Szkoła na wirażu zmian politycznych

Szkoła na wirażu zmian politycznych

Podtytuł: Bez cenzury
ISBN: 978-83-7850-114-5
30,00 zł
Czas dostawy kurierem InPost 24 godziny

Publikacja Bogusława Śliwerskiego pt. Szkoła na wirażu zmian politycznych. Bez cenzury, to kolejna po Ped@gog w blogosferze, Kraków 2009 i Klinika akademickiej pedagogiki, Kraków 2011, książka powstała z esejów Autora zamieszczanych na Jego blogu (http://sliwerski-pedagog.blogspot.com), który jest miejscem refleksji Autora dotyczących obserwowanych przez Niego zjawisk i wydarzeń odnoszących się do szeroko rozumianej pedagogiki. [...]

Wersja książki
Ilość

Publikacja Bogusława Śliwerskiego pt. Szkoła na wirażu zmian politycznych. Bez cenzury, to kolejna po Ped@gog w blogosferze, Kraków 2009 i Klinika akademickiej pedagogiki, Kraków 2011, książka powstała z esejów Autora zamieszczanych na Jego blogu (http://sliwerski-pedagog.blogspot.com), który jest miejscem refleksji Autora dotyczących obserwowanych przez Niego zjawisk i wydarzeń odnoszących się do szeroko rozumianej pedagogiki. [...]

Lektura publikacji Bogusława Śliwerskiego przedstawia rzeczywistość edukacyjną w „krzywym zwierciadle”. Incydenty dostrzeżone, czy jak pisze sam Autor, o których jest informowany, przez zaniepokojonych, często bezradnych wobec nich pedagogów, rodziców, demaskują patologię, która bez skrupułów obejmuje każdy etap edukacji od przedszkola po szkołę wyższą, każdy podmiot pedagogicznych oddziaływań nie wyłączając małych dzieci i osób z niepełnosprawnością. Z treści publikacji wyłania się bardzo niekorzystny obraz polskiej szkoły, taki był jednak, jak rozumiem, zamiar Autora – „powiedzieć” głośno to, o czym wielu z pedagogów rozmawia w kuluarach szkolnych czy uczelnianych korytarzy. Nie oznacza to, że wszędzie jest równie źle, jak opisuje to Autor - że nie ma szkół, uczelni funkcjonujących prawidłowo, że nie ma ludzi z zasadami (z których można byłoby w sensie społecznym być dumnym). Dlatego, jak wyczytuję z publikacji, jej Autor nie dokonuje uogólnień, z konsekwencją trzyma się formuły egzemplifikacji, na ile jednak częstej, powtarzalnej – pozostawia ocenie czytelnika.

Pewne jest jedno, że eseje autorstwa Bogusława Śliwerskiego nie pozwalają odbiorcy zostać wobec nich obojętnym. Jednych będą irytować, oburzać, innym pozwolą się z poglądami Autora zidentyfikować, dadzą odwagę do działania, otwartego sprzeciwu wobec dostrzeganych nieprawidłowości, jeszcze innych, mam nadzieję, zawstydzą, a może nawet przestraszą, co sprawi, że w podobnych sytuacjach (w swoim środowisku) zastanowią się czy milczeć, udać, że nie dostrzegają problemu, bo przecież postawy takie w efekcie i tak legitymizują patologię.[...]

Publikacja Bogusława Śliwerskiego jest inspirująca i z innego powodu. Niewątpliwym jej walorem jest upowszechnianie wiedzy stricte naukowej. W swoich krótkich, nierzadko 1-2 stronicowych esejach Bogusław Śliwerski dba o wiarygodność naukową i odwoływanie się do autorów koncepcji, teorii czy klasyfikacji odnoszących się do zagadnienia.[...]

Kolejny walor publikacji, wynikający z przyjętej stylistyki esejów pedagogicznych, to dzielenie się z czytelnikiem refleksją i „zaproszenie do spotkania i udziału” w wydarzeniach i debatach naukowych, w których nie miał on okazji brać bezpośredniego udziału, a które Autor (w nich uczestniczący) uznaje za znaczące dla refleksji pedagogicznej.[...]

