WIĘŹNIOWIE „NIEBEZPIECZNI” – ukryty świat penitencjarny

WIĘŹNIOWIE „NIEBEZPIECZNI” – ukryty świat penitencjarny

ISBN: 978-83-7850-007-0
40,00 zł
Czas dostawy kurierem InPost 24 godziny

Autor prace podzielił na dwie korespondujące ze sobą części. Pierwsza ma charakter teoretyczny i składa się na nią pięć rozdziałów przybliżających wielość zagadnień, które stanowią istotę funkcjonowania w izolacji więźniów „niebezpiecznych”. Część druga publikacji stanowi relację z badań własnych.

Wersja książki
Ilość

Książka dostępna w wersji elektronicznej e-book

W niniejszej książce starałem się, po pierwsze, ukazać względnie szerokie perspektywy postępowania penitencjarnego, stosowanego w polskich zakładach karnych, po drugie zaś – i to jest istotą pracy – zaprezentować niszową, jak dotąd, problematykę resocjalizacyjnej pracy z „niebezpiecznymi”, uwzględniając jej aspekty ochronne. Wprowadzeniem do rozważań teoretycznych dotyczących „niebezpiecznych” jest w każdym podrozdziale niniejszego opracowania w miarę wielopłaszczyznowe i holistyczne spojrzenie na wiele zagadnień i kwestii powiązanych z nimi merytorycznie. Zatem rozpoczynam od ogólnego postrzegania problemu, a następnie przechodzę na poziom szczegółu, starając się kreślić poszczególne już wówczas ramy tematyczne dotyczące kategorii osadzonych „niebezpiecznych”. Nie było to zadanie łatwe, biorąc pod uwagę niedostatek literatury przedmiotu z omawianego zagadnienia.

Pracę podzieliłem na dwie korespondujące ze sobą części. Pierwsza ma charakter teoretyczny i składa się na nią pięć rozdziałów przybliżających wielość zagadnień, które stanowią istotę funkcjonowania w izolacji więźniów „niebezpiecznych”…. Część druga publikacji stanowi relację z badań własnych. Również składa się z pięciu rozdziałów, z czego rozdział pierwszy to prezentacja koncepcji metodologicznej. Pozostałe cztery rozdziały zawierają analizę zgromadzonego materiału badawczego...

Nie ulega wątpliwości, że permanentnie izolowany człowiek tworzy swoistą rzeczywistość wyobrażeniową, co niejednokrotnie przekłada się na brak realnego spojrzenia na świat „tu i teraz” oraz świat poza murem więziennym. Należy więc mieć na uwadze, że treści zawarte w rozdziałach badawczych były konstruowane w przestrzeni zdeformowanej sensorycznie i poznawczo. Tam, gdzie funkcjonują moi rozmówcy, zmienia się wizja otoczenia, a pojęcia nabierają innych znaczeń. Skazani tworzą wówczas subiektywne scenariusze, nierzadko mutując jego obraz. Mimo wszystko pozwala to choćby częściowo przybliżyć swoistość środowiska więźniów „niebezpiecznych”, wzbogacając – mam nadzieję – obecny stan wiedzy na temat ich funkcjonowania, myślenia i postrzegania oraz rodzimą refleksję naukową w tym zakresie.

Autor

Fragmenty recenzji:

[…] książka autorstwa Sławomira Przybylińskiego jest publikacją obiektywną, rzetelną i bezstronną, opartą na naukowych badaniach oraz analizie dostępnej literatury przedmiotu. To opracowanie, które spełnia wymogi zarówno podręcznika akademickiego, jak i książki niezbędnej każdemu profesjonaliście pracującemu z osobami osadzonymi w warunkach izolacji więziennej.

Z recenzji dr hab. Beaty Pastwy-Wojciechowskiej, prof. UG

200 Przedmioty

Opis

Książka elektroniczna - E-book
Epub, Mobi

Specyficzne kody

isbn
978-83-7850-007-0

Przybyliński Sławomir

Notka biograficzna w przygotowaniu

Oficyna Wydawnicza "Impuls"

Autor

Przybyliński Sławomir

ISBN druk

978-83-7850-063-6

ISBN serii

978-83-7850-007-0

Objętość

362 stron

Wydanie

II, 2012

Format

B5 (160x235). E-book : epub, mobi i pdf

Oprawamiękka, klejona

Wprowadzenie   


Część I. Więźniowie „niebezpieczni” – prezentacja zagadnień    


Rozdział 1. Więźniowie „niebezpieczni” – kontekst pojęciowy   

1.1. Skazany „niebezpieczny” a przestępca „niebezpieczny”    

1.2. Tymczasowo aresztowany „niebezpieczny” a skazany „niebezpieczny”   

1.3. Osadzeni „niebezpieczni” w perspektywie czasowej (1991–2010)   

Rozdział 2. Więźniowie „niebezpieczni” – kontekst klasyfikacyjny w aspekcie penitencjarnym   

2.1. Klasyfikowanie więźniów – dziejowe ujęcie polskiej myśli penitencjarnej 

2.2. Współczesne przesłanki klasyfikowania do więźniów „niebezpiecznych”   

2.3. Procedury kwalifikowania, weryfikowania i odwoływania statusu osadzonego „niebezpiecznego” 

Rozdział 3. Więźniowie „niebezpieczni” – kontekst instytucjonalny 

3.1. Oddziały dla osadzonych „niebezpiecznych” – sens i idea przewodnia 

3.2. Zabezpieczenia techniczno-ochronne na specjalnych oddziałach  

3.3. Uniformizacja odzieży osadzonych N jako element przyporządkowania, dyscyplinowania i stygmatyzowania 

Rozdział 4. Więźniowie „niebezpieczni” – kontekst resocjalizacyjny   

4.1. Resocjalizacyjny aspekt kontaktów skazanych „niebezpiecznych” ze światem zewnętrznym   

4.2. Znaczenie zajęć sportowych, kulturalno-oświatowych oraz posługi duszpasterskiej w funkcjonowaniu więźniów N 

4.3. Istota zatrudnienia i edukacji szkolnej wśród skazanych zakwalifikowanych do „niebezpiecznych” 

Rozdział 5. Więźniowie „niebezpieczni” – kontekst problemowy   

5.1. Skazani ze statusem N a zjawisko podkultury więziennej 

5.2. Samouszkodzenia w środowisku „niebezpiecznych”   

5.3. Personel więzienny w pracy ze skazanymi „niebezpiecznymi” – zagrożenia   

Część II. Więźniowie „niebezpieczni” – badania własne 


Rozdział 1. Wybór orientacji metodologicznej   

1.1. Paradygmatyczna perspektywa poznawcza   

1.2. Przedmiot, cel i problemy badawcze – algorytm poznawczy 

1.3. Więzienie jako miejsce eksploracji – dobór próby badawczej

Sylwetki skazanych   2081.4. Instrumenty zbierania danych w konwencji jakościowej   

1.5. Strategia interpretacji materiału badawczego 

Rozdział 2. Pokrzywdzeni przez wszystkich – Oni mnie uniewinnią na 99% [...] 

2.1. Życiowa filozofia przestępcza – [...] miał być obity, a na końcu wyszło na to, że musi być zabity 

2.2. Dlaczego tu? Dlaczego na oddziale N? – [...] a ja obciąłem głowę i wyrzuciłem do sadzawki   

2.3. Być więźniem „niebezpiecznym” – [...] nie posiadam uczuć wyższych, więc ja nie czuję się winny... 

Rozdział 3. Maksymalne zawężenie przestrzeni życiowej – [...] tu się wyniszczam, bo nic nie mogę zrobić ze sobą   

3.1. Oddziały specjalne dla „niebezpiecznych” – Ja bym te oddziały to w ogóle skasował, bo tutaj się tylko człowiek zasklepia, zamyka i „rdzewieje” nienawiść [...] 

3.2. Warunki socjalno-bytowe – [...] moja cela wyglądała praktycznie jak namiastka wolności 

3.3. Zabezpieczenia techniczno-ochronne w oddziałach – [...] kamera na kąt, jak idę się wyłamać, wyjszczać, to też, bo musi być, tak jest   

3.4. Odzież więzienna – [...] on jest na czerwono, to musi być skurwysyn [...]   

3.5. Personel penitencjarny – [...] to są gestapowcy, to nie są ludzie, to są, kurwa, gestapowcy, oni się urodzili o sześćdziesiąt trzy lata za późno 

Rozdział 4. Krzywe zwierciadło resocjalizacji – czy ktoś wychodzi normalny z więzienia?   

4.1. Trudne myśli – [...] skończę ze sobą i chuj, pierdolę, nie będę siedział   

4.2. Relacje rodzinne – [...] matka mordercy, matka zbrodniarza czy ojciec zbrodniarza. Wytykanie palcami [...]   

4.3. Proces resocjalizacji – Resocjalizacja? Muszę to słowo wyśmiać [...] więzienie jest takim światem, gdzie resocjalizacja nie istnieje 

4.4. Mglista przyszłość – [...] byłem podejrzany o dziewięć zabójstw, kto mnie przyjmie do pracy? 

Rozdział 5. Z historią życia w tle... – opowieści o trudnym losie i złej przeszłości 

5.1. Kamil, 38 lat – Do tej sprawy policjanta teraz mam siedem zarzutów [...] zabójstwo jego mam nieudowodnione, ja miałem alibi, niemal żadnych śladów [...] 

5.2. Andrzej, 35 lat – [...] ja nie ukrywam, że ona była w tym pomieszczeniu, ale ją przekazaliśmy innym ludziom i ona została wywieziona za granicę [...] 

5.3. Mirosław, 52 lata – [...] stawia nam zarzuty rejonowa prokuratorka o zabójstwo z poćwiartowaniem, bo znaleziono głowę i rękę tylko, w sadzawce [...]   

5.4. Emil 25, lat – [...] tylko że nie wziąłem pod uwagę jednego: że te osoby mają to wszystko, ale nie kradną, zarabiają to uczciwą pracą albo dostają od rodziców pieniądze na to, a ja musiałem sobie radzić sam, bo ja od nikogo tych pieniędzy nie dostałem 

Konkluzje – wokół dylematów sprawiedliwej kary, procesu resocjalizacji i izolacji – implikacje dla praktyki penitencjarnej 


Bibliografia

Wprowadzenie

Więziennictwo polskie stanęło od samego początku swej działalności na zasadniczym stanowisku, że celem pozbawienia wolności jest poprawa więźnia i jego umoralnienie. Dążyło się i dąży do tego, by ludzi, których niezdrowe warunki życiowe popychały do popełnienia przestępstwa, przerobić na jednostki użyteczne dla społeczeństwa.

Instytucja więzienia ma długą, pamiętającą zamierzchłe czasy, tradycję. Niełatwo jednak wskazać etiologiczną płaszczyznę jej powstania oraz zalążki jej tworzenia. Stanisław Pławski twierdzi, że początkowo instytucja ta miała niewiele wspólnego z więziennictwem w nowoczesnym tego słowa znaczeniu. Było to jedynie miejsce przymusowego izolowania jednostki, którą wtrącano do ciemnych i zimnych lochów, gdzie oczekiwała na wykonanie kary śmierci albo innej kary kaleczącej.

W prawie starożytnym i rzymskim celem kary był jedynie odwet za popełnione przestępstwo oraz represja w postaci kar cielesnych i kary śmierci. Więzienie w okresie obowiązywania tych koncepcji kary było więc jedynie prowizorycznym miejscem zatrzymania przestępcy, do czasu wykonania na nim kary właściwej. Całe dziesiątki lat, bo aż do końca XVI wieku, więzienie było tylko karą poboczną, jednym ze środków pomsty i gniewu, a jeszcze w tym okresie przetrzymywano ludzi w lochach podziemnych, które stanowiły miejsce tortur i kaźni. Myśli penitencjarne przeobrażały się powoli, zmieniając swe oblicze w zależności od epoki. Wreszcie w końcu XVIII wieku pojawiają się próby zreformowania więziennictwa. Największy wkład wniósł anglik John Hovard, „który wydobył na światło dzienne tajemnice więzień Europy i w jaskrawych barwach naszkicował straszny ich stan ówczesny”. Hovard wymienił też wiele wskazówek mających na celu zreformowanie więziennictwa. Można by je ująć następująco:


[...] więzienie ma na celu chwilowe usunięcie ze społeczeństwa człowieka przestępnego, aby nie mógł on popełniać nieprzerwanie dalszych przestępstw. Jednak zamykać w więzieniu należy z tą myślą, żeby w czasie odbywania kary więzień poprawił się i wyszedł z więzienia jako człowiek uleczony ze swych skłonności do zła.


Zatem nowoczesne więziennictwo jest dziełem XIX wieku, jak twierdzi Leon Rabinowicz, a wszystko przedtem było epoką przedhistoryczną, okresem średniowiecznego wprost barbarzyństwa, prehistorią.

W tym czasie w wielu zakresach zmieniono sens i koncepcję kary pozbawienia wolności, przenosząc punkt nacisku z zemsty i represyjnego spojrzenia na jej w miarę ludzki wymiar oraz podkreślając funkcję wychowawczą tej kary.

