• Obniżka
  • Nowy
Amforyzmy, czyli (para)literacki odlot

Amforyzmy, czyli (para)literacki odlot

ISBN: 978-83-8294-297-2
32,38 zł
24,38 zł Oszczędzasz: 8,00 zł

Najniższa cena w ciągu 30 dni przed aktualną promocją: 34,00 zł

Wyświetl historię cen produktu

Najniższa cena w ciągu ostatnich 30 dni 26,00 zł

Czas dostawy kurierem InPost 24 godziny! E-booki w ciągu 15 minut!

Amforyzmy to zbiorek godny polecenia tym wszystkim, którzy cenią sobie krytyczną refleksję nad rzeczywistością wyrażoną w błyskotliwej formie językowej... (z recenzji dr hab. Anna Wasilewska, prof. em. AMW)

Wersja książki
Ilość

W czasie powstawania materiału do Amforyzmów (i wcześniejszych FreeWolków) niczym refren powracało (narracja wewnętrzna i wypowiedzi otoczenia) pytanie: „Po co ci to?”. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że po to, by zaproponować coś, co da się czytać! Co nie będzie hermetycznym tekstem dla wyrobionego naukowo konesera, tylko strawnym przesłaniem dla zwykłego czytelnika. Wewnętrzny impuls podszeptywał, że najlepiej przygotować coś, co nie będzie wymagało heroizmu w trakcie czytania. Żeby nie kraść ludziom czasu, warto nadać temu jak najbardziej syntetyczną formę. Amforyzmy są gatunkową wariacją nawiązującą formalnie do aforyzmów, haiku, sentencji, paremii czy apokryfów. Nie sposób ich jednoznacznie sklasyfikować. I chyba nie ma takiej potrzeby. Powstały zapewne dlatego, że chciałem „odlotu”, czyli oderwania się od kanonów dotychczasowej konwencji pisarskiej…

Zmierzając do brzegu, warto przyjąć za swoje przesłanie z okładki Aforyzmów Friedricha Nietzschego:

Książka taka jak ta nie jest przeznaczona do rozczytywania się i odczytywania, lecz do przerzucania, zwłaszcza na przechadzce lub w podróży; trzeba to zaglądać do niej, to znów z niej wyglądać, nie znajdując wokół siebie nic, do czego się przywykło.


Z opinii recenzentów:

Warto dać się uwieść „honorowemu dawcy aMforyzmów” […], by nabrać trochę dystansu do rzeczywistości, wzmocnić swoje poczucie humoru lub wzbudzić w sobie refleksję nad życiem, kulturą, człowieczeństwem. […] Amforyzmy Janusza Stanka są kontynuacją jego dotychczasowej „chwilozoficznej” twórczości. Ta zaś uzdrawia smutasów i wspomaga tych, którzy „wprawdzie mają wszystko w jednym palcu, ale nie wiedzą w którym”.

prof. zw. dr hab. Bogusław Śliwerski

Janusz Stanek […] kokietuje tezą o wyższości oszczędności słowa nad „wodolejstwem”, ponieważ jego rozmiłowanie w słowach wyraźnie widać zarówno we wstępie, jak i w ekwilibrystycznym traktowaniu języka w poszczególnych aforyzmach. O bogatych kompetencjach językowych i komunikacyjnych Autora świadczą zwięzłość jego wypowiedzi, niezwykle trafny dobór wyrażeń, konstrukcji semantycznych oraz wysublimowane przekształcenia morfologiczne. […] Amforyzmy to zbiorek godny polecenia tym wszystkim, którzy cenią sobie krytyczną refleksję nad rzeczywistością wyrażoną w błyskotliwej formie językowej.

dr hab. Anna Wasilewska, prof. em. AMW

Amforyzmy to szlachetny trunek, sporządzony z ogromną uważnością i wnikliwością. Janusz Stanek destyluje swoje aforyzmy, oczyszcza je ze zbędnych ozdobników, z wprawą tnie słowa, wydobywając z nich różne odcienie znaczeń. Tworzy nieoczekiwane zestawienia, wprawia je w ruch, wyzwalając witalność samego języka. […] Lekkość i dowcipność Amforyzmów nie umniejszają powagi zadawanym pytaniom. Autor jest świadomy nieoczywistości świata, jego nieczytelności i wieloznaczności, których nie da się sprowadzić do wygładzonego banału. Ma dystans wobec siebie i słowa. Zdaje sobie sprawę z tego, że nie ma słownika skończonego, istnieją okruchy, zdania, uwagi, próby pytań i próby odpowiedzi.