Z treści publikacji wyłania się konsekwentny obraz zaangażowania i troski jej Autora o kondycję pedagogiki jako nauki i szkoły jako obszaru koniecznego pedagogicznego zainteresowania - obu będących bezsprzecznie na tytułowym „wirażu”, aż nadto dobitnie zdefiniowanym przez Bogusława Śliwerskiego. Bogactwo dostrzeżonych przez Autora niebezpieczeństw, nieprawidłowości, wręcz patologii może „paraliżować”, wolę jednak myśleć, że stanie się inspiracją do działania, legitymacją do sprzeciwu i budowania koalicji, coraz potężniejszej w liczbie tych, którzy nie chcą godzić się na marginalizację pedagogiki jako nauki, a szkoły – edukacji jako nieistotnego epizodu w życiu człowieka.

Z recenzji prof. dr hab. Iwony Chrzanowskiej

Bez cenzury
200 Przedmioty

Opis

Książka elektroniczna - E-book
Epub, Mobi
Książka papierowa
oprawa miękka

Specyficzne kody

isbn
978-83-7850-114-5

Kiedy polska oświata stanie się publiczna?

Co we wczesnej edukacji jest banałem?

Edukacja współczesnego dziecka – wartość czy banał?

Troska o prawa dziecka jako konieczny etap w rozwoju kultury

Kto i czyje interesy rozgrywa przedszkolną kartą?

Wolontariacki Dzień Dziecka

Dzieło i pedagogia Janusza Korczaka w nowym odczytaniu

(Non-)sens zielonych szkół

Wesoła szkoła

Groźny w szkole incydent

Przestępczość nieletnich, czyli co mówią fakty

Pedagodzy walczą o młodzież

Ideał a młodzież

Po co szkołom patron?

Głos profesora pedagogiki przeciwko szamanom w publicznej debacie

O edukacji w informatycznej mgle ponowoczesnego świata

Pedagodzy w świecie fanfików, erpegowców, hakerów, hejterów, hipsterów, inuksowców i blogasków

Lu(łó-)dzki eksperyment pedagogiczny?

Jak pod przymusem zmuszać uczniów?

O autorytarnym wychowaniu

Zimny chów niepełnosprawnych dzieci

Nauczyciel wspierający jako persona non grata w szkole integracyjnej

Czarna pedagogika w roku Janusza Korczaka

Uczniowie do szczot

Kto ma płacić za nauczycielskie błędy?

Kto kogo szykanuje w szkole? Z perspektywy outsidera

Dlaczego nauczyciele tolerują mobbing w szkole?

Pedagodzy nie dochodzą swoich praw, gdy są dyskryminowani

Kto ma sumienie humanistyczne?

Szkoła partnerska czy demokratyczna?

Komu i po co są potrzebni rodzice w szkole?

Sprawa Alana ma szerszy wymiar oświatowy i pedagogiczny

Rodzice mają dość! Chcą rady szkoły

Verba docent, exempla trahunt – szkoła jako prywatne terytorium nieograniczonej władzy

Artystyczna testomania

„Zemsta” na nieukach CKE

Matura z kaktusem

Czy rzeczywiście primus inter pares?

Kiepskie wyniki w znakomitych, zdaniem MEN, gimnazjach

Wykoślawiona ewaluacja szkół 136 Egzaminy merytoryczne i polityczne

Po raz kolejny dorośli nie zdali matury, a płacić ma za to młodzież?

Szkoły z obsesją przełożonego 146 Typy przywództwa w edukacji

Wychowawca roku 2012 za 1,23 z VAT 151 Szkoła psychopedagogicznej manipulacji

Jak radzić sobie z opresorami, demonami czy wampirami władzy?

Dyrektor szantażysta może stracić pracę! Oby!

Jak szkolić niedouczonych dyrektorów szkół?

Andragogika dezintegracji i demoralizacji

O tym, jak niektórzy dyrektorzy liceów są na bakier z rozumem, prawem pedagogiką

Pozytywnie zakręceni

Nauczyciele wolności

Najlepszy wychowawca?

E-wychowawcy po wirtualnych kursach

M-learning w kształceniu dzieci, młodzieży i dorosłych

Nowoczesna edukacja, ale... bez przyszłości

Czy warto pisać własny program kształcenia?

Edukacyjne złodziejstwo

Kiedy polska oświata stanie się publiczna?