Według współczesnego polskiego prawa penitencjarnego wykonywanie kary pozbawienia wolności przez stosowanie oddziaływań resocjalizacyjnych ma niejako modelować umysły skazanych, wyprowadzając ich ze świata przestępstwa i myśli antyspołecznych, a kierując ku poczuciu odpowiedzialności i funkcjonowaniu w środowisku otwartym zgodnie z kanonami wyznaczonymi przez społeczeństwo. Znaczy to, że poprawa pensjonariusza instytucji korekcyjnej ma się odbywać przez zwrócenie w jego stronę zindywidualizowanych działań wychowawczych. Należałoby też jednak uwzględniać pracę skazanych, naukę, zajęcia kulturalno-oświatowe, sportowe, kontakt ze społeczeństwem i rodziną, jak również wsparcie procesu resocjalizacji o nowatorskie oddziaływania, skutkujące m.in. przemianą tożsamości indywidualnej i społecznej osoby dopuszczającej się czynu karalnego, a dokonujące się przez „stymulowanie rozwoju jej struktur poznawczych i twórczych oraz wyposażenie jej w nowe indywidualne i społeczne kompetencje”.

Henryk Machel twierdzi, że przed resocjalizacją penitencjarną stawia się zazwyczaj dwa cele – cel minimum i cel maksimum. Ten pierwszy można określić jako stan osobowości osadzonego, umożliwienie mu funkcjonowania w środowisku otwartym (po zwolnieniu z więzienia) w sposób nienaruszający przepisów legislacyjnych. Osiągnięcie tego celu chroni niegdysiejszego przestępcę przed recydywą. Natomiast cel maksimum można zdefiniować jako taki stan osobowości pensjonariusza zakładu karnego, który pozwoli mu funkcjonować w społeczeństwie nie tylko w sposób nieignorujący zasad prawnych, lecz jednocześnie przestrzegający wielu istotnych dla społeczeństwa prawideł moralnych. Mieczysław Ciosek natomiast stoi na stanowisku, że


[...] usuwanie podmiotowych przyczyn motywacji aspołecznych czy antyspołecznych w warunkach więziennych, a więc w środowisku obiektywnie trudnym, w otoczeniu ludzi, z których wielu takiej zmianie nie sprzyja, często w stanie osobistego poczucia krzywdy i upokorzenia więźnia, jego niechęci, a nawet nienawiści wobec tych, którzy mają u niego te zmiany powodować, jest zadaniem bardzo problematycznym. Wydaje się mimo to, że w pojedynczych tylko przypadkach przy jakimś szczególnie korzystnym układzie związków między osobami prowadzącymi resocjalizację, a człowiekiem, który na nią pozwala, dochodzić może do względnie trwałych, pożądanych społecznie zmian w jego doświadczeniu.


W rodzimych zakładach karnych i aresztach śledczych przebywają osoby, które należy izolować od pozostałych osadzonych. Dzieje się tak z powodu popełnienia przez nich specyficznego przestępstwa bądź niewłaściwego zachowania już w trakcie pobytu w placówce. Oni też muszą być poddani innym niż pozostali procedurom i umieszczeni w specjalnym oddziale lub celi, gdzie stosuje się zwielokrotnione zabezpieczenie techniczno-ochronne. Mowa o osadzonych „niebezpiecznych”, których uczyniłem podmiotem niniejszego opracowania. Na potrzeby pracy osadzonymi „niebezpiecznymi” będę określał skazanych/tymczasowo aresztowanych, stwarzających poważne zagrożenie społeczne albo poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa zakładu/aresztu, których osadza się w wyznaczonym oddziale lub celi zakładu karnego typu zamkniętego/aresztu śledczego w warunkach zapewniających wzmożoną ochronę społeczeństwa i bezpieczeństwo tego zakładu/aresztu.

Przypuszczalnie prawodawca karą pozbawienia wolności (art. 67 § 1 kodeksu karnego wykonawczego z 1997 roku) obejmuje całą społeczność osób skazanych, włącznie ze skazanymi odbywającymi karę pozbawienia wolności w oddziale dla „niebezpiecznych”. Wydaje się, że o ile ustawodawczy cel kary pozbawienia wolności jest w miarę realny w odniesieniu do ogółu skazanych, dając niejednokrotnie oczekiwane wyniki, o tyle w stosunku do osadzonych N te rezultaty wydają się wątpliwe i umiarkowanie prawdopodobne. Wszak w penitencjarnym podejściu podkreśla się dostrojenie wpływu poprawczego do usposobienia osadzonych zakwalifikowanych jako „niebezpieczni” oraz do warunków, w których odbywają karę. W podejściu ochronnym natomiast mowa o takim wpływie na osadzonych, by zostały utrzymane niezbędny ład i dyscyplina dające poczucie ogólnego bezpieczeństwa. Niezwykle istotne, a zarazem trudne wydaje się znalezienie konsensusu między jednym a drugim podejściem. Nierzadko działania resocjalizacyjne podejmowane w stosunku do skazanych kończą się fiaskiem, a spodziewane rezultaty tej działalności nigdy się nie pojawią. Niepowodzenia, porażki i zwątpienia w sens procesu resocjalizacji są wpisane w istotę kary pozbawienia wolności. W związku z powyższym sygnalizuje się potrzebę zastąpienia kary pozbawienia wolności środkami nieizolacyjnymi. Pomimo wymownych argumentów przemawiających przeciwko bezwzględnej karze pozbawienia wolności instytucji penitencjarnej nie da się zlikwidować. Są i zawsze będą takie osoby, których jedynym miejscem funkcjonowania będzie zakład karny, a ich pobyt w nim stanie się jedyną sensowną reakcją społeczeństwa na przestępcze zachowanie tych jednostek.

W niniejszej książce starałem się, po pierwsze, ukazać względnie szerokie perspektywy postępowania penitencjarnego, stosowanego w polskich zakładach karnych, po drugie zaś – i to jest istotą pracy – zaprezentować niszową, jak dotąd, problematykę resocjalizacyjnej pracy z „niebezpiecznymi”, uwzględniając jej aspekty ochronne. Wprowadzeniem do rozważań teoretycznych dotyczących „niebezpiecznych” jest w każdym podrozdziale niniejszego opracowania w miarę wielopłaszczyznowe i holistyczne spojrzenie na wiele zagadnień i kwestii powiązanych z nimi merytorycznie. Zatem rozpoczynam od ogólnego postrzegania problemu, a następnie przechodzę na poziom szczegółu, starając się kreślić poszczególne już wówczas ramy tematyczne dotyczące kategorii osadzonych „niebezpiecznych”. Nie było to zadanie łatwe, biorąc pod uwagę niedostatek literatury przedmiotu z omawianego zagadnienia.
Pracę podzieliłem na dwie korespondujące ze sobą części. Pierwsza ma charakter teoretyczny i składa się na nią pięć rozdziałów przybliżających wielość zagadnień, które stanowią istotę funkcjonowania w izolacji więźniów „niebezpiecznych”. W rozdziale pierwszym zaprezentowałem definicyjne ujęcie zagadnienia, wskazując na sprzeczności i niejasności w formułowaniu i używaniu niektórych terminów. Po wstępnych ustaleniach terminologicznych przechodzę do przedstawienia określonych kontekstów, ważnych z punktu widzenia pracy z osobami pozbawionymi wolności zakwalifikowanymi do kategorii „niebezpiecznych”. Rozdział drugi to próba retrospektywnego spojrzenia na klasyfikacyjne perspektywy w wymiarze więziennym. Omawiam w nim polską myśl penitencjarną w aspekcie historycznym, uwzględniając przy tym zagadnienie „niebezpiecznych”. Nie pomijam obecnych kryteriów klasyfikowania osadzonych do N, opisując procedurę weryfikowania i odwoływania statusu osadzonego „niebezpiecznego”. Rozdział trzeci natomiast poświęcam przede wszystkim kwestii oddziałów specjalnych. Koncentruję się tu na techniczno-ochronnych zabezpieczeniach, wskazując na ich zasięg, unormowania oraz płaszczyzny codziennego obcowania z nimi ich pensjonariuszy.

W kolejnym rozdziale poruszam trudny obszar działalności resocjalizacyjnej, której powinni być poddani osadzeni „niebezpieczni”. Koncentruję się tu na naprawczym aspekcie kontaktów skazanych ze światem zewnętrznym. Przybliżam też sens zajęć sportowych, kulturalno-oświatowych, duszpasterstwa oraz pracy i edukacji szkolnej w funkcjonowaniu „niebezpiecznych”. Rozdział ten jest o tyle istotny, że pokazuje możliwości pracy z „niebezpiecznymi” w warunkach ścisłej izolacji, która ma z założenia wymiar nadrzędny w stosunku do naprawczego.

W rozdziale piątym, ostatnim w części pierwszej, kreślę problemowy kontekst podjętej tematyki, mówiąc o ewentualnym łączeniu ze sobą osadzonych „niebezpiecznych” ze zjawiskiem podkultury więziennej oraz odnosząc się do zagadnienia samouszkodzeń w środowisku inkarcerowanych. W końcowej części rozdziału wskazuję na potencjalne zagrożenia dla personelu penitencjarnego pracującego z więźniami N.

Część druga publikacji stanowi relację z badań własnych. Również składa się z pięciu rozdziałów, z czego rozdział pierwszy to prezentacja koncepcji metodologicznej. Pozostałe cztery rozdziały zawierają analizę zgromadzonego materiału badawczego. Podrozdziały tworzące rozdziały drugi, trzeci i czwarty odnoszą się bezpośrednio do przyjętych problemów badawczych. Rozdział piąty zaś to historie czwórki moich rozmówców ukazujące skomplikowany świat uwarunkowań ludzkiej egzystencji, prowadzących w konsekwencji do przestępstwa. Okoliczności przestępczych czynów oraz nietuzinkowość postrzegania przez nich świata upoważniają mnie do powściągliwości przy komentowaniu historii życia tych badanych, gdyż każda z nich jest komentarzem samym w sobie.

Nie ulega wątpliwości, że permanentnie izolowany człowiek tworzy swoistą rzeczywistość wyobrażeniową, co niejednokrotnie przekłada się na brak realnego spojrzenia na świat „tu i teraz” oraz świat poza murem więziennym. Należy więc mieć na uwadze, że treści zawarte w rozdziałach badawczych były konstruowane w przestrzeni zdeformowanej sensorycznie i poznawczo. Tam, gdzie funkcjonują moi rozmówcy, zmienia się wizja otoczenia, a pojęcia nabierają innych znaczeń. Skazani tworzą wówczas subiektywne scenariusze, nierzadko mutując jego obraz. Mimo wszystko pozwala to choćby częściowo przybliżyć swoistość środowiska więźniów „niebezpiecznych”, wzbogacając – mam nadzieję – obecny stan wiedzy na temat ich funkcjonowania, myślenia i postrzegania oraz rodzimą refleksję naukową w tym zakresie.

Wprowadzenie

Więziennictwo polskie stanęło od samego początku swej działalności na zasadniczym stanowisku, że celem pozbawienia wolności jest poprawa więźnia i jego umoralnienie. Dążyło się i dąży do tego, by ludzi, których niezdrowe warunki życiowe popychały do popełnienia przestępstwa, przerobić na jednostki użyteczne dla społeczeństwa.

Instytucja więzienia ma długą, pamiętającą zamierzchłe czasy, tradycję. Niełatwo jednak wskazać etiologiczną płaszczyznę jej powstania oraz zalążki jej tworzenia. Stanisław Pławski twierdzi, że początkowo instytucja ta miała niewiele wspólnego z więziennictwem w nowoczesnym tego słowa znaczeniu. Było to jedynie miejsce przymusowego izolowania jednostki, którą wtrącano do ciemnych i zimnych lochów, gdzie oczekiwała na wykonanie kary śmierci albo innej kary kaleczącej.

W prawie starożytnym i rzymskim celem kary był jedynie odwet za popełnione przestępstwo oraz represja w postaci kar cielesnych i kary śmierci. Więzienie w okresie obowiązywania tych koncepcji kary było więc jedynie prowizorycznym miejscem zatrzymania przestępcy, do czasu wykonania na nim kary właściwej. Całe dziesiątki lat, bo aż do końca XVI wieku, więzienie było tylko karą poboczną, jednym ze środków pomsty i gniewu, a jeszcze w tym okresie przetrzymywano ludzi w lochach podziemnych, które stanowiły miejsce tortur i kaźni. Myśli penitencjarne przeobrażały się powoli, zmieniając swe oblicze w zależności od epoki. Wreszcie w końcu XVIII wieku pojawiają się próby zreformowania więziennictwa. Największy wkład wniósł anglik John Hovard, „który wydobył na światło dzienne tajemnice więzień Europy i w jaskrawych barwach naszkicował straszny ich stan ówczesny”. Hovard wymienił też wiele wskazówek mających na celu zreformowanie więziennictwa. Można by je ująć następująco:


[...] więzienie ma na celu chwilowe usunięcie ze społeczeństwa człowieka przestępnego, aby nie mógł on popełniać nieprzerwanie dalszych przestępstw. Jednak zamykać w więzieniu należy z tą myślą, żeby w czasie odbywania kary więzień poprawił się i wyszedł z więzienia jako człowiek uleczony ze swych skłonności do zła.


Zatem nowoczesne więziennictwo jest dziełem XIX wieku, jak twierdzi Leon Rabinowicz, a wszystko przedtem było epoką przedhistoryczną, okresem średniowiecznego wprost barbarzyństwa, prehistorią.