dr hab. Dariusz Szczukowski, prof. UG

99 Przedmioty

Opis

Książka papierowa
oprawa twarda

Specyficzne kody

isbn
978-83-8294-297-2

Oficyna Wydawnicza "Impuls"

Autor

Janusz Stanek

ISBN druk

978-83-8294-297-2

ISBN e-book

Objętość

124 stron

Wydanie

I, 2023

Format

A5 (165x125)

Oprawatwarda, szyta, folia matowa

Wprowadzenie

Człowiek
Ona
On
Dzieci
Uczucia
Zdrowie
Życie i (pół)prawdy życiowe
Fauna i flora
Świat i okolice
Reguły życia społecznego
Zajęcia/profesje i inne zaangażowania7
Władza i polityka
Religia
Pytania pierwsze
Sacrum i/lub profanum
Pytania i odpowiedzi
Złote myśli
Myśli nieznośne
To i owo
Nieoczywiste prawdy (?) życiowe
Finał, ale nie zakończenie!

Bibliografia

Wprowadzenie

Wstęp jest kluczową częścią każdej książki. Jest rodzajem podrywu. Albo będzie udany, wciągnie czytelnika i okaże się zaproszeniem do dalszej relacji, albo sprawi, że z randki nic nie wyjdzie. Tomik, który trzymasz w rękach, Szanowny Czytelniku, jest zaproszeniem nie tyle do wspólnej podróży, ile do wspólnego spędzenia czasu na przyStanku – by odpocząć i złapać oddech od pędu tego świata. Nie jest to może dosłownie husserlowska pauza poznawcza, ale propozycja, żeby się zatrzymać, bo z tej perspektywy szczegóły widać lepiej niż wówczas, kiedy sami pędzimy i próbujemy obserwować to, co również znajduje się w ruchu. No i koniecznie dodać trzeba, że lepiej się patrzy (a być może i obserwuje) w ciszy. Albo z minimalnym udziałem „przeszkadzaczy”, wśród których główną rolę grają słowa. Zwolnijmy zatem, popatrzmy niespiesznie i porozmawiajmy. Ale najlepiej niewiele. Stąd już blisko do sielsko-anielskiego zaproszenia Jana Kochanowskiego do spoczynku pod lipą.

Wbrew prawdopodobnemu pierwszemu wrażeniu odnoszącemu się do tytułu nie oferuję wrażeń mających swe źródło w środkach psychoaktywnych. To raczej metafora odnosząca się do zbierania i umieszczania impresji w amforze. Tego typu naczynia służyły w starożytnych krainach nie tylko do przechowywania wina, ale także do jego wytwarzania. Wspomniane impresje mają szansę w amforze metaforycznie przefermentować i zadziałać w wersji przetworzonej. Analogia do cudu w Kanie Galilejskiej mogłaby zostać uznana za obrazoburstwo, dlatego bezpieczniej jest się odnieść do skojarzeń dionizyjskich. Przemiana myśli w słowo wydaje się zresztą nie mniej fascynującym procesem niż te opisane w Biblii czy relacjach historycznych.

Wielokrotnie próbowałem dociec źródła własnego dystansu wobec nazbyt rozbudowanej ekspresji słownej. Nie sposób rozstrzygnąć, czy potrzebę tę uznać można za rodzaj pierwotnej pasji filozoficznej, czy też za formę prostego impulsu poznawczego. Jeszcze trudniej wskazać punkt we własnej biografii wyznaczający początek tego typu zainteresowań. Czy cezurą było usłyszenie nieco kulturowo wyświechtanej maksymy: „Mowa jest srebrem, a milczenie złotem”…? Myśl ta stanowiła nie tylko zasób pojawiający się w komunikacji międzyludzkiej, ale także treść przekazu medialnego – choćby w przesłaniu Pszczółki Mai (a dokładnie jednego z bohaterów bajki, Gucia – orędownika skondensowanego przekazu słownego). Jak wiadomo treści, z którymi obcuje się w dzieciństwie, są szczególnym budulcem późniejszych przekonań i upodobań. Tym bardziej że liczne warianty przywołanej maksymy (i innych zalecających zachowanie umiaru w słowach) występują w różnych kulturach i zapewne nie mają jednego źródła, a zatem szansa, że określony archetyp w którejś z wielu permutacji dotrze do dziecka, jest stosunkowo duża. Tego typu kontakty z językiem wymagały jednak szerokiego dostępu do świata wirtualnego, którego w latach 70. ubiegłego wieku przecież nie było. Bardziej prawdopodobne jest to, że upodobanie do ascezy słownej jest splecione z sekowaniem przez nauczycieli uczniów specjalizujących się w „laniu wody”. W szkole epoki Gierka wodolejstwo z jednej strony świadczyło o braku wiedzy, z drugiej wzbudzało jednak osobliwe uznanie: Oto ktoś, kto się czegoś nie nauczył, sprawnie używa całego retorycznego repertuaru zachowań mających odwrócić uwagę nauczyciela od braku przygotowania do lekcji.