Ile jeszcze musi upłynąć lat, miesięcy czy tygodni, żeby społeczeństwo polskie uświadomiło sobie nonsens centralistycznej i etatystycznej polityki oświatowej? Etatystycznej, to znaczy polegającej na centralistycznym, odgórnym, utrzymującym hierarchiczność władztwa nad podwładnymi kierowaniu polityką oświatową na zasadzie zawłaszczania przez MEN naszych dzieci. Od ponad dwudziestu lat polskiej nieudolnej próby budowania demokracji kolejni doktrynerzy na usługach partii pod szyldem troski o młode pokolenia, ale bez uwzględniania oczekiwań, potrzeb i aspiracji tych, którzy są pierwszymi i jedynymi wychowawcami swoich pociech – rodziców, odgórnie sterują procesami zarządzania oświatą. Chcą w ten sposób nadal formować naród, dogmatycznie sterować społeczeństwem pod pozorem modernizacji warunków jego życia i przygotowywania go do rywalizacji na wolnym rynku.

Wiele jest przykładów z ostatniej dekady niczym nieuzasadnionego przymusu odgórnego rozstrzygania w centrali władzy o wieku obowiązku szkolnego, o wyposażaniu szkół w pomoce dydaktyczne, o programach i podręcznikach szkolnych, o tym, w co mają być ubrani w szkołach wychowankowie, czy mają mieć w nich szafki lub laptopy, komu coś dać, a komu zabrać, ilu ma być w klasach uczniów (przy czym zawsze ten wskaźnik dotyczy dolnej granicy, ale nigdy górnej), co dzieci mają czytać, a czego nie (chociaż nie przewiduje się w dotacji środków na wyposażenie bibliotek), czy zapewnić im na miejscu opiekę medyczną/pielęgniarską lub nie, czy mają mieć stołówkę lub catering, komu należą się Medale Edukacji Narodowej, a kto powinien wyrzec się przynależności związkowej, jak nauczyciel ma – nie tyle pracować, co udokumentować czas poświęcony na proces kształcenia i wychowywania swoich uczniów, na własny rozwój zawodowy itd., itd.

Tylko czekać aż władze zobowiążą biblioteki publiczne do wycofywania literatury psychologicznej i pedagogicznej na temat uwarunkowań dojrzałości szkolnej dziecka, żeby rodzice nie dowiedzieli się o braku argumentów naukowych na rzecz obniżenia wieku obowiązku szkolnego. Coraz więcej jest w naszej oświacie ustanawianych odgórnie, dla wszystkich przedszkoli i szkół rozwiązań, które nijak się mają do lokalnych uwarunkowań, ale konstruowane są tak, jakby każda placówka funkcjonowała w środowisku zamożnego śródmieścia Warszawy czy Krakowa. Centralistyczny sposób zarządzania edukacją osiąga już szczyt absurdów, toteż dobrze się dzieje, że niektóre samorządy zaczynają się burzyć, buntować i unikać realizacji zadań, które władza im narzuca jako jedynie słuszne i konieczne. Ministerstwo Edukacji Narodowej od 1991 roku nieustannie realizuje identyczne schematy sprawowania władzy jak w państwie quasi-totalitarnym (PRL). Tam też ustanawiano w centrum, co nauczyciele, dyrektorzy szkół i placówek mieli realizować, w jaki sposób coś miało być czemuś podporządkowane oraz dlaczego miało służyć celom jedynie słusznej doktryny. Rozrastała się liczba posłusznych, miernych, ale biernych urzędników i nauczycieli, których rolą było sprawowanie kontroli i egzekwowanie pouczeń, nakazów i zakazów władzy.

Dzisiaj jest „demokracja”, ale... tylko i wyłącznie proceduralna. Kiedyś była „demokracja” socjalistyczna, a dzisiaj jest autokratyczna. Co za różnica. Zmieniła się tylko ideologia władzy. Obecna, o której mówi się wprost, że została wyłoniona z partii władzy, sugeruje, że wszystko, co ustanawia, jest dla dobra dzieci i ich rodziców. To, że nie pyta ich o to, czy się z tym zgadzają, czy tak to postrzegają, nie ma żadnego znaczenia, skoro czyni to dla ich dobra. Władza autorytarna lepiej wie od obywateli, co jest dla nich dobre. Tym bardziej lepiej to wie MEN, który już jakiś czas temu ustanowił, że jeśli gminy chcą skorzystać z rządowego programu „Radosna szkoła”, a więc chcą otrzymać dofinansowanie w 50% ze środków publicznych na rozbudowę własnej infrastruktury szkolnej, to muszą przyjąć warunki, jakie stawia im władza. Wszem i wobec przyjęto za słuszne rozwiązanie, że każdy dofinansowywany przez MEN plac zabaw musi mieć gumowe podłoże w kolorze pomarańczowym. Nie innym, tylko pomarańczowym. Dlaczego?

