Szkoła przetrwania? Notatki polskiego nauczyciela - recenzja
"Szkoła przetrwania? Notatki polskiego nauczyciela"
Autor: Karol Pietrzyk
Czy szkoła jest jeszcze miejscem uczenia się, czy już tylko przestrzenią, w której wszyscy próbują dotrwać do dzwonka? Tytuł książki Karola Pietrzyka „Szkoła przetrwania? Notatki polskiego nauczyciela” zawiera znak zapytania, który okazuje się najważniejszym znakiem interpunkcyjnym całej publikacji. Nie jest to bowiem reportaż oskarżycielski ani pedagogiczny poradnik z gotowym zestawem recept. To osobista, eseistyczno-publicystyczna próba przyjrzenia się instytucji, która niemal każdego z nas ukształtowała, a jednocześnie od lat zdaje się nie wiedzieć, dokąd właściwie zmierza. Pietrzyk pisze z perspektywy nauczyciela, ale nie przybiera pozy wszechwiedzącego eksperta. Pozostaje także uczniem systemu, rodzicem dziecka ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi i człowiekiem uwikłanym w szkolną codzienność. Dzięki temu jego głos brzmi wiarygodnie, bo nie płynie z bezpiecznej trybuny, lecz z korytarza, pokoju nauczycielskiego i domu, w którym szkolne problemy nie kończą się wraz z ostatnią lekcją.
Z perspektywy filolożki języka polskiego szczególnie interesująca jest forma tych zapisków. „Notatki” sugerują fragmentaryczność, tymczasowość i rezygnację z pomnikowego tonu. Autor nie buduje zamkniętego traktatu o edukacji, lecz układa doświadczenia, obserwacje i pytania w rodzaj intelektualnego dziennika. Taka konstrukcja dobrze współgra z naturą szkoły: instytucji powtarzalnej, a zarazem codziennie nieprzewidywalnej. Lekcje mają plan, podstawa programowa ma punkty, dokumentacja ma rubryki, lecz spotkanie z młodym człowiekiem nigdy nie mieści się całkowicie w formularzu. Pietrzyk potrafi wydobyć ten rozdźwięk językowo. Zestawia urzędową nowomowę reform, strategii i procedur z żywym językiem relacji, zmęczenia, troski i niepewności. Najciekawsze napięcie książki rodzi się właśnie pomiędzy słowami systemu a słowami ludzi, którzy muszą w tym systemie funkcjonować.
Jako polonistka czytam tę publikację również jako opowieść o kryzysie komunikacji. Szkoła, która z założenia ma uczyć nazywania świata, coraz częściej sama posługuje się językiem pozbawionym treści. Mówi o podmiotowości ucznia, a zarazem podporządkowuje go standaryzacji; deklaruje wspieranie nauczyciela, jednocześnie obciążając go kolejnymi obowiązkami; chwali kreatywność, lecz nagradza przewidywalność. Pietrzyk pokazuje, że edukacyjny kryzys nie polega wyłącznie na niedofinansowaniu czy źle napisanych programach. Jest również kryzysem znaczeń. Słowa takie jak „rozwój”, „kompetencje”, „wspólnota” czy „sukces” bywają powtarzane tak często, że tracą ostrość. Autor próbuje przywrócić im ciężar poprzez konkretne doświadczenie.
Kulturoznawczo „Szkoła przetrwania?” jest książką o jednej z najważniejszych instytucji produkujących społeczne role. To w szkole uczymy się nie tylko historii, języka czy matematyki, ale także posłuszeństwa, rywalizacji, zabierania głosu, milczenia, dostosowania i wykluczenia. Pietrzyk przekonująco pokazuje, że klasa jest miniaturą społeczeństwa, a nauczyciel nie pełni wyłącznie funkcji dostarczyciela wiedzy. Bywa tłumaczem świata, mediatorem, administratorem, opiekunem i mimowolnym uczestnikiem cudzych dramatów. Szczególne znaczenie ma tu perspektywa rodzica dziecka ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Dzięki niej autor nie pozwala czytelnikowi zapomnieć, że system projektowany dla wyobrażonej „średniej” często staje się bezradny wobec realnej różnorodności.
