Skarbiec nauczyciela-terapeuty (na bazie własnych doświadczeń z pracy terapeutycznej)
Cena podstawowa
57,14 zł
-15,00 zł
Cena
42,14 zł
Najniższa cena w ciągu 30 dni przed aktualną promocją: 52,00 zł
Najniższa cena w ciągu ostatnich 30 dni 35,00 zł
Książka ma charakter zaproszenia do rozmowy wszystkich, którym „szkoła siedzi głęboko”. Jest jednocześnie krytyczna i pełna troski: nie ucieka od frustracji, ale też nie rezygnuje z nadziei, że edukacja kiedyś stanie się bliska prawdziwemu życiu i realnym potrzebom młodego człowieka. Pokazuje, że siłą szkoły nie są reformy ani strategie ministerialne, lecz ludzie, którzy mimo wszystko wciąż chcą uczyć, rozmawiać i być razem w tej niedoskonałej codzienności.
„Szkoła przetrwania?” jest osobistą, eseistyczno-publicystyczną książką o polskiej szkole widzianej oczami nauczyciela, który jednocześnie pozostaje uczniem systemu, rodzicem dziecka ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi i uważnym obserwatorem codzienności szkolnej. Publikacja powstała w wyniku wieloletniej relacji z instytucją, która kształtuje całe życie, ale sama coraz częściej traci sens, energię i kierunek.
Autor nie próbuje stworzyć „ostatecznej diagnozy” polskiej edukacji ani gotowego planu naprawy systemu. Zamiast tego proponuje zbiór subiektywnych, ale mocno osadzonych w praktyce refleksji, opisów sytuacji, historii i komentarzy do najważniejszych zjawisk współczesnej szkoły. Ważnym wątkiem jest portret uczniów funkcjonujących w świecie szybkich zmian kulturowych, technologii oraz nowych języków komunikacji, często niezrozumianych przez dorosłych i system edukacyjny. Autor zastanawia się, na ile szkoła realnie przygotowuje ich do dorosłego życia, a na ile uczy funkcjonowania w rzeczywistości, która już nie istnieje.
W tej perspektywie wyłania się paradoks polskiej szkoły. Można dostrzec ogromne zaangażowanie nauczycieli, innowacyjne placówki i kreatywność środowiska edukacyjnego, ale także brak spójnej wizji, doraźność działań i koncentrację na podstawach programowych zamiast na człowieku. Szkoła jawi się tu jako pole napięć między tradycją a nowoczesnością, improwizacją a systemowym myśleniem, misją a bezsilnością.
Książka ma charakter zaproszenia do rozmowy wszystkich, którym „szkoła siedzi głęboko”. Jest jednocześnie krytyczna i pełna troski: nie ucieka od frustracji, ale też nie rezygnuje z nadziei, że edukacja kiedyś stanie się bliska prawdziwemu życiu i realnym potrzebom młodego człowieka. Pokazuje, że siłą szkoły nie są reformy ani strategie ministerialne, lecz ludzie, którzy mimo wszystko wciąż chcą uczyć, rozmawiać i być razem w tej niedoskonałej codzienności.
Opis
Specyficzne kody
Szkoła, która żyje wbrew sobie...
Szkoła widziana oczami nauczyciela, który nie przestał być uczniem, wyrasta z podwójnego doświadczenia i podwójnej wrażliwości. Jest efektem dwoistej autorefleksji – tej zawodowej i tej rodzicielskiej. Karol Pietrzyk pisze bowiem o szkole zarówno jako pedagog z wieloletnim stażem, jak i jako ojciec dziecka ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, zanurzonego w tej samej rzeczywistości, którą on sam współtworzy.
Już we wstępie autor uczciwie uprzedza czytelnika, że jego książka nie rości sobie prawa do obiektywizmu. Jest zapisem osobistego oglądu świata, w którym funkcjonuje od ponad ćwierćwiecza:
„Moja książka to naturalnie bardzo subiektywne spostrzeżenie człowieka działającego wewnątrz szkolnego systemu, przyglądającego się szkole od ponad ćwierćwiecza i próbującego wyciągać samodzielne wnioski” (s. 7).
Ta deklaracja szczerości budzi zaufanie. Tym bardziej że Pietrzyk nie próbuje swoich obserwacji absolutyzować ani zamieniać w program ideologiczny. Raczej zaprasza do rozmowy – do „merytorycznej dyskusji o kluczowych dla polskiej szkoły sprawach” (s. 8). W jego pisaniu czuć potrzebę podzielenia się doświadczeniem, ale i świadomość ograniczeń własnej perspektywy.