W tym czasie w wielu zakresach zmieniono sens i koncepcję kary pozbawienia wolności, przenosząc punkt nacisku z zemsty i represyjnego spojrzenia na jej w miarę ludzki wymiar oraz podkreślając funkcję wychowawczą tej kary.

Według współczesnego polskiego prawa penitencjarnego wykonywanie kary pozbawienia wolności przez stosowanie oddziaływań resocjalizacyjnych ma niejako modelować umysły skazanych, wyprowadzając ich ze świata przestępstwa i myśli antyspołecznych, a kierując ku poczuciu odpowiedzialności i funkcjonowaniu w środowisku otwartym zgodnie z kanonami wyznaczonymi przez społeczeństwo. Znaczy to, że poprawa pensjonariusza instytucji korekcyjnej ma się odbywać przez zwrócenie w jego stronę zindywidualizowanych działań wychowawczych. Należałoby też jednak uwzględniać pracę skazanych, naukę, zajęcia kulturalno-oświatowe, sportowe, kontakt ze społeczeństwem i rodziną, jak również wsparcie procesu resocjalizacji o nowatorskie oddziaływania, skutkujące m.in. przemianą tożsamości indywidualnej i społecznej osoby dopuszczającej się czynu karalnego, a dokonujące się przez „stymulowanie rozwoju jej struktur poznawczych i twórczych oraz wyposażenie jej w nowe indywidualne i społeczne kompetencje”.

Henryk Machel twierdzi, że przed resocjalizacją penitencjarną stawia się zazwyczaj dwa cele – cel minimum i cel maksimum. Ten pierwszy można określić jako stan osobowości osadzonego, umożliwienie mu funkcjonowania w środowisku otwartym (po zwolnieniu z więzienia) w sposób nienaruszający przepisów legislacyjnych. Osiągnięcie tego celu chroni niegdysiejszego przestępcę przed recydywą. Natomiast cel maksimum można zdefiniować jako taki stan osobowości pensjonariusza zakładu karnego, który pozwoli mu funkcjonować w społeczeństwie nie tylko w sposób nieignorujący zasad prawnych, lecz jednocześnie przestrzegający wielu istotnych dla społeczeństwa prawideł moralnych. Mieczysław Ciosek natomiast stoi na stanowisku, że


[...] usuwanie podmiotowych przyczyn motywacji aspołecznych czy antyspołecznych w warunkach więziennych, a więc w środowisku obiektywnie trudnym, w otoczeniu ludzi, z których wielu takiej zmianie nie sprzyja, często w stanie osobistego poczucia krzywdy i upokorzenia więźnia, jego niechęci, a nawet nienawiści wobec tych, którzy mają u niego te zmiany powodować, jest zadaniem bardzo problematycznym. Wydaje się mimo to, że w pojedynczych tylko przypadkach przy jakimś szczególnie korzystnym układzie związków między osobami prowadzącymi resocjalizację, a człowiekiem, który na nią pozwala, dochodzić może do względnie trwałych, pożądanych społecznie zmian w jego doświadczeniu.


W rodzimych zakładach karnych i aresztach śledczych przebywają osoby, które należy izolować od pozostałych osadzonych. Dzieje się tak z powodu popełnienia przez nich specyficznego przestępstwa bądź niewłaściwego zachowania już w trakcie pobytu w placówce. Oni też muszą być poddani innym niż pozostali procedurom i umieszczeni w specjalnym oddziale lub celi, gdzie stosuje się zwielokrotnione zabezpieczenie techniczno-ochronne. Mowa o osadzonych „niebezpiecznych”, których uczyniłem podmiotem niniejszego opracowania. Na potrzeby pracy osadzonymi „niebezpiecznymi” będę określał skazanych/tymczasowo aresztowanych, stwarzających poważne zagrożenie społeczne albo poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa zakładu/aresztu, których osadza się w wyznaczonym oddziale lub celi zakładu karnego typu zamkniętego/aresztu śledczego w warunkach zapewniających wzmożoną ochronę społeczeństwa i bezpieczeństwo tego zakładu/aresztu.

Przypuszczalnie prawodawca karą pozbawienia wolności (art. 67 § 1 kodeksu karnego wykonawczego z 1997 roku) obejmuje całą społeczność osób skazanych, włącznie ze skazanymi odbywającymi karę pozbawienia wolności w oddziale dla „niebezpiecznych”. Wydaje się, że o ile ustawodawczy cel kary pozbawienia wolności jest w miarę realny w odniesieniu do ogółu skazanych, dając niejednokrotnie oczekiwane wyniki, o tyle w stosunku do osadzonych N te rezultaty wydają się wątpliwe i umiarkowanie prawdopodobne. Wszak w penitencjarnym podejściu podkreśla się dostrojenie wpływu poprawczego do usposobienia osadzonych zakwalifikowanych jako „niebezpieczni” oraz do warunków, w których odbywają karę. W podejściu ochronnym natomiast mowa o takim wpływie na osadzonych, by zostały utrzymane niezbędny ład i dyscyplina dające poczucie ogólnego bezpieczeństwa. Niezwykle istotne, a zarazem trudne wydaje się znalezienie konsensusu między jednym a drugim podejściem. Nierzadko działania resocjalizacyjne podejmowane w stosunku do skazanych kończą się fiaskiem, a spodziewane rezultaty tej działalności nigdy się nie pojawią. Niepowodzenia, porażki i zwątpienia w sens procesu resocjalizacji są wpisane w istotę kary pozbawienia wolności. W związku z powyższym sygnalizuje się potrzebę zastąpienia kary pozbawienia wolności środkami nieizolacyjnymi. Pomimo wymownych argumentów przemawiających przeciwko bezwzględnej karze pozbawienia wolności instytucji penitencjarnej nie da się zlikwidować. Są i zawsze będą takie osoby, których jedynym miejscem funkcjonowania będzie zakład karny, a ich pobyt w nim stanie się jedyną sensowną reakcją społeczeństwa na przestępcze zachowanie tych jednostek.

W niniejszej książce starałem się, po pierwsze, ukazać względnie szerokie perspektywy postępowania penitencjarnego, stosowanego w polskich zakładach karnych, po drugie zaś – i to jest istotą pracy – zaprezentować niszową, jak dotąd, problematykę resocjalizacyjnej pracy z „niebezpiecznymi”, uwzględniając jej aspekty ochronne. Wprowadzeniem do rozważań teoretycznych dotyczących „niebezpiecznych” jest w każdym podrozdziale niniejszego opracowania w miarę wielopłaszczyznowe i holistyczne spojrzenie na wiele zagadnień i kwestii powiązanych z nimi merytorycznie. Zatem rozpoczynam od ogólnego postrzegania problemu, a następnie przechodzę na poziom szczegółu, starając się kreślić poszczególne już wówczas ramy tematyczne dotyczące kategorii osadzonych „niebezpiecznych”. Nie było to zadanie łatwe, biorąc pod uwagę niedostatek literatury przedmiotu z omawianego zagadnienia.
Pracę podzieliłem na dwie korespondujące ze sobą części. Pierwsza ma charakter teoretyczny i składa się na nią pięć rozdziałów przybliżających wielość zagadnień, które stanowią istotę funkcjonowania w izolacji więźniów „niebezpiecznych”. W rozdziale pierwszym zaprezentowałem definicyjne ujęcie zagadnienia, wskazując na sprzeczności i niejasności w formułowaniu i używaniu niektórych terminów. Po wstępnych ustaleniach terminologicznych przechodzę do przedstawienia określonych kontekstów, ważnych z punktu widzenia pracy z osobami pozbawionymi wolności zakwalifikowanymi do kategorii „niebezpiecznych”. Rozdział drugi to próba retrospektywnego spojrzenia na klasyfikacyjne perspektywy w wymiarze więziennym. Omawiam w nim polską myśl penitencjarną w aspekcie historycznym, uwzględniając przy tym zagadnienie „niebezpiecznych”. Nie pomijam obecnych kryteriów klasyfikowania osadzonych do N, opisując procedurę weryfikowania i odwoływania statusu osadzonego „niebezpiecznego”. Rozdział trzeci natomiast poświęcam przede wszystkim kwestii oddziałów specjalnych. Koncentruję się tu na techniczno-ochronnych zabezpieczeniach, wskazując na ich zasięg, unormowania oraz płaszczyzny codziennego obcowania z nimi ich pensjonariuszy.

W kolejnym rozdziale poruszam trudny obszar działalności resocjalizacyjnej, której powinni być poddani osadzeni „niebezpieczni”. Koncentruję się tu na naprawczym aspekcie kontaktów skazanych ze światem zewnętrznym. Przybliżam też sens zajęć sportowych, kulturalno-oświatowych, duszpasterstwa oraz pracy i edukacji szkolnej w funkcjonowaniu „niebezpiecznych”. Rozdział ten jest o tyle istotny, że pokazuje możliwości pracy z „niebezpiecznymi” w warunkach ścisłej izolacji, która ma z założenia wymiar nadrzędny w stosunku do naprawczego.

W rozdziale piątym, ostatnim w części pierwszej, kreślę problemowy kontekst podjętej tematyki, mówiąc o ewentualnym łączeniu ze sobą osadzonych „niebezpiecznych” ze zjawiskiem podkultury więziennej oraz odnosząc się do zagadnienia samouszkodzeń w środowisku inkarcerowanych. W końcowej części rozdziału wskazuję na potencjalne zagrożenia dla personelu penitencjarnego pracującego z więźniami N.

Część druga publikacji stanowi relację z badań własnych. Również składa się z pięciu rozdziałów, z czego rozdział pierwszy to prezentacja koncepcji metodologicznej. Pozostałe cztery rozdziały zawierają analizę zgromadzonego materiału badawczego. Podrozdziały tworzące rozdziały drugi, trzeci i czwarty odnoszą się bezpośrednio do przyjętych problemów badawczych. Rozdział piąty zaś to historie czwórki moich rozmówców ukazujące skomplikowany świat uwarunkowań ludzkiej egzystencji, prowadzących w konsekwencji do przestępstwa. Okoliczności przestępczych czynów oraz nietuzinkowość postrzegania przez nich świata upoważniają mnie do powściągliwości przy komentowaniu historii życia tych badanych, gdyż każda z nich jest komentarzem samym w sobie.

Nie ulega wątpliwości, że permanentnie izolowany człowiek tworzy swoistą rzeczywistość wyobrażeniową, co niejednokrotnie przekłada się na brak realnego spojrzenia na świat „tu i teraz” oraz świat poza murem więziennym. Należy więc mieć na uwadze, że treści zawarte w rozdziałach badawczych były konstruowane w przestrzeni zdeformowanej sensorycznie i poznawczo. Tam, gdzie funkcjonują moi rozmówcy, zmienia się wizja otoczenia, a pojęcia nabierają innych znaczeń. Skazani tworzą wówczas subiektywne scenariusze, nierzadko mutując jego obraz. Mimo wszystko pozwala to choćby częściowo przybliżyć swoistość środowiska więźniów „niebezpiecznych”, wzbogacając – mam nadzieję – obecny stan wiedzy na temat ich funkcjonowania, myślenia i postrzegania oraz rodzimą refleksję naukową w tym zakresie.

Wprowadzenie

Więziennictwo polskie stanęło od samego początku swej działalności na zasadniczym stanowisku, że celem pozbawienia wolności jest poprawa więźnia i jego umoralnienie. Dążyło się i dąży do tego, by ludzi, których niezdrowe warunki życiowe popychały do popełnienia przestępstwa, przerobić na jednostki użyteczne dla społeczeństwa.

Instytucja więzienia ma długą, pamiętającą zamierzchłe czasy, tradycję. Niełatwo jednak wskazać etiologiczną płaszczyznę jej powstania oraz zalążki jej tworzenia. Stanisław Pławski twierdzi, że początkowo instytucja ta miała niewiele wspólnego z więziennictwem w nowoczesnym tego słowa znaczeniu. Było to jedynie miejsce przymusowego izolowania jednostki, którą wtrącano do ciemnych i zimnych lochów, gdzie oczekiwała na wykonanie kary śmierci albo innej kary kaleczącej.

W prawie starożytnym i rzymskim celem kary był jedynie odwet za popełnione przestępstwo oraz represja w postaci kar cielesnych i kary śmierci. Więzienie w okresie obowiązywania tych koncepcji kary było więc jedynie prowizorycznym miejscem zatrzymania przestępcy, do czasu wykonania na nim kary właściwej. Całe dziesiątki lat, bo aż do końca XVI wieku, więzienie było tylko karą poboczną, jednym ze środków pomsty i gniewu, a jeszcze w tym okresie przetrzymywano ludzi w lochach podziemnych, które stanowiły miejsce tortur i kaźni. Myśli penitencjarne przeobrażały się powoli, zmieniając swe oblicze w zależności od epoki. Wreszcie w końcu XVIII wieku pojawiają się próby zreformowania więziennictwa. Największy wkład wniósł anglik John Hovard, „który wydobył na światło dzienne tajemnice więzień Europy i w jaskrawych barwach naszkicował straszny ich stan ówczesny”. Hovard wymienił też wiele wskazówek mających na celu zreformowanie więziennictwa. Można by je ująć następująco:


[...] więzienie ma na celu chwilowe usunięcie ze społeczeństwa człowieka przestępnego, aby nie mógł on popełniać nieprzerwanie dalszych przestępstw. Jednak zamykać w więzieniu należy z tą myślą, żeby w czasie odbywania kary więzień poprawił się i wyszedł z więzienia jako człowiek uleczony ze swych skłonności do zła.


