Kim pan jest, mistrzu? Toruński czworobok pedagogiczny

Kim pan jest, mistrzu? Toruński czworobok pedagogiczny

ISBN: 978-83-8095-035-1
30,00 zł
Czas dostawy publikacji papierowych kurierem InPost 24 godziny

Książka dostępna w wersji elektronicznej - e-book.

Wersja książki
Ilość

Wierzę, że miarą wielkości naukowca – szczególnie pedagoga – nie jest wyłącznie liczba tytułów, ale również przemiana, jakiej dokonuje wokół.

Wiosną 2014 roku zwróciłam się z prośbą o udzielenie wywiadów do czterech toruńskich profesorów: Zbigniewa Kwiecińskiego, Ryszarda Borowicza, Andrzeja Wojciechowskiego i Aleksandra Nalaskowskiego. Operując językiem metodologii badań pedagogicznych, należy stwierdzić, że dobór próby był celowy.

Earl Babbie uważa, że […] badacze empiryczni są często szczególnie zainteresowani badaniem przypadków odbiegających od normy – takich, które nie pasują do ściśle określonych wzorców postaw czy zachowań – aby lepiej zrozumieć te bardziej regularne wzorce. […] Dobór przypadków odbiegających od normy też jest przykładem próby celowej.

Moim zdaniem wybrani przeze mnie bohaterowie spełniają ten warunek. Profesorowie „nie pasują do ściśle określonych wzorców postaw czy zachowań”. Wychodzą poza poprawnościowy akademicki banał, ponieważ nie chcą zmieniać tylko uczelnianych statystyk, ale chcą zmieniać ludzi. Mnie w każdym razie zmienili. Jestem pewna, że gdyby zostali premierami, ministrami, celebrytami, i kim tam jeszcze można…, nadal byłabym z nich dumna.

Prawdopodobnie wy też.

Autorka

Nareszcie żywa opowieść – toczona ze swadą, z dala od akademickich podręczników pedagogiki, z ironią i autoironią, jednocześnie dotknięta autentycznymi doświadczeniami, wydarzeniami i... życiem; nareszcie żywa, albowiem słowa mistrzów mają znaczenie, są refleksyjne, pouczająco zdystansowane. Nareszcie supertrafiona lektura „obowiązkowa” i dla adeptów edukacji, i dla tych, którym się wiele pomyliło, choć nie przestają być nauczycielami, studentami. Cóż?

Z recenzji prof. dr. hab. Ryszarda Macieja Łukaszewicza

200 Przedmioty

Opis

Książka elektroniczna - E-book
Epub, Mobi

Specyficzne kody

isbn
978-83-8095-035-1

Wprowadzenie (Ditta Baczała)     

Zbigniew Kwieciński

Szkoła szkodzi?   

Aleksander Nalaskowski

Po pierwsze praca    

Andrzej Wojciechowski

Młodzi są piękni    

Zbigniew Kwieciński, Aleksander Nalaskowski, Andrzej Wojciechowski

Wspomnienie o profesorze Ryszardzie Borowiczu   

Noty biograficzne   

Bibliografia 

W najbliższym numerze czasopisma "Wychowanie Na Co Dzień" ukaże się moja recenzja książki, jaka ukazała się w Oficynie Wydawniczej "Impuls" pod redakcją Ditty Baczały pod intrygującym tytułem: Kim pan jest, mistrzu? Toruński czworobok pedagogiczny (2016).

Jest to niewątpliwie nietypowa książeczka z serii biografistyki pedagogicznej, jakie pojawiają się we współczesnej humanistyce. Trudno określić ją mianem naukowej, gdyż nie mamy tu do czynienia z metodologicznym konceptem i warsztatem badawczym. Powstała w wyniku potrzeby absolwentki Wydziału Nauk Pedagogicznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu utrwalenia opinii i poglądów najważniejszych dla niej czterech postaci nauk pedagogicznych z jej macierzystej uczelni. Prowadziły one czwartkowe seminaria naukowe dla młodych pracowników nauki.