Zapewne dlatego, że musi się kojarzyć z kolorystyką Platformy Obywatelskiej. Tyle tylko że dofinansowywanie boisk nie pochodzi ze środków tej partii politycznej, lecz z budżetu państwa, a więc z podatków wszystkich obywateli tego kraju, którzy je płacą. Niby dlaczego ustalono i narzucono gminom taki kolor? Dlaczego podłoże ma być z gumy, a nie z piasku czy tartanu? Kto miał w tym interes, by zmonopolizować przyszkolne place zabaw takim właśnie rozwiązaniem? Czym różni się zmuszanie przez resort edukacji inspektoratów oświatowych w okresie PRL do tego, by w szkolnych klasach wisiał portret sekretarza KC PZPR, od tego, jak zobowiązuje się obecnie gminy do uznania, by podłoże dla dofinansowywanych placów zabaw było z takiego, a nie innego materiału oraz w takim, a nie innym kolorze? Nareszcie ktoś się obudził w samorządach i stwierdził, że nie będzie korzystał z dotacji. Jest to jednak na rękę władzy, bo zorganizuje sobie kolejne konsultacje w pięciogwiazdkowych hotelach, z wystawnym posiłkiem i honorariami dla urzędników, którzy na ten czas wezmą w pracy urlop bezpłatny. Ba, będą środki na wysokie premie dla pracowników MEN, skoro zmienia się (czyżby?) minister edukacji i zbliża się koniec roku.

Teraz czekamy na kolejny program rządowy pod szyldem MEN pod tytułem „Ratujmy kondycję fizyczną”, bo jakoś im więcej jest boisk, hal sportowych, basenów i placów zabaw z pomarańczowym podłożem, tym mniej uczniów chce chodzić na lekcje wychowania fizycznego. Proponuję uczynić je bardziej radosnymi. Niech MEN zafunduje stypendia tym uczniom, którzy będą uczęszczać na powyższe zajęcia w pomarańczowym kostiumie gimnastycznym (jeśli na basen – to w pomarańczowym kostiumie kąpielowym i czepku też pomarańczowym). W ramach dowitaminizowania dzieci proponuję zamiast jabłek i warzyw – pomarańcze z logo wiadomej partii! Lamperia w szkołach również powinna być pomarańczowa. Inaczej obciąłbym gminom subwencję. A może znowu potrzebna jest nam pomarańczowa alternatywa?

Może społeczeństwo obudzi się wreszcie i zrozumie, że walczyło o suwerenną i samorządną Polskę, o samorządną, demokratyczna oświatę. Tymczasem ma centralistyczny i coraz bardziej niestrawny pasztet autokratyczno-neoliberalnej doktryny oświatowej, której zwolennicy oraz ludzie sprawujący władzę nakładają na nauczycieli, rodziców i uczniów coraz mocniejszy gorset biurokratycznych form nadzoru i kontroli, które w niczym nie służą jakości edukacji i wykształcenia. One służą rządzącym – do utrzymania i sprawowania władzy, na koszt całego społeczeństwa. Czy warto opłacać z podatków tak zarządzaną oświatę? Jak długo jeszcze będziemy się oszukiwać, że nasze szkolnictwo jest publiczne? Jest, ale tylko i wyłącznie w strukturze oraz regulacjach jego finansowania. Nadal jednak oświata nie jest publiczna, gdyż zwycięskie w wyborach stronnictwa polityczne instrumentalizują ją i wykorzystują do własnych celów, nie licząc się z całym społeczeństwem oraz czyniąc wszystko, by to ono podporządkowywało się centralistycznej władzy. A ta jest odporna na społeczną kontrolę. W tym sensie nie dokończyliśmy w Polsce rewolucji społecznej i rewolucji podmiotów.