Zatem nowoczesne więziennictwo jest dziełem XIX wieku, jak twierdzi Leon Rabinowicz, a wszystko przedtem było epoką przedhistoryczną, okresem średniowiecznego wprost barbarzyństwa, prehistorią.

W tym czasie w wielu zakresach zmieniono sens i koncepcję kary pozbawienia wolności, przenosząc punkt nacisku z zemsty i represyjnego spojrzenia na jej w miarę ludzki wymiar oraz podkreślając funkcję wychowawczą tej kary.

Według współczesnego polskiego prawa penitencjarnego wykonywanie kary pozbawienia wolności przez stosowanie oddziaływań resocjalizacyjnych ma niejako modelować umysły skazanych, wyprowadzając ich ze świata przestępstwa i myśli antyspołecznych, a kierując ku poczuciu odpowiedzialności i funkcjonowaniu w środowisku otwartym zgodnie z kanonami wyznaczonymi przez społeczeństwo. Znaczy to, że poprawa pensjonariusza instytucji korekcyjnej ma się odbywać przez zwrócenie w jego stronę zindywidualizowanych działań wychowawczych. Należałoby też jednak uwzględniać pracę skazanych, naukę, zajęcia kulturalno-oświatowe, sportowe, kontakt ze społeczeństwem i rodziną, jak również wsparcie procesu resocjalizacji o nowatorskie oddziaływania, skutkujące m.in. przemianą tożsamości indywidualnej i społecznej osoby dopuszczającej się czynu karalnego, a dokonujące się przez „stymulowanie rozwoju jej struktur poznawczych i twórczych oraz wyposażenie jej w nowe indywidualne i społeczne kompetencje”.

Henryk Machel twierdzi, że przed resocjalizacją penitencjarną stawia się zazwyczaj dwa cele – cel minimum i cel maksimum. Ten pierwszy można określić jako stan osobowości osadzonego, umożliwienie mu funkcjonowania w środowisku otwartym (po zwolnieniu z więzienia) w sposób nienaruszający przepisów legislacyjnych. Osiągnięcie tego celu chroni niegdysiejszego przestępcę przed recydywą. Natomiast cel maksimum można zdefiniować jako taki stan osobowości pensjonariusza zakładu karnego, który pozwoli mu funkcjonować w społeczeństwie nie tylko w sposób nieignorujący zasad prawnych, lecz jednocześnie przestrzegający wielu istotnych dla społeczeństwa prawideł moralnych. Mieczysław Ciosek natomiast stoi na stanowisku, że


[...] usuwanie podmiotowych przyczyn motywacji aspołecznych czy antyspołecznych w warunkach więziennych, a więc w środowisku obiektywnie trudnym, w otoczeniu ludzi, z których wielu takiej zmianie nie sprzyja, często w stanie osobistego poczucia krzywdy i upokorzenia więźnia, jego niechęci, a nawet nienawiści wobec tych, którzy mają u niego te zmiany powodować, jest zadaniem bardzo problematycznym. Wydaje się mimo to, że w pojedynczych tylko przypadkach przy jakimś szczególnie korzystnym układzie związków między osobami prowadzącymi resocjalizację, a człowiekiem, który na nią pozwala, dochodzić może do względnie trwałych, pożądanych społecznie zmian w jego doświadczeniu.


W rodzimych zakładach karnych i aresztach śledczych przebywają osoby, które należy izolować od pozostałych osadzonych. Dzieje się tak z powodu popełnienia przez nich specyficznego przestępstwa bądź niewłaściwego zachowania już w trakcie pobytu w placówce. Oni też muszą być poddani innym niż pozostali procedurom i umieszczeni w specjalnym oddziale lub celi, gdzie stosuje się zwielokrotnione zabezpieczenie techniczno-ochronne. Mowa o osadzonych „niebezpiecznych”, których uczyniłem podmiotem niniejszego opracowania. Na potrzeby pracy osadzonymi „niebezpiecznymi” będę określał skazanych/tymczasowo aresztowanych, stwarzających poważne zagrożenie społeczne albo poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa zakładu/aresztu, których osadza się w wyznaczonym oddziale lub celi zakładu karnego typu zamkniętego/aresztu śledczego w warunkach zapewniających wzmożoną ochronę społeczeństwa i bezpieczeństwo tego zakładu/aresztu.

Przypuszczalnie prawodawca karą pozbawienia wolności (art. 67 § 1 kodeksu karnego wykonawczego z 1997 roku) obejmuje całą społeczność osób skazanych, włącznie ze skazanymi odbywającymi karę pozbawienia wolności w oddziale dla „niebezpiecznych”. Wydaje się, że o ile ustawodawczy cel kary pozbawienia wolności jest w miarę realny w odniesieniu do ogółu skazanych, dając niejednokrotnie oczekiwane wyniki, o tyle w stosunku do osadzonych N te rezultaty wydają się wątpliwe i umiarkowanie prawdopodobne. Wszak w penitencjarnym podejściu podkreśla się dostrojenie wpływu poprawczego do usposobienia osadzonych zakwalifikowanych jako „niebezpieczni” oraz do warunków, w których odbywają karę. W podejściu ochronnym natomiast mowa o takim wpływie na osadzonych, by zostały utrzymane niezbędny ład i dyscyplina dające poczucie ogólnego bezpieczeństwa. Niezwykle istotne, a zarazem trudne wydaje się znalezienie konsensusu między jednym a drugim podejściem. Nierzadko działania resocjalizacyjne podejmowane w stosunku do skazanych kończą się fiaskiem, a spodziewane rezultaty tej działalności nigdy się nie pojawią. Niepowodzenia, porażki i zwątpienia w sens procesu resocjalizacji są wpisane w istotę kary pozbawienia wolności. W związku z powyższym sygnalizuje się potrzebę zastąpienia kary pozbawienia wolności środkami nieizolacyjnymi. Pomimo wymownych argumentów przemawiających przeciwko bezwzględnej karze pozbawienia wolności instytucji penitencjarnej nie da się zlikwidować. Są i zawsze będą takie osoby, których jedynym miejscem funkcjonowania będzie zakład karny, a ich pobyt w nim stanie się jedyną sensowną reakcją społeczeństwa na przestępcze zachowanie tych jednostek.

W niniejszej książce starałem się, po pierwsze, ukazać względnie szerokie perspektywy postępowania penitencjarnego, stosowanego w polskich zakładach karnych, po drugie zaś – i to jest istotą pracy – zaprezentować niszową, jak dotąd, problematykę resocjalizacyjnej pracy z „niebezpiecznymi”, uwzględniając jej aspekty ochronne. Wprowadzeniem do rozważań teoretycznych dotyczących „niebezpiecznych” jest w każdym podrozdziale niniejszego opracowania w miarę wielopłaszczyznowe i holistyczne spojrzenie na wiele zagadnień i kwestii powiązanych z nimi merytorycznie. Zatem rozpoczynam od ogólnego postrzegania problemu, a następnie przechodzę na poziom szczegółu, starając się kreślić poszczególne już wówczas ramy tematyczne dotyczące kategorii osadzonych „niebezpiecznych”. Nie było to zadanie łatwe, biorąc pod uwagę niedostatek literatury przedmiotu z omawianego zagadnienia.
Pracę podzieliłem na dwie korespondujące ze sobą części. Pierwsza ma charakter teoretyczny i składa się na nią pięć rozdziałów przybliżających wielość zagadnień, które stanowią istotę funkcjonowania w izolacji więźniów „niebezpiecznych”. W rozdziale pierwszym zaprezentowałem definicyjne ujęcie zagadnienia, wskazując na sprzeczności i niejasności w formułowaniu i używaniu niektórych terminów. Po wstępnych ustaleniach terminologicznych przechodzę do przedstawienia określonych kontekstów, ważnych z punktu widzenia pracy z osobami pozbawionymi wolności zakwalifikowanymi do kategorii „niebezpiecznych”. Rozdział drugi to próba retrospektywnego spojrzenia na klasyfikacyjne perspektywy w wymiarze więziennym. Omawiam w nim polską myśl penitencjarną w aspekcie historycznym, uwzględniając przy tym zagadnienie „niebezpiecznych”. Nie pomijam obecnych kryteriów klasyfikowania osadzonych do N, opisując procedurę weryfikowania i odwoływania statusu osadzonego „niebezpiecznego”. Rozdział trzeci natomiast poświęcam przede wszystkim kwestii oddziałów specjalnych. Koncentruję się tu na techniczno-ochronnych zabezpieczeniach, wskazując na ich zasięg, unormowania oraz płaszczyzny codziennego obcowania z nimi ich pensjonariuszy.

W kolejnym rozdziale poruszam trudny obszar działalności resocjalizacyjnej, której powinni być poddani osadzeni „niebezpieczni”. Koncentruję się tu na naprawczym aspekcie kontaktów skazanych ze światem zewnętrznym. Przybliżam też sens zajęć sportowych, kulturalno-oświatowych, duszpasterstwa oraz pracy i edukacji szkolnej w funkcjonowaniu „niebezpiecznych”. Rozdział ten jest o tyle istotny, że pokazuje możliwości pracy z „niebezpiecznymi” w warunkach ścisłej izolacji, która ma z założenia wymiar nadrzędny w stosunku do naprawczego.

W rozdziale piątym, ostatnim w części pierwszej, kreślę problemowy kontekst podjętej tematyki, mówiąc o ewentualnym łączeniu ze sobą osadzonych „niebezpiecznych” ze zjawiskiem podkultury więziennej oraz odnosząc się do zagadnienia samouszkodzeń w środowisku inkarcerowanych. W końcowej części rozdziału wskazuję na potencjalne zagrożenia dla personelu penitencjarnego pracującego z więźniami N.

Część druga publikacji stanowi relację z badań własnych. Również składa się z pięciu rozdziałów, z czego rozdział pierwszy to prezentacja koncepcji metodologicznej. Pozostałe cztery rozdziały zawierają analizę zgromadzonego materiału badawczego. Podrozdziały tworzące rozdziały drugi, trzeci i czwarty odnoszą się bezpośrednio do przyjętych problemów badawczych. Rozdział piąty zaś to historie czwórki moich rozmówców ukazujące skomplikowany świat uwarunkowań ludzkiej egzystencji, prowadzących w konsekwencji do przestępstwa. Okoliczności przestępczych czynów oraz nietuzinkowość postrzegania przez nich świata upoważniają mnie do powściągliwości przy komentowaniu historii życia tych badanych, gdyż każda z nich jest komentarzem samym w sobie.

Nie ulega wątpliwości, że permanentnie izolowany człowiek tworzy swoistą rzeczywistość wyobrażeniową, co niejednokrotnie przekłada się na brak realnego spojrzenia na świat „tu i teraz” oraz świat poza murem więziennym. Należy więc mieć na uwadze, że treści zawarte w rozdziałach badawczych były konstruowane w przestrzeni zdeformowanej sensorycznie i poznawczo. Tam, gdzie funkcjonują moi rozmówcy, zmienia się wizja otoczenia, a pojęcia nabierają innych znaczeń. Skazani tworzą wówczas subiektywne scenariusze, nierzadko mutując jego obraz. Mimo wszystko pozwala to choćby częściowo przybliżyć swoistość środowiska więźniów „niebezpiecznych”, wzbogacając – mam nadzieję – obecny stan wiedzy na temat ich funkcjonowania, myślenia i postrzegania oraz rodzimą refleksję naukową w tym zakresie.

Wprowadzenie

Więziennictwo polskie stanęło od samego początku swej działalności na zasadniczym stanowisku, że celem pozbawienia wolności jest poprawa więźnia i jego umoralnienie. Dążyło się i dąży do tego, by ludzi, których niezdrowe warunki życiowe popychały do popełnienia przestępstwa, przerobić na jednostki użyteczne dla społeczeństwa.

Instytucja więzienia ma długą, pamiętającą zamierzchłe czasy, tradycję. Niełatwo jednak wskazać etiologiczną płaszczyznę jej powstania oraz zalążki jej tworzenia. Stanisław Pławski twierdzi, że początkowo instytucja ta miała niewiele wspólnego z więziennictwem w nowoczesnym tego słowa znaczeniu. Było to jedynie miejsce przymusowego izolowania jednostki, którą wtrącano do ciemnych i zimnych lochów, gdzie oczekiwała na wykonanie kary śmierci albo innej kary kaleczącej.

W prawie starożytnym i rzymskim celem kary był jedynie odwet za popełnione przestępstwo oraz represja w postaci kar cielesnych i kary śmierci. Więzienie w okresie obowiązywania tych koncepcji kary było więc jedynie prowizorycznym miejscem zatrzymania przestępcy, do czasu wykonania na nim kary właściwej. Całe dziesiątki lat, bo aż do końca XVI wieku, więzienie było tylko karą poboczną, jednym ze środków pomsty i gniewu, a jeszcze w tym okresie przetrzymywano ludzi w lochach podziemnych, które stanowiły miejsce tortur i kaźni. Myśli penitencjarne przeobrażały się powoli, zmieniając swe oblicze w zależności od epoki. Wreszcie w końcu XVIII wieku pojawiają się próby zreformowania więziennictwa. Największy wkład wniósł anglik John Hovard, „który wydobył na światło dzienne tajemnice więzień Europy i w jaskrawych barwach naszkicował straszny ich stan ówczesny”. Hovard wymienił też wiele wskazówek mających na celu zreformowanie więziennictwa. Można by je ująć następująco:


[...] więzienie ma na celu chwilowe usunięcie ze społeczeństwa człowieka przestępnego, aby nie mógł on popełniać nieprzerwanie dalszych przestępstw. Jednak zamykać w więzieniu należy z tą myślą, żeby w czasie odbywania kary więzień poprawił się i wyszedł z więzienia jako człowiek uleczony ze swych skłonności do zła.