Wydaje się jednak, że na mój osobisty stosunek do słowa największy wpływ miały kontakty z członkami rodziny. W moim przypadku retrospekcja dostarczyła zastanawiającego materiału, wskazującego na to, że zupełnie nie pamiętam rozmów z jedynym dziadkiem, którego znałem. Bez wątpienia był (nieszczególnie intensywnie) obecny w moim wczesnym dzieciństwie. W żaden sposób nie potrafię jednak wydobyć z zakamarków pamięci wspomnień związanych z jego głosem. Z relacji rodzinnych wynika, że nie był specjalnie gadatliwy, z całą pewnością rozmawiał jednak z bliskimi członkami rodziny. Czy w ogóle nie rozmawiał ze swoim wnukiem? Nie sądzę, by to przypuszczenie było prawdziwe. Jak zatem wytłumaczyć ten komunikacyjny fenomen? Być może to zbyt uproszczone wytłumaczenie, ale brak odpowiedniego śladu pamięciowego wiążę z tym, że jako małe dziecko byłem skupiony na relacji sensualnej, a nie językowej, będącej dopiero w toku tworzenia. Innymi słowy: w tej relacji istotny był aspekt emocjonalny (niewymagający znajomości struktur językowych), a nie komunikacyjny (bazujący na systemie abstraktów tworzących język). Punktem odniesienia dla powyższych rozważań mogą być dociekania naukowe poświęcone kształtowaniu się języka mówionego jako formy komunikacji.

Najbliższym mi człowiekiem, z którym łączyła mnie jedynie komunikacja niewerbalna, był mój brat. Nasze wspólne życie trwało ledwie pięć lat, ale było na tyle intensywne, że pozostawiło trwały ślad w mojej psychice. Gabryś był dzieckiem z niepełnosprawnością, która nie pozwalała na normalny (w statystycznym tego słowa znaczeniu) rozwój mowy. Ale ta nie była nam właściwie potrzebna. Pamiętam, że bez problemu rozpoznawałem intencje i stany emocjonalne swojego starszego brata. Sygnały niewerbalne, które on wysyłał, świadczyły niezbicie o tym, że ma doskonałe rozeznanie w myślach i zachowaniach do­mowników.

Guy Gilbert zaskoczył kiedyś swoich zwolenników wyznaniem, że nigdy nie mówi wychowankom w swojej „Owczarni” (nieco wbrew typowej i często spotykanej narracji kościelnej), że ich kocha. Powodem jest to, że jego zdaniem słowa łatwo zneutralizować ripostą czy po prostu odrzucić. Co zatem robić? Okazywać, a nie gadać! Niewerbalne oznaki bliskości i przywiązania jego zdaniem odrzucić jest zdecydowanie trudniej.

Tego typu postawa wpisuje się w filozofię milczenia. Zakłada ona, że niektóre aspekty rzeczywistości są niemożliwe do opisania za pomocą słów i mogą być lepiej zrozumiane poprzez milczenie lub komunikację niewerbalną. Coś, co ontologicznie jest niedookreślone, a co za tym idzie trudno definiowalne, stanowi kategorię wymagającą nie tyle słów, ile raczej wczucia, fenomenologicznego wniknięcia w istotę rzeczy „samej w sobie”.

Nie jest szczególnie wyrafinowanym argumentem antropologicznym teza, że współcześnie – zarówno w przestrzeni publicznej, jak i prywatnej – słowa są często traktowane jako szum wypełniający krępującą ciszę. W związku z tym chętnie podejmuje się zagadnienie „smogu akustycznego”, generowanego przez cywilizację w coraz większym stopniu od początku rewolucji przemysłowej. Czasami trudno się oprzeć wrażeniu, że w czasach prahistorycznych ludzie by wyginęli, gdyby gadali tyle, ile obecnie! Całe szczęście dzisiaj nie czyhają na nas zagrożenia takie jak niegdyś, dla których dźwięki mogłyby stanowić element orientacyjny, ponieważ bylibyśmy bezradni w obliczu ataku na nasze życie.