Mam nadzieję, że przygotowany w tej książce zbiór esejów pedagogicznych, które poświęciłem polityce oświatowej w skali makro- i mezoinstytucjonalnej w naszym kraju, pozwoli na pogłębioną refleksję także o naszym uczestnictwie i współsprawstwie w procesach przemian oświatowych lub ich braku oraz umożliwi zaprojektowanie koniecznych a uwolnionych od politycznej poprawności badań naukowych w edukacji i nad edukacją.

Publikacja Bogusława Śliwerskiego pt. Szkoła na wirażu zmian politycznych. Bez cenzury, to kolejna po Ped@gog w blogosferze, Kraków 2009 i Klinika akademickiej pedagogiki, Kraków 2011, książka powstała z esejów Autora zamieszczanych na Jego blogu (http://sliwerski-pedagog.blogspot.com), który jest miejscem refleksji Autora dotyczących obserwowanych przez Niego zjawisk i wydarzeń odnoszących się do szeroko rozumianej pedagogiki. [...]

Lektura publikacji Bogusława Śliwerskiego przedstawia rzeczywistość edukacyjną w „krzywym zwierciadle”. Incydenty dostrzeżone, czy jak pisze sam Autor, o których jest informowany, przez zaniepokojonych, często bezradnych wobec nich pedagogów, rodziców, demaskują patologię, która bez skrupułów obejmuje każdy etap edukacji od przedszkola po szkołę wyższą, każdy podmiot pedagogicznych oddziaływań nie wyłączając małych dzieci i osób z niepełnosprawnością. Z treści publikacji wyłania się bardzo niekorzystny obraz polskiej szkoły, taki był jednak, jak rozumiem, zamiar Autora – „powiedzieć” głośno to, o czym wielu z pedagogów rozmawia w kuluarach szkolnych czy uczelnianych korytarzy. Nie oznacza to, że wszędzie jest równie źle, jak opisuje to Autor - że nie ma szkół, uczelni funkcjonujących prawidłowo, że nie ma ludzi z zasadami (z których można byłoby w sensie społecznym być dumnym). Dlatego, jak wyczytuję z publikacji, jej Autor nie dokonuje uogólnień, z konsekwencją trzyma się formuły egzemplifikacji, na ile jednak częstej, powtarzalnej – pozostawia ocenie czytelnika.

Pewne jest jedno, że eseje autorstwa Bogusława Śliwerskiego nie pozwalają odbiorcy zostać wobec nich obojętnym. Jednych będą irytować, oburzać, innym pozwolą się z poglądami Autora zidentyfikować, dadzą odwagę do działania, otwartego sprzeciwu wobec dostrzeganych nieprawidłowości, jeszcze innych, mam nadzieję, zawstydzą, a może nawet przestraszą, co sprawi, że w podobnych sytuacjach (w swoim środowisku) zastanowią się czy milczeć, udać, że nie dostrzegają problemu, bo przecież postawy takie w efekcie i tak legitymizują patologię.[...]

Publikacja Bogusława Śliwerskiego jest inspirująca i z innego powodu. Niewątpliwym jej walorem jest upowszechnianie wiedzy stricte naukowej. W swoich krótkich, nierzadko 1-2 stronicowych esejach Bogusław Śliwerski dba o wiarygodność naukową i odwoływanie się do autorów koncepcji, teorii czy klasyfikacji odnoszących się do zagadnienia.[...]

Kolejny walor publikacji, wynikający z przyjętej stylistyki esejów pedagogicznych, to dzielenie się z czytelnikiem refleksją i „zaproszenie do spotkania i udziału” w wydarzeniach i debatach naukowych, w których nie miał on okazji brać bezpośredniego udziału, a które Autor (w nich uczestniczący) uznaje za znaczące dla refleksji pedagogicznej.[...]

Z treści publikacji wyłania się konsekwentny obraz zaangażowania i troski jej Autora o kondycję pedagogiki jako nauki i szkoły jako obszaru koniecznego pedagogicznego zainteresowania - obu będących bezsprzecznie na tytułowym „wirażu”, aż nadto dobitnie zdefiniowanym przez Bogusława Śliwerskiego. Bogactwo dostrzeżonych przez Autora niebezpieczeństw, nieprawidłowości, wręcz patologii może „paraliżować”, wolę jednak myśleć, że stanie się inspiracją do działania, legitymacją do sprzeciwu i budowania koalicji, coraz potężniejszej w liczbie tych, którzy nie chcą godzić się na marginalizację pedagogiki jako nauki, a szkoły – edukacji jako nieistotnego epizodu w życiu człowieka.