Autor nie ukrywa ambiwalencji. Szkołę jako środowisko społeczne lubi – za ludzi, relacje, drobne sukcesy i sens, jaki potrafi się w niej wydarzyć. Szkoły jako elementu państwowego systemu często nie znosi – za biurokrację, pozorność zmian i marnowanie energii. Dostrzega istnienie szkół niepublicznych, edukacji domowej, oddolnych innowacji w placówkach samorządowych czy pracy progresywnych dyrektorów, lecz mimo to formułuje gorzką diagnozę:
„A jednak cały czas jest to przede wszystkim szkoła straconych szans, szkoła zmarnowanego potencjału, szkoła bez głowy, szkoła będąca polem walki. (…) ta szkoła ‘po polsku’ po prostu nie może być inna, bo jest odbiciem kolektywnych wad i zalet naszego narodu oraz dziejowej spuścizny” (s. 8).
Choć autor podkreśla subiektywny charakter swoich rozpoznań, momentami przechodzi w ton uogólniający. Pojawiają się sądy, które wielu czytelników przyjmie z aprobatą, inni zaś odrzucą jako zbyt skrótowe: że szkoła ma jednocześnie ogromny potencjał i poważne ograniczenia; że improwizacja ratuje ją przed zastojem; że edukacja funkcjonuje w chaosie doraźnych rozwiązań i zadań pobocznych; że nauczyciele są nieufni wobec odgórnych reform; że etos misyjności prowadzi do przemęczenia i wypalenia; że szkoła uczy raczej życia w przeszłości niż w teraźniejszości; że dla nadzoru liczą się przede wszystkim wyniki egzaminów i miejsca w rankingach; że praca toczy się pod presją rezultatów, za żenujące wynagrodzenie, w atmosferze nastawienia na przetrwanie; wreszcie – że wokół hasła „polska szkoła” można dziś skutecznie budować własną markę.
Na tle tej krytyki wybrzmiewa jednak ważny ton: nadzieja bez złudzeń. Pietrzyk nie wierzy w cudowne rewolucje, ale wierzy w sens rozmowy i drobnych przesunięć. „Nie potrzebujemy rewolucji” – pisze – potrzebujemy raczej cierpliwego majstrowania przy tym, co jest.
Paradoksalnie najsłabszym fragmentem książki pozostaje właśnie wstęp. Zasadnicza część to już żywa, publicystyczna narracja, spleciona z autoobserwacją i opisem codziennej praktyki. I tu autor wypada najciekawiej. Jawi się jako nauczyciel zorientowany na ucznia – na jego potrzeby, emocje, możliwości i ograniczenia – bardziej niż na tabele wyników czy mechaniczną realizację podstawy programowej. Można tylko pozazdrościć uczniom, którzy trafili na jego lekcje języka angielskiego i godziny wychowawcze.
Nie wszystkie jego stanowiska są wolne od uproszczeń. Ulega na przykład popularnej narracji o szkodliwości smartfonów w szkole, powołując się na autorów, którzy nie prowadzili badań w realnych warunkach szkolnych. Jednocześnie stawia pytanie kluczowe: czy młodzi ludzie potrafią korzystać z telefonów świadomie i odpowiedzialnie – a jeśli nie, czy szkoła posiada narzędzia, by ich tego uczyć? Odpowiedzią staje się opis jednego dnia pracy i jednej lekcji.
I tu pojawia się konsekwencja: Pietrzyk nie moralizuje i nie wprowadza zakazów. Wie, że skuteczne nauczanie musi uwzględniać emocje, uważność, dynamikę grupy i sposób utrwalania wiedzy. Jego uczniowie nie siedzą w równych rzędach „jak w autobusie”. Stoliki ustawione są w podkowę – tak, aby wszyscy się widzieli i słyszeli.
Szczególnie cenne są fragmenty, w których autor pokazuje, że mobilna elektronika może stać się narzędziem uczenia się, a nie wyłącznie przeszkodą. Uczciwie jednak dodaje, że taka praca wymaga ogromnego zaangażowania i przygotowania, a „po czterech takich lekcjach nauczyciel jest zupełnie wypompowany” (s. 23).
W gruncie rzeczy Pietrzyk intuicyjnie dotyka granic systemu klasowo-lekcyjnego, choć nie nazywa ich wprost. Próbuje uprawiać pedagogikę sensu w przestrzeni, która często przypomina „więzienną celę”. Uszlachetnia to, co da się uszlachetnić. Pozostaje pytanie: jak długo można w takich warunkach być sobą – refleksyjnym, profesjonalnym, uważnym, ludzkim?