Czy współcześni ludzie używają więcej słów niż ich praojcowie? Wpływ na liczbę używanych słów mają różne czynniki, takie jak rozwój technologii, zmiany w komunikacji społecznej i tendencje kulturowe. Z jednej strony rozwój technologii (Internet, mass media, social media, smartfony itp.) dostarcza nowych kanałów służących komunikacji i wymianie informacji. To może prowadzić do zwiększenia zasobu słownictwa, ponieważ ludzie mają więcej sposobów wyrażania myśli i uczuć. Z drugiej strony skrócenie wiadomości tekstowych (tweety, posty, rolki w mediach społecznościowych) przyczynia się do redukowania i upraszczania używanych słów. Popularne skróty, emotikony i emoji służą szybkiemu i skondensowanemu przekazywaniu informacji. To może prowadzić do zmniejszenia ilości używanych słów w niektórych kontekstach. Zmiany kulturowe i społeczne mogą wpływać na sposób, w jaki ludzie używają słów. Na przykład trendy językowe, nowe zwroty lub slang mogą być popularne w określonym czasie i społeczności. To może wpływać na różnorodność słownictwa, ale niekoniecznie na leksykalne bogactwo wypowiedzi.

Skoro kwestia ilości wypowiadanych słów nie daje podstaw do jednoznacznych wniosków, łatwiej będzie po takowe sięgnąć, odnosząc się do słowa pisanego. Rosnąca w ogromnym tempie liczba różnego rodzaju publikacji uświadamia, że wynalazek Gutenberga wciąż ma się dobrze mimo pojawiania się innych, ciągle intensywnie modyfikowanych form utrwalania tekstu. Żartobliwie rzecz pointując, rzec by można: Łatwiej współcześnie pisać książki, niż je czytać… Szczególnym przypadkiem potwierdzającym powyższą tezę są publikacje naukowe powstające zgodnie z wytycznymi po aptekarsku określającymi liczbę znaków niezbędnych do tego, by dany tekst mógł zostać zaliczony do dorobku autora. Zgodnie z tymi „parametrami” należy publikować DUŻO. Im więcej, tym lepiej. Tekst niekoniecznie musi być wysokich lotów. Ważne, żeby hołdował „znakozie”, siostrze „punktozy”. Można odnieść wrażenie, że gdyby obecnie żył Sokrates, nie miałby najmniejszych szans, by zdobyć uznanie w środowisku naukowym. Mógłby liczyć co najwyżej na los popfilozofa, bez środowiskowego „fejmu”.

Czy nadmiar słów może ludziom szkodzić? Natłok informacji, nazywany infobesity lub information overload, wydaje się zjawiskiem powszechnym. Przeciążenie informacjami, które otrzymujemy przez różne kanały komunikacyjne (mass media, media społecznościowe, e-maile, blogi, podcasty, książki itp.), prowadzi do problemów, takich jak stres, zmęczenie, a nawet depresja. Może również zmniejszać zdolność do koncentracji uwagi, rozumienia bardziej złożonych problemów, wielokontekstowych przekazów, twórczego myślenia, a w konsekwencji być przyczyną trudności z podejmowaniem adekwatnych decyzji.

Czy można przeciwdziałać natłokowi informacji? A czy można przeciwdziałać zmoknięciu na deszczu? Rzecz jasna, proste recepty nie zawsze działają, ale tak jak w przypadku deszczu w obliczu zalewu informacji warto wyposażyć się w parasol. Zmian cywilizacyjnych nie cofniemy, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby minimalizować ich niekorzystne skutki. Warto na przykład nie powielać stereotypów doprowadzających ostatecznie do pojawienia się problemów z „konsumpcją” informacji i przesytem komunikacyjnym.