Z recenzji prof. dr hab. Iwona Chrzanowska

W jaką by nie zaglądnąć sferę polskiego życia społecznego wszędzie absurd goni absurd. Staje się to powoli polską normą, a coraz większy procent społeczeństwa jest pewna, że inaczej się nie da.

Tak sytuacja dotyczy też sfery edukacji w Polsce. Reformy szkolnictwa jakie podjęto po 1989 roku w deklaracjach miały służyć polskim dzieciom, ale jak zwykle wyszła z tego siermiężna i zgoła toporna polityka.

Wpierw zaczęto likwidować szkoły zawodowe i przyzakładowe, potem padło na gimnazja, które w praktyce nie zdały egzaminu. Później oddano administrowanie nimi samorządom a tzw. subwencja oświatowa okazała się tak samo skąpa i niedoszacowana jak kontrakty Narodowego Fundusz Zdrowia.

Zbiór krótkich artykułów, miniesejów Bogusława Śliwerskiego pod wymownym tytułem "Szkoła na wirażu zmian politycznych. Bez cenzury" zawiera już sam w sobie perspektywę z jakiej autor rozpatrywał będzie polskie absurdy oświatowe. Po lekturze tej osobliwej książki już na pierwszy rzut nasuwa się pytanie, co się stało z mądrością, empatią i humanizmem w tym kraju, który pierwszy stworzył quasi ministerstwo oświaty Komisję Edukacji Narodowej, którego ustawa o oświacie była długi czas wzorem dla Europy?

Co stało się z myśleniem o przyszłości wyedukowanych pokoleń? Gdzie podział się pragmatyzm i praktycyzm realizacyjny? Pozostał tylko chaos, jak ten, gdy po latach likwidacji w szkołach gabinetów lekarskich i bibliotek szkolnych, ktoś wpadł w końcu na prosty pomysł, że był to doskonały pomysł i czas do tego po latach wrócić. Ale teraz wiąże się to z niewspółmiernie wysokimi kosztami; wcześniej likwidowano je lekką ręką. I co? I nic - nikt nie czuje się odpowiedzialny. Wszyscy decydenci po drodze brali za to kasę, nagrody, premie i nagle okazało się, że przyniosło to opłakane rezultaty. Mamy schorowane, niezdiagnozowane młode pokolenie. Mamy 700 tys niedożywionych dzieci, podziały w szkołach na dzieci biedniejsze i bogatsze. Te biedniejsze dostają w niektórych szkołach "tańsze" obiady, przy osobnych stolikach, żeby bogatsze dzieci nie zaraziły się od nich czasem biedą.

Nie pisze o tym prof. Śliwerski wprost, ale przemyca w swoich tekstach ważne pytania o sumienie humanistyczne, o szkołę jako teren prywatnej nieograniczonej władzy, gdzie ścierają się różne autorytarne systemy; system oświatowy sterowany odgórnie przez MEN i Samorządy, którego królikiem doświadczalnym staje się żywy młody człowiek i system dyrektorskich i nauczycielskich ambicji dostosowujących szkołę do różnych rankingów, kosztem uczącej się w niej młodzieży. Prowadzi to z jednej strony do konfliktu na linii nauczyciel-uczeń, a z drugiej do "wypalenia" młodego pokolenia zniechęconego do nauki nie dla siebie, ale dla szkoły. I na czym w takim razie polega nauczycielska misja? Czy jeszcze spotykamy się w szkołach z czymś takim?

Gorzka to książka, jak gorzkie są tematy poruszane przez prof. Śliwerskiego na swoim blogu sliwerski-pedagog.bloqspot.com. Większą część z nich właśnie skomentował i rozwinął w swojej książce. To lektura porażająca swoją refleksją, interpretacją polskiego piekiełka w dziedzinie edukacji i wnioskami jakie rodzi.