Kim są jej wybrańcy, bohaterowie trzech wywiadów, bowiem czwarty okazał się niemożliwy ze względu na niespodziewaną śmierć profesora Ryszarda Borowicza? Jest nim wspomniany socjolog oraz trzej znakomici uczeni, z których każdy reprezentuje odrębną subdyscyplinę nauk pedagogicznych i nauk pogranicza, a zarazem wywarł ogromny wpływ na transformację polskiej pedagogiki w okresie nie tylko III RP.

Wśród trzech muszkieterów toruńskiej pedagogiki wpisali się w pamięć społeczną autorki tej książki następujący profesorowie-mistrzowie: Zbigniew Kwieciński – pedagog społeczny, socjolog edukacji, wieloletni przewodniczący Polskiego Towarzystwa Pedagogicznego; Aleksander Nalaskowski – wiecznie niepokorny i oscylujący między pedagogiką liberalną, twórczą, elastyczną a konserwatywną, elitarną i narodową oraz Andrzej Wojciechowski - artysta rzeźbiarz a zarazem znakomity pedagog specjalny, współtwórca i wieloletni kierownik Pracowni Rozwijania Twórczości Osób Niepełnosprawnych w Toruniu. 

I ten już nieobecny wśród żywych, ale jakże głęboko zapamiętany niezwykle wymagający, troszczący się o wysoką jakość badań i kształcenia studentów - socjolog młodzieży, badacz polityki oświatowej na terenach rustykalnych oraz założyciel interdyscyplinarnego w pedagogice czasopisma naukowego „Kultura i Edukacja” – Ryszard Borowicz. Jak słusznie zakończyła wstęp D. Baczała - wszyscy czterej profesorowie z Torunia mają już swoje miejsce w histori.

Całość tomiku została opatrzona na końcu notami biograficznymi tych pedagogów, a Oficyna Wydawnicza „Impuls” nadała całości wysoce estetyczną strukturę składu i oprawy. Jak odnotował w umieszczonej na tylnej okładce recenzji prof. Ryszard Maciej Łukaszewski: „Nareszcie żywa opowieść – toczona ze swadą, z dala od akademickich podręczników pedagogiki, z ironią i autoironią, jednocześnie „dotknięta” autentycznymi doświadczeniami, wydarzeniami i … życiem; nareszcie żywa, albowiem słowa mistrzów mają znaczenie , są refleksyjne, pouczająco zdystansowane. Nareszcie supertrafiona lektura „obowiązkowa” i dla adeptów edukacji, i dla tych, którym się wiele pomyliło, choć nie przestają być nauczycielami, studentami. Cóż?” 

Każdemu z wywiadów prowadząca nadała tytuł, który - jej zdaniem - najlepiej odzwierciedla myśl przewodnią ich twórczości naukowej, a zarazem dobrze nawiązuje do przewodniej idei znaczących dla niej autorów. Rozmowa ze Zbigniewem Kwiecińskim została zatytułowana w ślad za dziełem Witolda Gombrowicza „Ferdydurke” – „Szkoła szkodzi?”. Dla wywiadu z Aleksandrem Nalaskowskimposłużyła się rozprawą filozofa Tadeusza Kotarbińskiego „Traktat o dobrej robocie”, nadając tytuł „Po pierwsze praca”, zaś w przypadku wywiadu z Andrzejem Wojciechowskim sięgnęła do książki Marka Hłaski „Piękni dwudziestoletni” tytułując rozdział – „Młodzi są piękni”. Czy jej interlokutorzy zaakceptowali ów wybór, tego nie wiemy, ale można zgodzić się z ich rozmówczynią co do trafności przewodniego dla tytułu źródła.

Zachęcam do lektury uchylając jedynie rąbka tajemniczej treści.

źródło: blog prof. Bogusława Śliwerskiego

http://sliwerski-pedagog.blogspot.com/

Ditta Baczała (2016). Kim pan jest, mistrzu? Toruński czworobok pedagogiczny. Kraków: Oficyna Wydawnicza „Impuls”, ss. 14.

