujmy. Macie jakieś ciekawe wspominania związane z rozmowami? Zależy Wam na zdobywaniu wiedzy w tym temacie? Czekam w komentarzach.

Pozdrawiam

Ania – Księganna

Zobacz także

Nowa rejestracja konta

Posiadasz już konto?
Zaloguj się zamiast tego Lub Zresetuj hasło