Największą zaletą książki jest ton. Pietrzyk nie ucieka od frustracji, ale nie czyni z niej widowiska. W czasach, gdy rozmowa o szkole szybko zamienia się w konkurs oskarżeń, zachowuje zdolność widzenia ludzi po obu stronach biurka. Nie idealizuje nauczycieli, uczniów ani rodziców, ale też nie przedstawia ich jako wrogich obozów. Jego krytyka wyrasta z przywiązania. To książka napisana przez kogoś, komu „szkoła siedzi głęboko” i dlatego właśnie nie potrafi przejść obojętnie obok jej absurdów. Troska nie jest tutaj łagodną dekoracją krytyki, lecz jej źródłem.
Ta postawa odróżnia publikację od wielu tekstów o edukacji, które oferują albo nostalgię za dawną dyscypliną, albo entuzjazm wobec kolejnej cudownej metody. Pietrzyk pozostaje podejrzliwy wobec wielkich reform i ministerialnych strategii, ponieważ prawdziwe życie szkoły dostrzega w drobnych gestach: rozmowie, obecności, uważnym słuchaniu, zgodzie na niepewność. Można odnieść wrażenie, że jego najważniejsza teza brzmi bardzo prosto: szkołę ratują nie dokumenty, lecz relacje. Prostota ta nie oznacza jednak banalności. W instytucji podporządkowanej mierzeniu wyników uznanie relacji za podstawową wartość ma wymiar niemal buntowniczy.
Książka nie jest pozbawiona słabości. Eseistyczna forma, która daje jej lekkość i osobisty charakter, sprawia jednocześnie, że niektóre rozpoznania pozostają bardziej sugestywne niż pogłębione. Czytelnik oczekujący systematycznej analizy polityki oświatowej, danych, porównań międzynarodowych czy precyzyjnego programu naprawczego może odczuć niedosyt. Chwilami perspektywa jednostkowego doświadczenia zostaje potraktowana jako wystarczający dowód na szerszą diagnozę. Z kulturoznawczego punktu widzenia chciałoby się też mocniejszego namysłu nad szkołą jako miejscem reprodukowania nierówności klasowych i kapitału kulturowego. Autor skupia się na tym, co bliskie i codzienne, przez co nie zawsze wyraźnie pokazuje mechanizmy większe od pojedynczej placówki.
Nie uważam jednak, by te braki unieważniały wartość publikacji. „Szkoła przetrwania?” nie udaje opracowania naukowego. Jej siłą jest świadectwo oraz umiejętność uruchamiania pamięci czytelnika. Podczas lektury przypominają się konkretne sale, nauczyciele, zeszyty, niesprawiedliwe oceny i rozmowy, które potrafiły zmienić więcej niż cały semestr. To książka, która nie pozwala pozostać neutralnym, ponieważ każdy ma wobec szkoły własną biografię emocjonalną.
Karol Pietrzyk nie odpowiada ostatecznie, czy szkoła jest miejscem przetrwania. Pokazuje raczej, że staje się nim wtedy, gdy zapomina o człowieku i zaczyna wierzyć, że procedura może zastąpić relację. Jednocześnie zostawia czytelnikowi coś rzadszego niż gotowe rozwiązanie: rozsądną nadzieję. Nie jest to optymizm reformatora obiecującego natychmiastowy przełom, lecz wiara w pojedyncze spotkanie, uczciwą rozmowę i nauczyciela, który mimo zmęczenia nadal chce widzieć w uczniu osobę. Za tę nieefektowną, ale potrzebną obronę sensu edukacji książka zasługuje na uwagę.
Sylfana
źródło: https://sztukater.pl/ksiazki/szko%C5%82a-przetrwania-notatki-polskiego-nauczyciela.html
Zapraszamy do naszej księgarni internetowej: https://www.impulsoficyna.com.pl/literatura-dla-nauczycieli/2614-2458-szkola-przetrwania.html#/27-wersja_ksiazki-ksiazka_drukowana_papierowa
Zapraszamy