Być może odpowiedzią jest zdanie, które brzmi jak osobiste credo autora: „Bycie nauczycielem to jedna z najważniejszych prac na świecie – i nie dopuść, żeby ktoś lub coś odebrało ci to przekonanie” (s. 53).
Warto tę książkę przeczytać właśnie jako akt samoobrony zawodu. I jako cichy, uparty głos kogoś, kto mimo wszystko nadal wierzy, że szkoła może być miejscem sensu.
prof. Bogusław Śliwerski
źródło: https://sliwerski-pedagog.blogspot.com/2026/02/szkoa-ktora-zyje-wbrew-sobie-czyli-jak.html?fbclid=IwY2xjawPtdpBleHRuA2FlbQIxMABicmlkETFBTzd4NVQ2ZWpKMERnOWZGc3J0YwZhcHBfaWQQMjIyMDM5MTc4ODIwMDg5MgABHmihoHBrxdEM3agCJuYYN3Db3g1TKQinkKVJm5efLvSJ7THaXBw8h1FA6Mvy_aem_xh3JoW8PZng2CoJ_8CReMw
Karol Pietrzyk
filolog angielski, absolwent Uniwersytetu Szczecińskiego. Nauczyciel języka angielskiego w IV LO im. B. Prusa w Szczecinie oraz wykładowca akademicki w Instytucie Literatury i Nowych Mediów Uniwersytetu Szczecińskiego. W latach 1999–2014 pracował w Gimnazjum nr 3 w Szczecinie, a następnie w XII LO w Zespole Szkół Sportowych w Szczecinie (2014–2023). Był konsultantem metodycznym w Open School Szczecin (2012–2015). Pracował jako doradca metodyczny w Ośrodku Doskonalenia Nauczycieli Szczecin i Zachodniopomorskim Centrum Doskonalenia Nauczycieli. Kandydat szczecińskiego oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego do nagrody Nauczyciel Roku 2013. Publicysta oświatowy – publikował m.in. na łamach szczecińskiego dodatku Gazety Wyborczej, Dialogu i Refleksji. Autor książki Autyzm dla początkujących (2023) i e-booka Wystąpienia publiczne z charakterem (2024). Trener wystąpień publicznych, moderator na facebookowej grupie Ja, Nauczyciel. Na Facebooku prowadzi profil Spektrum autyzmu – od chaosu do zrozumienia. Mąż Marzeny, ojciec Michałka.
Oficyna Wydawnicza "Impuls"
Autor | Karol Pietrzyk |
ISBN druk | 978-83-8294-530-0 |
ISBN e-book | |
Objętość | 146 stron |
Wydanie | I, 2026 |
Format | B5 (160x235) |
| Oprawa | miękka, klejona, folia matowa |
Wstęp
Coming out post
Mobilna elektronika w szkole
Opinie i historie zebrane
Na oparach daleko nie zajedziesz
Edukacja na trudne czasy
Integracja oparta na papierze
Młodzież „skibidi”
Maturalne lekcje
Zmiany, zmiany, zmiany
Wywiad
Zakończenie
Bibliografia
Wstęp
Szkoła to – jak powiedział kiedyś Ken Robinson (2006) – coś, co w człowieku siedzi głęboko.
A co, jeśli po latach szkolnej nauki i ukończonych studiach decydujesz się na pracę w szkole? Wtedy jest to prawie całe twoje życie.
U mnie wygląda to tak, że mimo upływu lat wciąż patrzę na szkołę trochę jak uczeń i trochę jak nauczyciel. Albo raczej – jak nauczyciel, który nie przestał być uczniem, z dość oczywistych w tym zawodzie powodów. Jestem również rodzicem dziecka ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, co poszerza moje spojrzenie na systemową szkołę i codzienne wyzwania z nią związane. Szkoła to zatem mój świat, moje naturalne środowisko, coś, co znam od podszewki i na wylot.
Wiele znakomitych osób przede mną podjęło się trudnego zadania opisania szkolnej rzeczywistości w naszym kraju. Wszystkie te publikacje razem wzięte stanowią swojego rodzaju wielogłos, zawierający mnóstwo cennych spostrzeżeń, analiz, diagnoz i rozwiązań, które można by wykorzystać jako wartościowy materiał wyjściowy do rzetelnego opisu silnych stron polskiej edukacji oraz do naprawy tego, co obecnie w systemie nie działa. Polska oświata jest zjawiskiem tak złożonym, że wszelkie próby uchwycenia jej w pełni są po prostu niemożliwe. Nie mam więc złudzeń co do tego, że ktoś kiedyś napisze „całą prawdę o polskiej szkole”.