Zatem nowoczesne więziennictwo jest dziełem XIX wieku, jak twierdzi Leon Rabinowicz, a wszystko przedtem było epoką przedhistoryczną, okresem średniowiecznego wprost barbarzyństwa, prehistorią.

W tym czasie w wielu zakresach zmieniono sens i koncepcję kary pozbawienia wolności, przenosząc punkt nacisku z zemsty i represyjnego spojrzenia na jej w miarę ludzki wymiar oraz podkreślając funkcję wychowawczą tej kary.

Według współczesnego polskiego prawa penitencjarnego wykonywanie kary pozbawienia wolności przez stosowanie oddziaływań resocjalizacyjnych ma niejako modelować umysły skazanych, wyprowadzając ich ze świata przestępstwa i myśli antyspołecznych, a kierując ku poczuciu odpowiedzialności i funkcjonowaniu w środowisku otwartym zgodnie z kanonami wyznaczonymi przez społeczeństwo. Znaczy to, że poprawa pensjonariusza instytucji korekcyjnej ma się odbywać przez zwrócenie w jego stronę zindywidualizowanych działań wychowawczych. Należałoby też jednak uwzględniać pracę skazanych, naukę, zajęcia kulturalno-oświatowe, sportowe, kontakt ze społeczeństwem i rodziną, jak również wsparcie procesu resocjalizacji o nowatorskie oddziaływania, skutkujące m.in. przemianą tożsamości indywidualnej i społecznej osoby dopuszczającej się czynu karalnego, a dokonujące się przez „stymulowanie rozwoju jej struktur poznawczych i twórczych oraz wyposażenie jej w nowe indywidualne i społeczne kompetencje”.

Henryk Machel twierdzi, że przed resocjalizacją penitencjarną stawia się zazwyczaj dwa cele – cel minimum i cel maksimum. Ten pierwszy można określić jako stan osobowości osadzonego, umożliwienie mu funkcjonowania w środowisku otwartym (po zwolnieniu z więzienia) w sposób nienaruszający przepisów legislacyjnych. Osiągnięcie tego celu chroni niegdysiejszego przestępcę przed recydywą. Natomiast cel maksimum można zdefiniować jako taki stan osobowości pensjonariusza zakładu karnego, który pozwoli mu funkcjonować w społeczeństwie nie tylko w sposób nieignorujący zasad prawnych, lecz jednocześnie przestrzegający wielu istotnych dla społeczeństwa prawideł moralnych. Mieczysław Ciosek natomiast stoi na stanowisku, że


[...] usuwanie podmiotowych przyczyn motywacji aspołecznych czy antyspołecznych w warunkach więziennych, a więc w środowisku obiektywnie trudnym, w otoczeniu ludzi, z których wielu takiej zmianie nie sprzyja, często w stanie osobistego poczucia krzywdy i upokorzenia więźnia, jego niechęci, a nawet nienawiści wobec tych, którzy mają u niego te zmiany powodować, jest zadaniem bardzo problematycznym. Wydaje się mimo to, że w pojedynczych tylko przypadkach przy jakimś szczególnie korzystnym układzie związków między osobami prowadzącymi resocjalizację, a człowiekiem, który na nią pozwala, dochodzić może do względnie trwałych, pożądanych społecznie zmian w jego doświadczeniu.


W rodzimych zakładach karnych i aresztach śledczych przebywają osoby, które należy izolować od pozostałych osadzonych. Dzieje się tak z powodu popełnienia przez nich specyficznego przestępstwa bądź niewłaściwego zachowania już w trakcie pobytu w placówce. Oni też muszą być poddani innym niż pozostali procedurom i umieszczeni w specjalnym oddziale lub celi, gdzie stosuje się zwielokrotnione zabezpieczenie techniczno-ochronne. Mowa o osadzonych „niebezpiecznych”, których uczyniłem podmiotem niniejszego opracowania. Na potrzeby pracy osadzonymi „niebezpiecznymi” będę określał skazanych/tymczasowo aresztowanych, stwarzających poważne zagrożenie społeczne albo poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa zakładu/aresztu, których osadza się w wyznaczonym oddziale lub celi zakładu karnego typu zamkniętego/aresztu śledczego w warunkach zapewniających wzmożoną ochronę społeczeństwa i bezpieczeństwo tego zakładu/aresztu.

Przypuszczalnie prawodawca karą pozbawienia wolności (art. 67 § 1 kodeksu karnego wykonawczego z 1997 roku) obejmuje całą społeczność osób skazanych, włącznie ze skazanymi odbywającymi karę pozbawienia wolności w oddziale dla „niebezpiecznych”. Wydaje się, że o ile ustawodawczy cel kary pozbawienia wolności jest w miarę realny w odniesieniu do ogółu skazanych, dając niejednokrotnie oczekiwane wyniki, o tyle w stosunku do osadzonych N te rezultaty wydają się wątpliwe i umiarkowanie prawdopodobne. Wszak w penitencjarnym podejściu podkreśla się dostrojenie wpływu poprawczego do usposobienia osadzonych zakwalifikowanych jako „niebezpieczni” oraz do warunków, w których odbywają karę. W podejściu ochronnym natomiast mowa o takim wpływie na osadzonych, by zostały utrzymane niezbędny ład i dyscyplina dające poczucie ogólnego bezpieczeństwa. Niezwykle istotne, a zarazem trudne wydaje się znalezienie konsensusu między jednym a drugim podejściem. Nierzadko działania resocjalizacyjne podejmowane w stosunku do skazanych kończą się fiaskiem, a spodziewane rezultaty tej działalności nigdy się nie pojawią. Niepowodzenia, porażki i zwątpienia w sens procesu resocjalizacji są wpisane w istotę kary pozbawienia wolności. W związku z powyższym sygnalizuje się potrzebę zastąpienia kary pozbawienia wolności środkami nieizolacyjnymi. Pomimo wymownych argumentów przemawiających przeciwko bezwzględnej karze pozbawienia wolności instytucji penitencjarnej nie da się zlikwidować. Są i zawsze będą takie osoby, których jedynym miejscem funkcjonowania będzie zakład karny, a ich pobyt w nim stanie się jedyną sensowną reakcją społeczeństwa na przestępcze zachowanie tych jednostek.

W niniejszej książce starałem się, po pierwsze, ukazać względnie szerokie perspektywy postępowania penitencjarnego, stosowanego w polskich zakładach karnych, po drugie zaś – i to jest istotą pracy – zaprezentować niszową, jak dotąd, problematykę resocjalizacyjnej pracy z „niebezpiecznymi”, uwzględniając jej aspekty ochronne. Wprowadzeniem do rozważań teoretycznych dotyczących „niebezpiecznych” jest w każdym podrozdziale niniejszego opracowania w miarę wielopłaszczyznowe i holistyczne spojrzenie na wiele zagadnień i kwestii powiązanych z nimi merytorycznie. Zatem rozpoczynam od ogólnego postrzegania problemu, a następnie przechodzę na poziom szczegółu, starając się kreślić poszczególne już wówczas ramy tematyczne dotyczące kategorii osadzonych „niebezpiecznych”. Nie było to zadanie łatwe, biorąc pod uwagę niedostatek literatury przedmiotu z omawianego zagadnienia.
Pracę podzieliłem na dwie korespondujące ze sobą części. Pierwsza ma charakter teoretyczny i składa się na nią pięć rozdziałów przybliżających wielość zagadnień, które stanowią istotę funkcjonowania w izolacji więźniów „niebezpiecznych”. W rozdziale pierwszym zaprezentowałem definicyjne ujęcie zagadnienia, wskazując na sprzeczności i niejasności w formułowaniu i używaniu niektórych terminów. Po wstępnych ustaleniach terminologicznych przechodzę do przedstawienia określonych kontekstów, ważnych z punktu widzenia pracy z osobami pozbawionymi wolności zakwalifikowanymi do kategorii „niebezpiecznych”. Rozdział drugi to próba retrospektywnego spojrzenia na klasyfikacyjne perspektywy w wymiarze więziennym. Omawiam w nim polską myśl penitencjarną w aspekcie historycznym, uwzględniając przy tym zagadnienie „niebezpiecznych”. Nie pomijam obecnych kryteriów klasyfikowania osadzonych do N, opisując procedurę weryfikowania i odwoływania statusu osadzonego „niebezpiecznego”. Rozdział trzeci natomiast poświęcam przede wszystkim kwestii oddziałów specjalnych. Koncentruję się tu na techniczno-ochronnych zabezpieczeniach, wskazując na ich zasięg, unormowania oraz płaszczyzny codziennego obcowania z nimi ich pensjonariuszy.

W kolejnym rozdziale poruszam trudny obszar działalności resocjalizacyjnej, której powinni być poddani osadzeni „niebezpieczni”. Koncentruję się tu na naprawczym aspekcie kontaktów skazanych ze światem zewnętrznym. Przybliżam też sens zajęć sportowych, kulturalno-oświatowych, duszpasterstwa oraz pracy i edukacji szkolnej w funkcjonowaniu „niebezpiecznych”. Rozdział ten jest o tyle istotny, że pokazuje możliwości pracy z „niebezpiecznymi” w warunkach ścisłej izolacji, która ma z założenia wymiar nadrzędny w stosunku do naprawczego.

W rozdziale piątym, ostatnim w części pierwszej, kreślę problemowy kontekst podjętej tematyki, mówiąc o ewentualnym łączeniu ze sobą osadzonych „niebezpiecznych” ze zjawiskiem podkultury więziennej oraz odnosząc się do zagadnienia samouszkodzeń w środowisku inkarcerowanych. W końcowej części rozdziału wskazuję na potencjalne zagrożenia dla personelu penitencjarnego pracującego z więźniami N.

Część druga publikacji stanowi relację z badań własnych. Również składa się z pięciu rozdziałów, z czego rozdział pierwszy to prezentacja koncepcji metodologicznej. Pozostałe cztery rozdziały zawierają analizę zgromadzonego materiału badawczego. Podrozdziały tworzące rozdziały drugi, trzeci i czwarty odnoszą się bezpośrednio do przyjętych problemów badawczych. Rozdział piąty zaś to historie czwórki moich rozmówców ukazujące skomplikowany świat uwarunkowań ludzkiej egzystencji, prowadzących w konsekwencji do przestępstwa. Okoliczności przestępczych czynów oraz nietuzinkowość postrzegania przez nich świata upoważniają mnie do powściągliwości przy komentowaniu historii życia tych badanych, gdyż każda z nich jest komentarzem samym w sobie.

Nie ulega wątpliwości, że permanentnie izolowany człowiek tworzy swoistą rzeczywistość wyobrażeniową, co niejednokrotnie przekłada się na brak realnego spojrzenia na świat „tu i teraz” oraz świat poza murem więziennym. Należy więc mieć na uwadze, że treści zawarte w rozdziałach badawczych były konstruowane w przestrzeni zdeformowanej sensorycznie i poznawczo. Tam, gdzie funkcjonują moi rozmówcy, zmienia się wizja otoczenia, a pojęcia nabierają innych znaczeń. Skazani tworzą wówczas subiektywne scenariusze, nierzadko mutując jego obraz. Mimo wszystko pozwala to choćby częściowo przybliżyć swoistość środowiska więźniów „niebezpiecznych”, wzbogacając – mam nadzieję – obecny stan wiedzy na temat ich funkcjonowania, myślenia i postrzegania oraz rodzimą refleksję naukową w tym zakresie.

Wprowadzenie

Więziennictwo polskie stanęło od samego początku swej działalności na zasadniczym stanowisku, że celem pozbawienia wolności jest poprawa więźnia i jego umoralnienie. Dążyło się i dąży do tego, by ludzi, których niezdrowe warunki życiowe popychały do popełnienia przestępstwa, przerobić na jednostki użyteczne dla społeczeństwa.

Instytucja więzienia ma długą, pamiętającą zamierzchłe czasy, tradycję. Niełatwo jednak wskazać etiologiczną płaszczyznę jej powstania oraz zalążki jej tworzenia. Stanisław Pławski twierdzi, że początkowo instytucja ta miała niewiele wspólnego z więziennictwem w nowoczesnym tego słowa znaczeniu. Było to jedynie miejsce przymusowego izolowania jednostki, którą wtrącano do ciemnych i zimnych lochów, gdzie oczekiwała na wykonanie kary śmierci albo innej kary kaleczącej.