Za interesujące, jak sądzę, antidotum przeciw infobesity może uchodzić eutyfronika – koncepcja filozoficzna stworzona przez Józefa Bańkę, który postulował ochronę człowieka przed gwałtownymi przemianami cywilizacyjnymi. Dominującą strategią w eutyfronice, pełniącą funkcję terapii, jest etyka prostomyślności. Stanowi ona kontynuację intelektualizmu etycznego Sokratesa, wedle którego areté (szeroko pojmowana cnota) tożsama była z episteme, czyli wiedzą. Trawestując znane przesłanie, można by (w odniesieniu do information overload) zaszarżować i powiedzieć: Wiedza nas wyzwoli! Byle tylko zasadniczy zasób tej wiedzy nie wymagał zbyt wielu słów…

W czasie powstawania materiału do Amforyzmów (i wcześniejszych FreeWolków) niczym refren powracało (narracja wewnętrzna i wypowiedzi otoczenia) pytanie: „Po co ci to?”. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że po to, by zaproponować coś, co da się czytać! Co nie będzie hermetycznym tekstem dla wyrobionego naukowo konesera, tylko strawnym przesłaniem dla zwykłego czytelnika. Wewnętrzny impuls podszeptywał, że najlepiej przygotować coś, co nie będzie wymagało heroizmu w trakcie czytania. Żeby nie kraść ludziom czasu, warto nadać temu jak najbardziej syntetyczną formę. amforyzmy są gatunkową wariacją nawiązującą formalnie do aforyzmów, haiku, sentencji, paremii czy apokryfów. Nie sposób ich jednoznacznie sklasyfikować. I chyba nie ma takiej potrzeby. Powstały zapewne dlatego, że chciałem „odlotu”, czyli oderwania się od kanonów dotychczasowej konwencji pisarskiej…

Zmierzając do brzegu, warto przyjąć za swoje przesłanie z okładki Aforyzmów Friedricha Nietzschego:

Książka taka jak ta nie jest przeznaczona do rozczytywania się i odczytywania, lecz do przerzucania, zwłaszcza na przechadzce lub w podróży; trzeba to zaglądać do niej, to znów z niej wyglądać, nie znajdując wokół siebie nic, do czego się przywykło.

Gwoli podsumowania: Czy to nie dziwne, że uzasadnienie dla używania skróconego przekazu wymaga aż tylu słów…? Z pewnością w dobie ocieplania klimatu lanie wody jest passé. Woda to cenny zasób i należy ją oszczędzać. Podobnie jak słowa, czego niniejszy tomik ma być krotochwilnym dowodem.

Warto dać się uwieść „honorowemu dawcy aMforyzmów” […], by nabrać trochę dystansu do rzeczywistości, wzmocnić swoje poczucie humoru lub wzbudzić w sobie refleksję nad życiem, kulturą, człowieczeństwem. […] Amforyzmy Janusza Stanka są kontynuacją jego dotychczasowej „chwilozoficznej” twórczości. Ta zaś uzdrawia smutasów i wspomaga tych, którzy „wprawdzie mają wszystko w jednym palcu, ale nie wiedzą w którym”.

prof. zw. dr hab. Bogusław Śliwerski

Janusz Stanek […] kokietuje tezą o wyższości oszczędności słowa nad „wodolejstwem”, ponieważ jego rozmiłowanie w słowach wyraźnie widać zarówno we wstępie, jak i w ekwilibrystycznym traktowaniu języka w poszczególnych aforyzmach. O bogatych kompetencjach językowych i komunikacyjnych Autora świadczą zwięzłość jego wypowiedzi, niezwykle trafny dobór wyrażeń, konstrukcji semantycznych oraz wysublimowane przekształcenia morfologiczne. […] Amforyzmy to zbiorek godny polecenia tym wszystkim, którzy cenią sobie krytyczną refleksję nad rzeczywistością wyrażoną w błyskotliwej formie językowej.

dr hab. Anna Wasilewska, prof. em. AMW

Amforyzmy to szlachetny trunek, sporządzony z ogromną uważnością i wnikliwością. Janusz Stanek destyluje swoje aforyzmy, oczyszcza je ze zbędnych ozdobników, z wprawą tnie słowa, wydobywając z nich różne odcienie znaczeń. Tworzy nieoczekiwane zestawienia, wprawia je w ruch, wyzwalając witalność samego języka. […] Lekkość i dowcipność Amforyzmów nie umniejszają powagi zadawanym pytaniom. Autor jest świadomy nieoczywistości świata, jego nieczytelności i wieloznaczności, których nie da się sprowadzić do wygładzonego banału. Ma dystans wobec siebie i słowa. Zdaje sobie sprawę z tego, że nie ma słownika skończonego, istnieją okruchy, zdania, uwagi, próby pytań i próby odpowiedzi.

dr hab. Dariusz Szczukowski, prof. UG

Zobacz także

Polecane tytuły ( 8 inne tytuły w tej samej kategorii )

Nowa rejestracja konta

Posiadasz już konto?
Zaloguj się zamiast tego Lub Zresetuj hasło