Stąd moje pytanie, czy doczekamy się w tym kraju, tylu mądrych ludzi, naukowców, teoretyków, badaczy człowieka, który uwolniony od politycznego gorsetu miałby okazję do zrealizowania oświatowej i szkolnej wizji prof. Śliwerskiego. Powrotu do korzeni pedagogiki nakierowanej na ucznia, a nie kierującej uczniem. Humanitarnego podejścia do osobowości młodego człowieka, który potrzebuje z jednej strony prawdziwego autorytetu, a z drugiej uznania dla siebie i własnej ścieżki indywidualnego rozwoju. Czy organizacja takiego właśnie systemu edukacji w Polsce w XXI jest możliwa niech każdy z Państwa sam spróbuje sobie odpowiedzieć na to pytanie. Szczególnie zachęca do tego autor "Szkoły na wirażu" Bogusław Śliwerski.

Gabriel Leonard Kamiński

http://www.ksiazka.net.pl/index.php?id=49&tx_ttnews[tt_news]=15406

Szkoła to instytucja oświatowo–wychowawcza, zajmująca się kształceniem i wychowaniem. Jej rolą jest przekazywanie dzieciom i młodzieży wiedzy potrzebnej do dalszego życia oraz umiejętności radzenia sobie z codzienną rzeczywistością, a także uczenie odpowiednich zachowań w trudnych sytuacjach. Wspomagając rodziców w ich działaniach wychowawczych, wychodzi naprzeciw oczekiwaniom społecznym. Z publikowanych na blogu esejów Bogusława Śliwerskiego powstała interesująca publikacja, poświęcona obserwowanym przez niego aktualnym wydarzeniom pedagogicznym. W Szkole na wirażu zmian politycznych przedstawione zostały niepokojące „zgrzyty”, z jakimi coraz częściej można się zetknąć w środowisku oświatowym.

Z uwagi na to, że autor jest doskonale zorientowany w kondycji szeroko rozumianej pedagogiki, jego przemyślenia są drobiazgowe, odważne i zaprezentowane bez cenzury. Z jego krytyką spotkało się wszystko to, co stanowi o nonsensie polskiej oświaty: centralistyczny sposób zarządzania edukacją, pozbawianie dzieci pełnego dzieciństwa poprzez obowiązek wcześniejszego rozpoczęcia nauki, zielone szkoły, często będące edukacyjną fikcją, patroni nieadekwatni do rodzaju szkół, odmienność kodów komunikacyjnych nauczycieli i wychowanków, nie zawsze właściwie postrzegana rola pedagoga wspomagającego, ewaluacja oraz psychopedagogiczna manipulacja. Wartą uwagi kwestią jest również problem e-wychowawców po wirtualnych kursach, wykorzystywanie mobilnych technologii komunikacji i nośników informacji, konstruowanie programów pracy, dopuszczanie do pracy pseudowychowawców po pseudokursach, rozpowszechnianie nieprawdziwych danych dotyczących pracy polskich nauczycieli, a także kwestia ich publicznej misji.

Analiza rozważań profesora Śliwerskiego pozwala zorientować się w aktualnym stanie środowiska oświatowego. Dopasowany do każdego rozdziału rysunek satyryczny jest doskonałym odzwierciedleniem treści. Przekaz wzmacniają cytaty pochodzące z materiałów psychologicznych, medycznych, biograficznych oraz fragmenty artykułów zamieszczonych w czasopismach. Podano również adresy stron internetowych i wypowiedzi zaczerpnięte z blogów. Pomimo przynależności publikacji do literatury specjalistycznej, jasny i ciekawy sposób przekazu zachęci do sięgnięcia po lekturę szerokie grono czytelników. Nic w tym dziwnego, skoro programy informacyjne przedstawiają stan szkolnictwa w niezbyt chlubnym świetle, co wzmaga negatywne nastawienie do nauczycieli. Oby zaprezentowana przez autora sytuacja znajdującej się na tytułowym wirażu nauki i szkoły przekonała czytelników, że edukacja to ważny casus w życiu każdego człowieka. Dodała recenzję:

Danuta Szelejewska

http://www.granice.pl/recenzja,szkola-na-wirazu-zmian-politycznych--bez-cenzury,6227

Kto kogo szykanuje w polskiej szkole? Jakie pseudowychowawcze metody stosują pedagodzy, aby uporać się z krnąbrnym uczniem? Jaka powinna być kara dla nauczycieli wcielających pomysły niezgodne z ideą pedagogiki? Dlaczego nauczyciele tolerują mobbing?
 Kto jest zainteresowany równie kontrowersyjnymi kwestiami związanymi ze szkolnictwem i ogólnie pojętą pedagogiką, niechaj sięgnie po zbiór tekstów Bogusława Śliwerskiego. To już trzeci, po Pedagogu w blogosferze i Klinice akademickiej pedagogiki, tom esejów, które uprzednio ukazywały się na blogu profesora (sliwerski-pedagog.blogspot.com).