W prawie starożytnym i rzymskim celem kary był jedynie odwet za popełnione przestępstwo oraz represja w postaci kar cielesnych i kary śmierci. Więzienie w okresie obowiązywania tych koncepcji kary było więc jedynie prowizorycznym miejscem zatrzymania przestępcy, do czasu wykonania na nim kary właściwej. Całe dziesiątki lat, bo aż do końca XVI wieku, więzienie było tylko karą poboczną, jednym ze środków pomsty i gniewu, a jeszcze w tym okresie przetrzymywano ludzi w lochach podziemnych, które stanowiły miejsce tortur i kaźni. Myśli penitencjarne przeobrażały się powoli, zmieniając swe oblicze w zależności od epoki. Wreszcie w końcu XVIII wieku pojawiają się próby zreformowania więziennictwa. Największy wkład wniósł anglik John Hovard, „który wydobył na światło dzienne tajemnice więzień Europy i w jaskrawych barwach naszkicował straszny ich stan ówczesny”. Hovard wymienił też wiele wskazówek mających na celu zreformowanie więziennictwa. Można by je ująć następująco:


[...] więzienie ma na celu chwilowe usunięcie ze społeczeństwa człowieka przestępnego, aby nie mógł on popełniać nieprzerwanie dalszych przestępstw. Jednak zamykać w więzieniu należy z tą myślą, żeby w czasie odbywania kary więzień poprawił się i wyszedł z więzienia jako człowiek uleczony ze swych skłonności do zła.


Zatem nowoczesne więziennictwo jest dziełem XIX wieku, jak twierdzi Leon Rabinowicz, a wszystko przedtem było epoką przedhistoryczną, okresem średniowiecznego wprost barbarzyństwa, prehistorią.

W tym czasie w wielu zakresach zmieniono sens i koncepcję kary pozbawienia wolności, przenosząc punkt nacisku z zemsty i represyjnego spojrzenia na jej w miarę ludzki wymiar oraz podkreślając funkcję wychowawczą tej kary.

Według współczesnego polskiego prawa penitencjarnego wykonywanie kary pozbawienia wolności przez stosowanie oddziaływań resocjalizacyjnych ma niejako modelować umysły skazanych, wyprowadzając ich ze świata przestępstwa i myśli antyspołecznych, a kierując ku poczuciu odpowiedzialności i funkcjonowaniu w środowisku otwartym zgodnie z kanonami wyznaczonymi przez społeczeństwo. Znaczy to, że poprawa pensjonariusza instytucji korekcyjnej ma się odbywać przez zwrócenie w jego stronę zindywidualizowanych działań wychowawczych. Należałoby też jednak uwzględniać pracę skazanych, naukę, zajęcia kulturalno-oświatowe, sportowe, kontakt ze społeczeństwem i rodziną, jak również wsparcie procesu resocjalizacji o nowatorskie oddziaływania, skutkujące m.in. przemianą tożsamości indywidualnej i społecznej osoby dopuszczającej się czynu karalnego, a dokonujące się przez „stymulowanie rozwoju jej struktur poznawczych i twórczych oraz wyposażenie jej w nowe indywidualne i społeczne kompetencje”.

Henryk Machel twierdzi, że przed resocjalizacją penitencjarną stawia się zazwyczaj dwa cele – cel minimum i cel maksimum. Ten pierwszy można określić jako stan osobowości osadzonego, umożliwienie mu funkcjonowania w środowisku otwartym (po zwolnieniu z więzienia) w sposób nienaruszający przepisów legislacyjnych. Osiągnięcie tego celu chroni niegdysiejszego przestępcę przed recydywą. Natomiast cel maksimum można zdefiniować jako taki stan osobowości pensjonariusza zakładu karnego, który pozwoli mu funkcjonować w społeczeństwie nie tylko w sposób nieignorujący zasad prawnych, lecz jednocześnie przestrzegający wielu istotnych dla społeczeństwa prawideł moralnych. Mieczysław Ciosek natomiast stoi na stanowisku, że


[...] usuwanie podmiotowych przyczyn motywacji aspołecznych czy antyspołecznych w warunkach więziennych, a więc w środowisku obiektywnie trudnym, w otoczeniu ludzi, z których wielu takiej zmianie nie sprzyja, często w stanie osobistego poczucia krzywdy i upokorzenia więźnia, jego niechęci, a nawet nienawiści wobec tych, którzy mają u niego te zmiany powodować, jest zadaniem bardzo problematycznym. Wydaje się mimo to, że w pojedynczych tylko przypadkach przy jakimś szczególnie korzystnym układzie związków między osobami prowadzącymi resocjalizację, a człowiekiem, który na nią pozwala, dochodzić może do względnie trwałych, pożądanych społecznie zmian w jego doświadczeniu.


W rodzimych zakładach karnych i aresztach śledczych przebywają osoby, które należy izolować od pozostałych osadzonych. Dzieje się tak z powodu popełnienia przez nich specyficznego przestępstwa bądź niewłaściwego zachowania już w trakcie pobytu w placówce. Oni też muszą być poddani innym niż pozostali procedurom i umieszczeni w specjalnym oddziale lub celi, gdzie stosuje się zwielokrotnione zabezpieczenie techniczno-ochronne. Mowa o osadzonych „niebezpiecznych”, których uczyniłem podmiotem niniejszego opracowania. Na potrzeby pracy osadzonymi „niebezpiecznymi” będę określał skazanych/tymczasowo aresztowanych, stwarzających poważne zagrożenie społeczne albo poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa zakładu/aresztu, których osadza się w wyznaczonym oddziale lub celi zakładu karnego typu zamkniętego/aresztu śledczego w warunkach zapewniających wzmożoną ochronę społeczeństwa i bezpieczeństwo tego zakładu/aresztu.

Przypuszczalnie prawodawca karą pozbawienia wolności (art. 67 § 1 kodeksu karnego wykonawczego z 1997 roku) obejmuje całą społeczność osób skazanych, włącznie ze skazanymi odbywającymi karę pozbawienia wolności w oddziale dla „niebezpiecznych”. Wydaje się, że o ile ustawodawczy cel kary pozbawienia wolności jest w miarę realny w odniesieniu do ogółu skazanych, dając niejednokrotnie oczekiwane wyniki, o tyle w stosunku do osadzonych N te rezultaty wydają się wątpliwe i umiarkowanie prawdopodobne. Wszak w penitencjarnym podejściu podkreśla się dostrojenie wpływu poprawczego do usposobienia osadzonych zakwalifikowanych jako „niebezpieczni” oraz do warunków, w których odbywają karę. W podejściu ochronnym natomiast mowa o takim wpływie na osadzonych, by zostały utrzymane niezbędny ład i dyscyplina dające poczucie ogólnego bezpieczeństwa. Niezwykle istotne, a zarazem trudne wydaje się znalezienie konsensusu między jednym a drugim podejściem. Nierzadko działania resocjalizacyjne podejmowane w stosunku do skazanych kończą się fiaskiem, a spodziewane rezultaty tej działalności nigdy się nie pojawią. Niepowodzenia, porażki i zwątpienia w sens procesu resocjalizacji są wpisane w istotę kary pozbawienia wolności. W związku z powyższym sygnalizuje się potrzebę zastąpienia kary pozbawienia wolności środkami nieizolacyjnymi. Pomimo wymownych argumentów przemawiających przeciwko bezwzględnej karze pozbawienia wolności instytucji penitencjarnej nie da się zlikwidować. Są i zawsze będą takie osoby, których jedynym miejscem funkcjonowania będzie zakład karny, a ich pobyt w nim stanie się jedyną sensowną reakcją społeczeństwa na przestępcze zachowanie tych jednostek.

W niniejszej książce starałem się, po pierwsze, ukazać względnie szerokie perspektywy postępowania penitencjarnego, stosowanego w polskich zakładach karnych, po drugie zaś – i to jest istotą pracy – zaprezentować niszową, jak dotąd, problematykę resocjalizacyjnej pracy z „niebezpiecznymi”, uwzględniając jej aspekty ochronne. Wprowadzeniem do rozważań teoretycznych dotyczących „niebezpiecznych” jest w każdym podrozdziale niniejszego opracowania w miarę wielopłaszczyznowe i holistyczne spojrzenie na wiele zagadnień i kwestii powiązanych z nimi merytorycznie. Zatem rozpoczynam od ogólnego postrzegania problemu, a następnie przechodzę na poziom szczegółu, starając się kreślić poszczególne już wówczas ramy tematyczne dotyczące kategorii osadzonych „niebezpiecznych”. Nie było to zadanie łatwe, biorąc pod uwagę niedostatek literatury przedmiotu z omawianego zagadnienia.
Pracę podzieliłem na dwie korespondujące ze sobą części. Pierwsza ma charakter teoretyczny i składa się na nią pięć rozdziałów przybliżających wielość zagadnień, które stanowią istotę funkcjonowania w izolacji więźniów „niebezpiecznych”. W rozdziale pierwszym zaprezentowałem definicyjne ujęcie zagadnienia, wskazując na sprzeczności i niejasności w formułowaniu i używaniu niektórych terminów. Po wstępnych ustaleniach terminologicznych przechodzę do przedstawienia określonych kontekstów, ważnych z punktu widzenia pracy z osobami pozbawionymi wolności zakwalifikowanymi do kategorii „niebezpiecznych”. Rozdział drugi to próba retrospektywnego spojrzenia na klasyfikacyjne perspektywy w wymiarze więziennym. Omawiam w nim polską myśl penitencjarną w aspekcie historycznym, uwzględniając przy tym zagadnienie „niebezpiecznych”. Nie pomijam obecnych kryteriów klasyfikowania osadzonych do N, opisując procedurę weryfikowania i odwoływania statusu osadzonego „niebezpiecznego”. Rozdział trzeci natomiast poświęcam przede wszystkim kwestii oddziałów specjalnych. Koncentruję się tu na techniczno-ochronnych zabezpieczeniach, wskazując na ich zasięg, unormowania oraz płaszczyzny codziennego obcowania z nimi ich pensjonariuszy.

W kolejnym rozdziale poruszam trudny obszar działalności resocjalizacyjnej, której powinni być poddani osadzeni „niebezpieczni”. Koncentruję się tu na naprawczym aspekcie kontaktów skazanych ze światem zewnętrznym. Przybliżam też sens zajęć sportowych, kulturalno-oświatowych, duszpasterstwa oraz pracy i edukacji szkolnej w funkcjonowaniu „niebezpiecznych”. Rozdział ten jest o tyle istotny, że pokazuje możliwości pracy z „niebezpiecznymi” w warunkach ścisłej izolacji, która ma z założenia wymiar nadrzędny w stosunku do naprawczego.

W rozdziale piątym, ostatnim w części pierwszej, kreślę problemowy kontekst podjętej tematyki, mówiąc o ewentualnym łączeniu ze sobą osadzonych „niebezpiecznych” ze zjawiskiem podkultury więziennej oraz odnosząc się do zagadnienia samouszkodzeń w środowisku inkarcerowanych. W końcowej części rozdziału wskazuję na potencjalne zagrożenia dla personelu penitencjarnego pracującego z więźniami N.

Część druga publikacji stanowi relację z badań własnych. Również składa się z pięciu rozdziałów, z czego rozdział pierwszy to prezentacja koncepcji metodologicznej. Pozostałe cztery rozdziały zawierają analizę zgromadzonego materiału badawczego. Podrozdziały tworzące rozdziały drugi, trzeci i czwarty odnoszą się bezpośrednio do przyjętych problemów badawczych. Rozdział piąty zaś to historie czwórki moich rozmówców ukazujące skomplikowany świat uwarunkowań ludzkiej egzystencji, prowadzących w konsekwencji do przestępstwa. Okoliczności przestępczych czynów oraz nietuzinkowość postrzegania przez nich świata upoważniają mnie do powściągliwości przy komentowaniu historii życia tych badanych, gdyż każda z nich jest komentarzem samym w sobie.

Nie ulega wątpliwości, że permanentnie izolowany człowiek tworzy swoistą rzeczywistość wyobrażeniową, co niejednokrotnie przekłada się na brak realnego spojrzenia na świat „tu i teraz” oraz świat poza murem więziennym. Należy więc mieć na uwadze, że treści zawarte w rozdziałach badawczych były konstruowane w przestrzeni zdeformowanej sensorycznie i poznawczo. Tam, gdzie funkcjonują moi rozmówcy, zmienia się wizja otoczenia, a pojęcia nabierają innych znaczeń. Skazani tworzą wówczas subiektywne scenariusze, nierzadko mutując jego obraz. Mimo wszystko pozwala to choćby częściowo przybliżyć swoistość środowiska więźniów „niebezpiecznych”, wzbogacając – mam nadzieję – obecny stan wiedzy na temat ich funkcjonowania, myślenia i postrzegania oraz rodzimą refleksję naukową w tym zakresie.

Wprowadzenie

Więziennictwo polskie stanęło od samego początku swej działalności na zasadniczym stanowisku, że celem pozbawienia wolności jest poprawa więźnia i jego umoralnienie. Dążyło się i dąży do tego, by ludzi, których niezdrowe warunki życiowe popychały do popełnienia przestępstwa, przerobić na jednostki użyteczne dla społeczeństwa.

Instytucja więzienia ma długą, pamiętającą zamierzchłe czasy, tradycję. Niełatwo jednak wskazać etiologiczną płaszczyznę jej powstania oraz zalążki jej tworzenia. Stanisław Pławski twierdzi, że początkowo instytucja ta miała niewiele wspólnego z więziennictwem w nowoczesnym tego słowa znaczeniu. Było to jedynie miejsce przymusowego izolowania jednostki, którą wtrącano do ciemnych i zimnych lochów, gdzie oczekiwała na wykonanie kary śmierci albo innej kary kaleczącej.