Moja książka to naturalnie bardzo subiektywne spostrzeżenia człowieka działającego wewnątrz szkolnego systemu, przyglądającego się szkole od ponad ćwierćwiecza i próbującego wyciągać samodzielne wnioski. Jest to jakaś moja wewnętrzna prawda, z którą wcale nie trzeba się zgadzać. Pięknie byłoby jednak, gdyby te spostrzeżenia stały się punktem wyjścia do merytorycznej dyskusji o kluczowych dla polskiej szkoły sprawach.
Ten materiał to również zapis mojej relacji z polską szkołą. Jestem jej produktem, ale i trybikiem w maszynie, która ma zarówno „uczyć, jak i wychowywać”. Mój stosunek do szkoły jest ambiwalentny. Lubię ją jako społeczność ludzi pracujących na rzecz wspólnych celów i nie znoszę jej jako systemu, który odbiera wiarę w to, że państwowa oświata jako całość może być mądrze zorganizowana i sensownie prowadzona. W szkole cały czas zdarzają się piękne momenty, ale wokół niej jest coraz więcej zjawisk przygnębiających i odbierających nadzieję na zmiany w dobrym kierunku oraz trwałą poprawę.
Paradoks polega na tym, że naprawdę niewiele potrzeba, żeby wskoczyć na poziom adekwatny do aktualnego potencjału, pozwalający stworzyć system dostosowany do wyzwań naszych czasów. Mamy przecież zupełnie sensowne prawo oświatowe, które – oprócz typowych placówek o modelu klasowo-lekcyjnym – pozwala wdrażać różnego rodzaju innowacje w szkołach prowadzonych przez samorządy. Są szkoły niepubliczne o przeróżnym charakterze, jest edukacja domowa w rozmaitych formach. Istnieje wreszcie potężny potencjał ludzki, co widać chociażby po aktywności tysięcy nauczycieli, edukatorów, edukacyjnych influencerów, trenerów i szkoleniowców, którzy pokazują w mediach społecznościowych swoje idee, ciężko pracują w swoich macierzystych szkołach i oddolnie zmieniają szkolną rzeczywistość. Są też progresywni dyrektorzy – niebojący się zmian i potrafiący do nich przekonać swoje zespoły. Liczne przykłady świetnie wymyślonych, znakomicie zorganizowanych i konsekwentnie prowadzonych placówek pokazują, jak mogłaby wyglądać polska szkoła w większej skali.
A jednak cały czas jest to przede wszystkim szkoła straconych szans, szkoła zmarnowanego potencjału, szkoła bez głowy, szkoła będąca polem walki.
Myślę sobie czasami, że ta szkoła „po polsku” po prostu nie może być inna, bo jest odbiciem kolektywnych wad i zalet naszego narodu oraz dziejowej spuścizny. Historia polskiej szkoły to, podobnie jak historia Polski, opowieść o niewykorzystanych szansach, zmarnowanym potencjale, braku sensownego przywództwa i nieustannej wewnętrznej walce.
Polska szkoła odzwierciedla polską mentalność – pełną paradoksów, w której tkwią zarówno ogromny potencjał, jak i poważne ograniczenia. Jesteśmy narodem kreatywnym, świetnie radzącym sobie w sytuacjach kryzysowych, bywamy mistrzami improwizacji i „kombinowania”, co często ratuje szkołę przed zupełnym zastojem. Niestety, ta zdolność do działania pod wpływem impulsów i na krótką metę nierzadko zastępuje planowanie i systemowe myślenie, przez co edukacja funkcjonuje w chaosie doraźnych rozwiązań i nieustannych wrzutek dotyczących pobocznych rzeczy, takich jak zadania domowe czy edukacja zdrowotna. Jesteśmy też nieufni wobec instytucji i zmian odgórnych – co z jednej strony chroni przed bezrefleksyjnym przyjmowaniem nowinek, ale z drugiej skutkuje niechęcią do reform i trudnościami we współpracy ukierunkowanej na osiągalne cele. Do tego dochodzi tradycyjna etyka pracy opartej na poświęceniu, mit siłaczki. Mamy więc rzesze nauczycieli „jadących na oparach”, traktujących swoją pracę jak misję, co koniec końców prowadzi do przemęczenia, wypalenia i braku dbałości o własny rozwój. To, że nauczyciele – pomimo braku systematycznego wsparcia w zakresie coachingu, superwizji i przeciwdziałania wypaleniu zawodowemu – jakoś się jeszcze kulają do przodu, należy uznać za cud.