Nie sposób zliczyć kwestii, nad którymi autor pochyla się w ponad siedemdziesięciu tekstach. Natrafimy tu na ponure spostrzeżenie, że półroczna Magda z Sosnowca została zamordowana w Roku Korczaka. Znajdziemy krytykę kuriozalnych kursów wychowawców kolonijnych w systemie e-learningowym (czyli na odległość, przez Internet), a także odpowiedź na pytanie: co łączy kaktus z maturą. Za Zygmuntem Baumanem Śliwerski zwraca też uwagę na postępujące zjawisko masowej produkcji ludzi zawiedzionych. Studenci kształcą się na uniwersytetach i politechnikach, zaś po ich ukończeniu nierzadko przychodzi im pocałować klamkę u drzwi wymarzonych firm i instytucji. Kiełkuje w nich posępna myśl, że poświęcili na naukę kilka lat, natomiast twórcy Twittera, Apple’a czy Facebooka odnieśli błyskawiczny i spektakularny sukces, obywając się bez dyplomu wyższych uczelni.


Śliwerski obnaża mizerię oświaty, biorąc pod lupę absurdy dziejące się w jej obrębie. Niestety kondycja szkoły na każdym szczeblu sprawia, że wciąż nie brakuje mu tematów do krytyki. Piętnuje nieudolność wielu pedagogów, ich brak kompetencji, powołania czy wręcz elementarnej wrażliwości na potrzeby wychowanków. Wprawia w zakłopotanie tych spośród nich, którzy czują, i niestety dają to odczuć swoim uczniom, że szkoła nie jest ich wymarzonym miejscem na ziemi. Kilka esejów poświęconych jest bezprecedensowej sprawie Alana – szykanowanego przez nauczycieli ucznia warszawskiego renomowanego liceum, który z sukcesem dochodził swoich praw w sądzie. Jednocześnie w wielu miejscach profesor upomina się o docenienie alternatywnie działających i myślących nauczycieli – pasjonatów. Wydaje się bowiem, że MEN wszystkich pedagogów traktuje tak, jakby byli odrysowani od tego samego miernego szablonu: z definicji wypaleni, schematyczni i pozbawieni inicjatywy. To krzywdzące i niesprawiedliwe.


Znakomitym pomysłem okazało się zilustrowanie tekstów humorystycznymi obrazkami, zwłaszcza że zastosowany w nich czarny humor doskonale koresponduje z sytuacją w szkolnictwie. Nierzadko jest to przecież śmiech przez łzy. Esej ukazujący w krzywym zwierciadle sposób sprawowania nadzoru pedagogicznego okraszony jest rysunkową scenką, w której wizytator wręcza dyrektorowi kopertę, mówiąc: „Będę pana kontrolował. A tu jest spis rzeczy, na które przymknę oko”. Nie zaskakuje też prawda odkryta na obrazku komentującym jeden z końcowych tekstów publikacji. Nauczyciel, tudzież minister, zasmuca kolegę niewygodną konstatacją: „Fatalnie. Badania wykazały, że do naprawienia systemu edukacji wystarczy chęć do rzetelnej pracy”.
 Eseje profesora podwójnie przykuły moją uwagę. Jako nauczycielka, jak również mama ośmiolatki, polecam je wszystkim mającym związek z oświatą. Potrzebny jest ktoś taki, jak Bogusław Śliwerski, vox populi, który głośno powie to, o czym inni jedynie nieśmiało szepczą.


Anna Zielińska


http://www.forumakademickie.pl/recenzje/szkola-bez-cenzury/

Zobacz także

Nowa rejestracja konta

Posiadasz już konto?
Zaloguj się zamiast tego Lub Zresetuj hasło