W prawie starożytnym i rzymskim celem kary był jedynie odwet za popełnione przestępstwo oraz represja w postaci kar cielesnych i kary śmierci. Więzienie w okresie obowiązywania tych koncepcji kary było więc jedynie prowizorycznym miejscem zatrzymania przestępcy, do czasu wykonania na nim kary właściwej. Całe dziesiątki lat, bo aż do końca XVI wieku, więzienie było tylko karą poboczną, jednym ze środków pomsty i gniewu, a jeszcze w tym okresie przetrzymywano ludzi w lochach podziemnych, które stanowiły miejsce tortur i kaźni. Myśli penitencjarne przeobrażały się powoli, zmieniając swe oblicze w zależności od epoki. Wreszcie w końcu XVIII wieku pojawiają się próby zreformowania więziennictwa. Największy wkład wniósł anglik John Hovard, „który wydobył na światło dzienne tajemnice więzień Europy i w jaskrawych barwach naszkicował straszny ich stan ówczesny”. Hovard wymienił też wiele wskazówek mających na celu zreformowanie więziennictwa. Można by je ująć następująco:


[...] więzienie ma na celu chwilowe usunięcie ze społeczeństwa człowieka przestępnego, aby nie mógł on popełniać nieprzerwanie dalszych przestępstw. Jednak zamykać w więzieniu należy z tą myślą, żeby w czasie odbywania kary więzień poprawił się i wyszedł z więzienia jako człowiek uleczony ze swych skłonności do zła.


Zatem nowoczesne więziennictwo jest dziełem XIX wieku, jak twierdzi Leon Rabinowicz, a wszystko przedtem było epoką przedhistoryczną, okresem średniowiecznego wprost barbarzyństwa, prehistorią.

W tym czasie w wielu zakresach zmieniono sens i koncepcję kary pozbawienia wolności, przenosząc punkt nacisku z zemsty i represyjnego spojrzenia na jej w miarę ludzki wymiar oraz podkreślając funkcję wychowawczą tej kary.

Według współczesnego polskiego prawa penitencjarnego wykonywanie kary pozbawienia wolności przez stosowanie oddziaływań resocjalizacyjnych ma niejako modelować umysły skazanych, wyprowadzając ich ze świata przestępstwa i myśli antyspołecznych, a kierując ku poczuciu odpowiedzialności i funkcjonowaniu w środowisku otwartym zgodnie z kanonami wyznaczonymi przez społeczeństwo. Znaczy to, że poprawa pensjonariusza instytucji korekcyjnej ma się odbywać przez zwrócenie w jego stronę zindywidualizowanych działań wychowawczych. Należałoby też jednak uwzględniać pracę skazanych, naukę, zajęcia kulturalno-oświatowe, sportowe, kontakt ze społeczeństwem i rodziną, jak również wsparcie procesu resocjalizacji o nowatorskie oddziaływania, skutkujące m.in. przemianą tożsamości indywidualnej i społecznej osoby dopuszczającej się czynu karalnego, a dokonujące się przez „stymulowanie rozwoju jej struktur poznawczych i twórczych oraz wyposażenie jej w nowe indywidualne i społeczne kompetencje”.

Henryk Machel twierdzi, że przed resocjalizacją penitencjarną stawia się zazwyczaj dwa cele – cel minimum i cel maksimum. Ten pierwszy można określić jako stan osobowości osadzonego, umożliwienie mu funkcjonowania w środowisku otwartym (po zwolnieniu z więzienia) w sposób nienaruszający przepisów legislacyjnych. Osiągnięcie tego celu chroni niegdysiejszego przestępcę przed recydywą. Natomiast cel maksimum można zdefiniować jako taki stan osobowości pensjonariusza zakładu karnego, który pozwoli mu funkcjonować w społeczeństwie nie tylko w sposób nieignorujący zasad prawnych, lecz jednocześnie przestrzegający wielu istotnych dla społeczeństwa prawideł moralnych. Mieczysław Ciosek natomiast stoi na stanowisku, że


[...] usuwanie podmiotowych przyczyn motywacji aspołecznych czy antyspołecznych w warunkach więziennych, a więc w środowisku obiektywnie trudnym, w otoczeniu ludzi, z których wielu takiej zmianie nie sprzyja, często w stanie osobistego poczucia krzywdy i upokorzenia więźnia, jego niechęci, a nawet nienawiści wobec tych, którzy mają u niego te zmiany powodować, jest zadaniem bardzo problematycznym. Wydaje się mimo to, że w pojedynczych tylko przypadkach przy jakimś szczególnie korzystnym układzie związków między osobami prowadzącymi resocjalizację, a człowiekiem, który na nią pozwala, dochodzić może do względnie trwałych, pożądanych społecznie zmian w jego doświadczeniu.


W rodzimych zakładach karnych i aresztach śledczych przebywają osoby, które należy izolować od pozostałych osadzonych. Dzieje się tak z powodu popełnienia przez nich specyficznego przestępstwa bądź niewłaściwego zachowania już w trakcie pobytu w placówce. Oni też muszą być poddani innym niż pozostali procedurom i umieszczeni w specjalnym oddziale lub celi, gdzie stosuje się zwielokrotnione zabezpieczenie techniczno-ochronne. Mowa o osadzonych „niebezpiecznych”, których uczyniłem podmiotem niniejszego opracowania. Na potrzeby pracy osadzonymi „niebezpiecznymi” będę określał skazanych/tymczasowo aresztowanych, stwarzających poważne zagrożenie społeczne albo poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa zakładu/aresztu, których osadza się w wyznaczonym oddziale lub celi zakładu karnego typu zamkniętego/aresztu śledczego w warunkach zapewniających wzmożoną ochronę społeczeństwa i bezpieczeństwo tego zakładu/aresztu.

Przypuszczalnie prawodawca karą pozbawienia wolności (art. 67 § 1 kodeksu karnego wykonawczego z 1997 roku) obejmuje całą społeczność osób skazanych, włącznie ze skazanymi odbywającymi karę pozbawienia wolności w oddziale dla „niebezpiecznych”. Wydaje się, że o ile ustawodawczy cel kary pozbawienia wolności jest w miarę realny w odniesieniu do ogółu skazanych, dając niejednokrotnie oczekiwane wyniki, o tyle w stosunku do osadzonych N te rezultaty wydają się wątpliwe i umiarkowanie prawdopodobne. Wszak w penitencjarnym podejściu podkreśla się dostrojenie wpływu poprawczego do usposobienia osadzonych zakwalifikowanych jako „niebezpieczni” oraz do warunków, w których odbywają karę. W podejściu ochronnym natomiast mowa o takim wpływie na osadzonych, by zostały utrzymane niezbędny ład i dyscyplina dające poczucie ogólnego bezpieczeństwa. Niezwykle istotne, a zarazem trudne wydaje się znalezienie konsensusu między jednym a drugim podejściem. Nierzadko działania resocjalizacyjne podejmowane w stosunku do skazanych kończą się fiaskiem, a spodziewane rezultaty tej działalności nigdy się nie pojawią. Niepowodzenia, porażki i zwątpienia w sens procesu resocjalizacji są wpisane w istotę kary pozbawienia wolności. W związku z powyższym sygnalizuje się potrzebę zastąpienia kary pozbawienia wolności środkami nieizolacyjnymi. Pomimo wymownych argumentów przemawiających przeciwko bezwzględnej karze pozbawienia wolności instytucji penitencjarnej nie da się zlikwidować. Są i zawsze będą takie osoby, których jedynym miejscem funkcjonowania będzie zakład karny, a ich pobyt w nim stanie się jedyną sensowną reakcją społeczeństwa na przestępcze zachowanie tych jednostek.

W niniejszej książce starałem się, po pierwsze, ukazać względnie szerokie perspektywy postępowania penitencjarnego, stosowanego w polskich zakładach karnych, po drugie zaś – i to jest istotą pracy – zaprezentować niszową, jak dotąd, problematykę resocjalizacyjnej pracy z „niebezpiecznymi”, uwzględniając jej aspekty ochronne. Wprowadzeniem do rozważań teoretycznych dotyczących „niebezpiecznych” jest w każdym podrozdziale niniejszego opracowania w miarę wielopłaszczyznowe i holistyczne spojrzenie na wiele zagadnień i kwestii powiązanych z nimi merytorycznie. Zatem rozpoczynam od ogólnego postrzegania problemu, a następnie przechodzę na poziom szczegółu, starając się kreślić poszczególne już wówczas ramy tematyczne dotyczące kategorii osadzonych „niebezpiecznych”. Nie było to zadanie łatwe, biorąc pod uwagę niedostatek literatury przedmiotu z omawianego zagadnienia.
Pracę podzieliłem na dwie korespondujące ze sobą części. Pierwsza ma charakter teoretyczny i składa się na nią pięć rozdziałów przybliżających wielość zagadnień, które stanowią istotę funkcjonowania w izolacji więźniów „niebezpiecznych”. W rozdziale pierwszym zaprezentowałem definicyjne ujęcie zagadnienia, wskazując na sprzeczności i niejasności w formułowaniu i używaniu niektórych terminów. Po wstępnych ustaleniach terminologicznych przechodzę do przedstawienia określonych kontekstów, ważnych z punktu widzenia pracy z osobami pozbawionymi wolności zakwalifikowanymi do kategorii „niebezpiecznych”. Rozdział drugi to próba retrospektywnego spojrzenia na klasyfikacyjne perspektywy w wymiarze więziennym. Omawiam w nim polską myśl penitencjarną w aspekcie historycznym, uwzględniając przy tym zagadnienie „niebezpiecznych”. Nie pomijam obecnych kryteriów klasyfikowania osadzonych do N, opisując procedurę weryfikowania i odwoływania statusu osadzonego „niebezpiecznego”. Rozdział trzeci natomiast poświęcam przede wszystkim kwestii oddziałów specjalnych. Koncentruję się tu na techniczno-ochronnych zabezpieczeniach, wskazując na ich zasięg, unormowania oraz płaszczyzny codziennego obcowania z nimi ich pensjonariuszy.

W kolejnym rozdziale poruszam trudny obszar działalności resocjalizacyjnej, której powinni być poddani osadzeni „niebezpieczni”. Koncentruję się tu na naprawczym aspekcie kontaktów skazanych ze światem zewnętrznym. Przybliżam też sens zajęć sportowych, kulturalno-oświatowych, duszpasterstwa oraz pracy i edukacji szkolnej w funkcjonowaniu „niebezpiecznych”. Rozdział ten jest o tyle istotny, że pokazuje możliwości pracy z „niebezpiecznymi” w warunkach ścisłej izolacji, która ma z założenia wymiar nadrzędny w stosunku do naprawczego.

W rozdziale piątym, ostatnim w części pierwszej, kreślę problemowy kontekst podjętej tematyki, mówiąc o ewentualnym łączeniu ze sobą osadzonych „niebezpiecznych” ze zjawiskiem podkultury więziennej oraz odnosząc się do zagadnienia samouszkodzeń w środowisku inkarcerowanych. W końcowej części rozdziału wskazuję na potencjalne zagrożenia dla personelu penitencjarnego pracującego z więźniami N.

Część druga publikacji stanowi relację z badań własnych. Również składa się z pięciu rozdziałów, z czego rozdział pierwszy to prezentacja koncepcji metodologicznej. Pozostałe cztery rozdziały zawierają analizę zgromadzonego materiału badawczego. Podrozdziały tworzące rozdziały drugi, trzeci i czwarty odnoszą się bezpośrednio do przyjętych problemów badawczych. Rozdział piąty zaś to historie czwórki moich rozmówców ukazujące skomplikowany świat uwarunkowań ludzkiej egzystencji, prowadzących w konsekwencji do przestępstwa. Okoliczności przestępczych czynów oraz nietuzinkowość postrzegania przez nich świata upoważniają mnie do powściągliwości przy komentowaniu historii życia tych badanych, gdyż każda z nich jest komentarzem samym w sobie.

Nie ulega wątpliwości, że permanentnie izolowany człowiek tworzy swoistą rzeczywistość wyobrażeniową, co niejednokrotnie przekłada się na brak realnego spojrzenia na świat „tu i teraz” oraz świat poza murem więziennym. Należy więc mieć na uwadze, że treści zawarte w rozdziałach badawczych były konstruowane w przestrzeni zdeformowanej sensorycznie i poznawczo. Tam, gdzie funkcjonują moi rozmówcy, zmienia się wizja otoczenia, a pojęcia nabierają innych znaczeń. Skazani tworzą wówczas subiektywne scenariusze, nierzadko mutując jego obraz. Mimo wszystko pozwala to choćby częściowo przybliżyć swoistość środowiska więźniów „niebezpiecznych”, wzbogacając – mam nadzieję – obecny stan wiedzy na temat ich funkcjonowania, myślenia i postrzegania oraz rodzimą refleksję naukową w tym zakresie.

Wprowadzenie

Więziennictwo polskie stanęło od samego początku swej działalności na zasadniczym stanowisku, że celem pozbawienia wolności jest poprawa więźnia i jego umoralnienie. Dążyło się i dąży do tego, by ludzi, których niezdrowe warunki życiowe popychały do popełnienia przestępstwa, przerobić na jednostki użyteczne dla społeczeństwa.