W polskiej kulturze brakuje też konstruktywnego feedbacku – krytyka bywa odbierana zbyt personalnie, pochwały są bardzo ogólnikowe, a konstruktywne rozmowy o jakości pracy niemal nie istnieją. Silne przywiązanie do tradycji i romantyczne myślenie o edukacji sprawiają, że szkoła uczy raczej do życia w przeszłości niż w teraźniejszości. Towarzyszą temu często kompleksy i poczucie niedocenienia, które z jednej strony napędzają ambicję, a z drugiej powodują lęk przed zmianą i porażką. W efekcie polska szkoła jest miejscem ogromnych, choć często niewykorzystanych możliwości – zawieszona między potrzebą modernizacji a lękiem przed nią, między improwizacją a systemowym działaniem, między powołaniem a bezsilnością.
Narracji o polskiej szkole jest dziś całe mnóstwo. W przestrzeni publicznej roi się od ekspertów, wydarzeń, konferencji, webinarów i książek, które mają odpowiedzieć na pytanie: „Jak naprawić edukację?”. Paradoksalnie, wokół hasła „polska szkoła” można się dziś nieźle wypromować, a nawet zarobić – niezliczone pomysły na uzdrowienie systemu mnożą się szybciej niż jakiekolwiek realne zmiany. Efekt? Ocean idei i wciąż ten sam, zatopiony w biurokracji i bezsilności statek. Trudno zachować nadzieję, kiedy widzisz, że dla wielu urzędników szkolna rzeczywistość sprowadza się do rozmów o tym, jak podnieść wyniki egzaminów, bo ktoś z góry wymaga lepszych cyfr w tabelkach. Gdy kuratorzy oświaty na naradach ze swoimi współpracownikami głównie rozprawiają o tym, jak poprawić w swoim województwie wyniki egzaminu ósmoklasisty, żeby uniknąć szorowania po dnie rankingów, a ty – jako doradca metodyczny lub szary nauczyciel – masz napisać plan naprawczy, którego i tak nikt nie przeczyta, jasne staje się jedno: ten system prowadzi nas w złym kierunku.
A jednak – mimo tej świadomości – nie potrafię zupełnie pogrzebać nadziei. Polska szkoła publiczna prawdopodobnie nigdy nie będzie wspaniała, ale wciąż tkwi w niej spory potencjał. Kilka rozsądnych, niewielkich, ale konsekwentnych zmian mogłoby zapoczątkować procesy, które za jakiś czas przyniosłyby piękne efekty. Nie potrzebujemy rewolucji. Potrzebujemy dojrzałości, odwagi do małych kroków i odejścia od iluzji, że wielkie hasła i kolejne medialne wzmożenia rozwiążą problemy, których nikt realnie nie tyka.
Ta książka to zbiór tekstów, które poruszają mnóstwo bieżących kwestii związanych z polską szkołą. Wiele z nich to moje spostrzeżenia i opinie dotyczące ważnych w ostatnich latach zagadnień – mobilnej elektroniki w szkole, zadań domowych, metod nauczania i ich praktycznych aspektów. Dotykam też spraw mających związek z dobrostanem i motywacją nauczycieli, relacjami w trójkącie nauczyciel – uczeń – rodzic oraz w środowisku nauczycieli. Zawarłem tutaj również poważniejsze, krytyczne teksty postulujące konkretne działania, dzięki którym szkoła mogłaby lepiej przygotowywać uczniów do podejmowania wyzwań na miarę naszych czasów. Sporo miejsca poświęciłem przemyśleniom na temat egzaminu maturalnego i systemu egzaminów zewnętrznych w ogóle. Jest tu też mnóstwo opisów zdarzeń i doświadczeń ilustrujących ważne dla mnie lekcje związane z wykonywanym przeze mnie zawodem. Podjąłem także próbę opisu pokolenia młodzieży, które obecnie uczy się w systemowych – i nie tylko systemowych – szkołach. Znaczące miejsce w tej publikacji zajmuje również skompilowany na podstawie moich dotychczasowych doświadczeń model pracy nauczyciela, który staram się na co dzień wcielać w życie i modyfikować według potrzeb.
Zachęcam do uważnej lektury i do krytycznego odbioru zawartych w tej książce treści. Jeśli również w Tobie, Drogi Czytelniku, „szkoła siedzi głęboko”, być może będzie ona dla Ciebie materiałem do przemyśleń i dyskusji, które mogą zaowocować konkretnymi, choć może na początku niewielkimi zmianami. Zmiany bowiem bardzo często rozpoczynają się od rzeczowych i wartościowych rozmów. A każda rozmowa – od tego, że ktoś postanowi się odezwać, co właśnie, pisząc tę książkę, czynię.