Instytucja więzienia ma długą, pamiętającą zamierzchłe czasy, tradycję. Niełatwo jednak wskazać etiologiczną płaszczyznę jej powstania oraz zalążki jej tworzenia. Stanisław Pławski twierdzi, że początkowo instytucja ta miała niewiele wspólnego z więziennictwem w nowoczesnym tego słowa znaczeniu. Było to jedynie miejsce przymusowego izolowania jednostki, którą wtrącano do ciemnych i zimnych lochów, gdzie oczekiwała na wykonanie kary śmierci albo innej kary kaleczącej.

W prawie starożytnym i rzymskim celem kary był jedynie odwet za popełnione przestępstwo oraz represja w postaci kar cielesnych i kary śmierci. Więzienie w okresie obowiązywania tych koncepcji kary było więc jedynie prowizorycznym miejscem zatrzymania przestępcy, do czasu wykonania na nim kary właściwej. Całe dziesiątki lat, bo aż do końca XVI wieku, więzienie było tylko karą poboczną, jednym ze środków pomsty i gniewu, a jeszcze w tym okresie przetrzymywano ludzi w lochach podziemnych, które stanowiły miejsce tortur i kaźni. Myśli penitencjarne przeobrażały się powoli, zmieniając swe oblicze w zależności od epoki. Wreszcie w końcu XVIII wieku pojawiają się próby zreformowania więziennictwa. Największy wkład wniósł anglik John Hovard, „który wydobył na światło dzienne tajemnice więzień Europy i w jaskrawych barwach naszkicował straszny ich stan ówczesny”. Hovard wymienił też wiele wskazówek mających na celu zreformowanie więziennictwa. Można by je ująć następująco:


[...] więzienie ma na celu chwilowe usunięcie ze społeczeństwa człowieka przestępnego, aby nie mógł on popełniać nieprzerwanie dalszych przestępstw. Jednak zamykać w więzieniu należy z tą myślą, żeby w czasie odbywania kary więzień poprawił się i wyszedł z więzienia jako człowiek uleczony ze swych skłonności do zła.


Zatem nowoczesne więziennictwo jest dziełem XIX wieku, jak twierdzi Leon Rabinowicz, a wszystko przedtem było epoką przedhistoryczną, okresem średniowiecznego wprost barbarzyństwa, prehistorią.

W tym czasie w wielu zakresach zmieniono sens i koncepcję kary pozbawienia wolności, przenosząc punkt nacisku z zemsty i represyjnego spojrzenia na jej w miarę ludzki wymiar oraz podkreślając funkcję wychowawczą tej kary.

Według współczesnego polskiego prawa penitencjarnego wykonywanie kary pozbawienia wolności przez stosowanie oddziaływań resocjalizacyjnych ma niejako modelować umysły skazanych, wyprowadzając ich ze świata przestępstwa i myśli antyspołecznych, a kierując ku poczuciu odpowiedzialności i funkcjonowaniu w środowisku otwartym zgodnie z kanonami wyznaczonymi przez społeczeństwo. Znaczy to, że poprawa pensjonariusza instytucji korekcyjnej ma się odbywać przez zwrócenie w jego stronę zindywidualizowanych działań wychowawczych. Należałoby też jednak uwzględniać pracę skazanych, naukę, zajęcia kulturalno-oświatowe, sportowe, kontakt ze społeczeństwem i rodziną, jak również wsparcie procesu resocjalizacji o nowatorskie oddziaływania, skutkujące m.in. przemianą tożsamości indywidualnej i społecznej osoby dopuszczającej się czynu karalnego, a dokonujące się przez „stymulowanie rozwoju jej struktur poznawczych i twórczych oraz wyposażenie jej w nowe indywidualne i społeczne kompetencje”.

Henryk Machel twierdzi, że przed resocjalizacją penitencjarną stawia się zazwyczaj dwa cele – cel minimum i cel maksimum. Ten pierwszy można określić jako stan osobowości osadzonego, umożliwienie mu funkcjonowania w środowisku otwartym (po zwolnieniu z więzienia) w sposób nienaruszający przepisów legislacyjnych. Osiągnięcie tego celu chroni niegdysiejszego przestępcę przed recydywą. Natomiast cel maksimum można zdefiniować jako taki stan osobowości pensjonariusza zakładu karnego, który pozwoli mu funkcjonować w społeczeństwie nie tylko w sposób nieignorujący zasad prawnych, lecz jednocześnie przestrzegający wielu istotnych dla społeczeństwa prawideł moralnych. Mieczysław Ciosek natomiast stoi na stanowisku, że


[...] usuwanie podmiotowych przyczyn motywacji aspołecznych czy antyspołecznych w warunkach więziennych, a więc w środowisku obiektywnie trudnym, w otoczeniu ludzi, z których wielu takiej zmianie nie sprzyja, często w stanie osobistego poczucia krzywdy i upokorzenia więźnia, jego niechęci, a nawet nienawiści wobec tych, którzy mają u niego te zmiany powodować, jest zadaniem bardzo problematycznym. Wydaje się mimo to, że w pojedynczych tylko przypadkach przy jakimś szczególnie korzystnym układzie związków między osobami prowadzącymi resocjalizację, a człowiekiem, który na nią pozwala, dochodzić może do względnie trwałych, pożądanych społecznie zmian w jego doświadczeniu.


W rodzimych zakładach karnych i aresztach śledczych przebywają osoby, które należy izolować od pozostałych osadzonych. Dzieje się tak z powodu popełnienia przez nich specyficznego przestępstwa bądź niewłaściwego zachowania już w trakcie pobytu w placówce. Oni też muszą być poddani innym niż pozostali procedurom i umieszczeni w specjalnym oddziale lub celi, gdzie stosuje się zwielokrotnione zabezpieczenie techniczno-ochronne. Mowa o osadzonych „niebezpiecznych”, których uczyniłem podmiotem niniejszego opracowania. Na potrzeby pracy osadzonymi „niebezpiecznymi” będę określał skazanych/tymczasowo aresztowanych, stwarzających poważne zagrożenie społeczne albo poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa zakładu/aresztu, których osadza się w wyznaczonym oddziale lub celi zakładu karnego typu zamkniętego/aresztu śledczego w warunkach zapewniających wzmożoną ochronę społeczeństwa i bezpieczeństwo tego zakładu/aresztu.

Przypuszczalnie prawodawca karą pozbawienia wolności (art. 67 § 1 kodeksu karnego wykonawczego z 1997 roku) obejmuje całą społeczność osób skazanych, włącznie ze skazanymi odbywającymi karę pozbawienia wolności w oddziale dla „niebezpiecznych”. Wydaje się, że o ile ustawodawczy cel kary pozbawienia wolności jest w miarę realny w odniesieniu do ogółu skazanych, dając niejednokrotnie oczekiwane wyniki, o tyle w stosunku do osadzonych N te rezultaty wydają się wątpliwe i umiarkowanie prawdopodobne. Wszak w penitencjarnym podejściu podkreśla się dostrojenie wpływu poprawczego do usposobienia osadzonych zakwalifikowanych jako „niebezpieczni” oraz do warunków, w których odbywają karę. W podejściu ochronnym natomiast mowa o takim wpływie na osadzonych, by zostały utrzymane niezbędny ład i dyscyplina dające poczucie ogólnego bezpieczeństwa. Niezwykle istotne, a zarazem trudne wydaje się znalezienie konsensusu między jednym a drugim podejściem. Nierzadko działania resocjalizacyjne podejmowane w stosunku do skazanych kończą się fiaskiem, a spodziewane rezultaty tej działalności nigdy się nie pojawią. Niepowodzenia, porażki i zwątpienia w sens procesu resocjalizacji są wpisane w istotę kary pozbawienia wolności. W związku z powyższym sygnalizuje się potrzebę zastąpienia kary pozbawienia wolności środkami nieizolacyjnymi. Pomimo wymownych argumentów przemawiających przeciwko bezwzględnej karze pozbawienia wolności instytucji penitencjarnej nie da się zlikwidować. Są i zawsze będą takie osoby, których jedynym miejscem funkcjonowania będzie zakład karny, a ich pobyt w nim stanie się jedyną sensowną reakcją społeczeństwa na przestępcze zachowanie tych jednostek.

W niniejszej książce starałem się, po pierwsze, ukazać względnie szerokie perspektywy postępowania penitencjarnego, stosowanego w polskich zakładach karnych, po drugie zaś – i to jest istotą pracy – zaprezentować niszową, jak dotąd, problematykę resocjalizacyjnej pracy z „niebezpiecznymi”, uwzględniając jej aspekty ochronne. Wprowadzeniem do rozważań teoretycznych dotyczących „niebezpiecznych” jest w każdym podrozdziale niniejszego opracowania w miarę wielopłaszczyznowe i holistyczne spojrzenie na wiele zagadnień i kwestii powiązanych z nimi merytorycznie. Zatem rozpoczynam od ogólnego postrzegania problemu, a następnie przechodzę na poziom szczegółu, starając się kreślić poszczególne już wówczas ramy tematyczne dotyczące kategorii osadzonych „niebezpiecznych”. Nie było to zadanie łatwe, biorąc pod uwagę niedostatek literatury przedmiotu z omawianego zagadnienia.
Pracę podzieliłem na dwie korespondujące ze sobą części. Pierwsza ma charakter teoretyczny i składa się na nią pięć rozdziałów przybliżających wielość zagadnień, które stanowią istotę funkcjonowania w izolacji więźniów „niebezpiecznych”. W rozdziale pierwszym zaprezentowałem definicyjne ujęcie zagadnienia, wskazując na sprzeczności i niejasności w formułowaniu i używaniu niektórych terminów. Po wstępnych ustaleniach terminologicznych przechodzę do przedstawienia określonych kontekstów, ważnych z punktu widzenia pracy z osobami pozbawionymi wolności zakwalifikowanymi do kategorii „niebezpiecznych”. Rozdział drugi to próba retrospektywnego spojrzenia na klasyfikacyjne perspektywy w wymiarze więziennym. Omawiam w nim polską myśl penitencjarną w aspekcie historycznym, uwzględniając przy tym zagadnienie „niebezpiecznych”. Nie pomijam obecnych kryteriów klasyfikowania osadzonych do N, opisując procedurę weryfikowania i odwoływania statusu osadzonego „niebezpiecznego”. Rozdział trzeci natomiast poświęcam przede wszystkim kwestii oddziałów specjalnych. Koncentruję się tu na techniczno-ochronnych zabezpieczeniach, wskazując na ich zasięg, unormowania oraz płaszczyzny codziennego obcowania z nimi ich pensjonariuszy.

W kolejnym rozdziale poruszam trudny obszar działalności resocjalizacyjnej, której powinni być poddani osadzeni „niebezpieczni”. Koncentruję się tu na naprawczym aspekcie kontaktów skazanych ze światem zewnętrznym. Przybliżam też sens zajęć sportowych, kulturalno-oświatowych, duszpasterstwa oraz pracy i edukacji szkolnej w funkcjonowaniu „niebezpiecznych”. Rozdział ten jest o tyle istotny, że pokazuje możliwości pracy z „niebezpiecznymi” w warunkach ścisłej izolacji, która ma z założenia wymiar nadrzędny w stosunku do naprawczego.

W rozdziale piątym, ostatnim w części pierwszej, kreślę problemowy kontekst podjętej tematyki, mówiąc o ewentualnym łączeniu ze sobą osadzonych „niebezpiecznych” ze zjawiskiem podkultury więziennej oraz odnosząc się do zagadnienia samouszkodzeń w środowisku inkarcerowanych. W końcowej części rozdziału wskazuję na potencjalne zagrożenia dla personelu penitencjarnego pracującego z więźniami N.

Część druga publikacji stanowi relację z badań własnych. Również składa się z pięciu rozdziałów, z czego rozdział pierwszy to prezentacja koncepcji metodologicznej. Pozostałe cztery rozdziały zawierają analizę zgromadzonego materiału badawczego. Podrozdziały tworzące rozdziały drugi, trzeci i czwarty odnoszą się bezpośrednio do przyjętych problemów badawczych. Rozdział piąty zaś to historie czwórki moich rozmówców ukazujące skomplikowany świat uwarunkowań ludzkiej egzystencji, prowadzących w konsekwencji do przestępstwa. Okoliczności przestępczych czynów oraz nietuzinkowość postrzegania przez nich świata upoważniają mnie do powściągliwości przy komentowaniu historii życia tych badanych, gdyż każda z nich jest komentarzem samym w sobie.

Nie ulega wątpliwości, że permanentnie izolowany człowiek tworzy swoistą rzeczywistość wyobrażeniową, co niejednokrotnie przekłada się na brak realnego spojrzenia na świat „tu i teraz” oraz świat poza murem więziennym. Należy więc mieć na uwadze, że treści zawarte w rozdziałach badawczych były konstruowane w przestrzeni zdeformowanej sensorycznie i poznawczo. Tam, gdzie funkcjonują moi rozmówcy, zmienia się wizja otoczenia, a pojęcia nabierają innych znaczeń. Skazani tworzą wówczas subiektywne scenariusze, nierzadko mutując jego obraz. Mimo wszystko pozwala to choćby częściowo przybliżyć swoistość środowiska więźniów „niebezpiecznych”, wzbogacając – mam nadzieję – obecny stan wiedzy na temat ich funkcjonowania, myślenia i postrzegania oraz rodzimą refleksję naukową w tym zakresie.

Zobacz także

Nowa rejestracja konta

Posiadasz już konto?
Zaloguj się zamiast tego Lub Zresetuj hasło