Zachęcam do zapoznania się z nietypową książką z biografistyki pedagogicznej, która pojawiła się na rynku wydawniczym współczesnej humanistyki. Trudno określić ją mianem naukowej, gdyż nie mamy tu do czynienia z metodologicznym konceptem i warsztatem badawczym redaktorki Ditty Baczały – młodej uczonej z Wydziału Nauk Pedagogicznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, która postanowiła utrwalić opinie i poglądy najważniejszych dla niej czterech profesorów nauk pedagogicznych z jej macierzystej uczelni. Ona sama uczestniczyła przed laty w czwartkowych seminariach naukowych dla młodych pracowników nauki. Kim są bohaterowie jej wywiadów? W pamięć społeczną autorki tej książki wpisali się następujący mistrzowie: Zbigniew Kwieciński – pedagog społeczny, socjolog edukacji, wieloletni przewodniczący Polskiego Towarzystwa Pedagogicznego; Aleksander Nalaskowski – wiecznie niepokorny i oscylujący między pedagogiką liberalną, twórczą, elastyczną, socjaldemokratyczną a konserwatywną, elitarną i narodową oraz Andrzej Wojciechowski – artysta rzeźbiarz, a zarazem znakomity pedagog specjalny, współtwórca i wieloletni kierownik Pracowni Rozwijania Twórczości Osób Niepełnosprawnych w Toruniu. 

Niestety, nie mogła przeprowadzić wywiadu z czwartym mistrzem ze względu na jego niespodziewaną śmierć, a mianowicie z profesorem Ryszardem Borowiczem. Został on głęboko zapamiętany jako niezwykle wymagający, troszczący się o wysoką jakość badań i kształcenia studentów badacz i nauczyciel akademicki – socjolog młodzieży, ekspert w zakresie polityki oświatowej na terenach rustykalnych oraz założyciel interdyscyplinarnego w pedagogice czasopisma naukowego „Kultura i Edukacja”. Wspomina go autorka we wstępie, tłumacząc powód nieobecności tego wywiadu oraz zarejestrowała wspomnienia na jego temat trzech toruńskich uczonych, z których każdy reprezentuje odrębną subdyscyplinę nauk pedagogicznych i nauk pogranicza, a za- razem wywarł ogromny wpływ na transformację polskiej pedagogiki w okresie nie tylko III RP. Jak słusznie zakończyła swoje wprowadzenie do książki D. Baczała, wszyscy czterej profesorowie z Torunia mają już swoje miejsce w historii.

Całość tomiku została opatrzona na końcu notami biograficznymi pedagogów, a Oficyna Wydawnicza „Impuls” nadała publikacji wysoce estetyczną strukturę, skład i oprawę. Jak odnotował w umieszczonej na tylnej okładce recenzji prof. Ryszard Maciej Łukaszewicz:

Nareszcie żywa opowieść – toczona ze swadą, z dala od akademickich podręczników pedagogiki, z ironią i autoironią, jednocześnie „dotknięta” autentycznymi doświadczeniami, wydarzeniami i… życiem; nareszcie żywa, albowiem słowa mistrzów mają znaczenie, są refleksyjne, pouczająco zdystansowane. Nareszcie supertrafiona lektura „obowiązkowa” i dla adeptów edukacji, i dla tych, którym się wiele pomyliło, choć nie przestają być nauczycielami, studentami. Cóż?

Prowadząca nadała każdemu z wywiadów odrębny tytuł, który – jej zdaniem – najlepiej odzwierciedla myśl przewodnią ich twórczości naukowej, a zarazem dobrze nawiązuje do przewodniej idei charakterystycznych postaw autorów. Tom otwiera wywiad ze Zbigniewem Kwiecińskim, który został zatytułowany w ślad za dziełem Witolda Gombrowicza Ferdydurke – „Szkoła szkodzi?”. Dla wywiadu z Aleksandrem Nalaskowskim redaktorka posłużyła się rozprawą z prakseologii Tadeusza Kotarbińskiego Traktat o dobrej robocie, nadając tytuł „Po pierwsze praca”, zaś w przypadku wywiadu z Andrzejem Wojciechowskim sięgnęła do książki Marka Hłaski pt. Piękni dwudziestoletni, tytułując w ślad za nią rozdział – „Młodzi są piękni”. Czy jej interlokutorzy zaakceptowali ów wybór i czy wywiady były autoryzowane? Tego nie wiemy, ale można przypuszczać, że tak. Podobnie, jak można zgodzić się z ich rozmówczynią co do trafności przewodniego dla każdego tytułu źródła. Co ciekawe, a może czytelnikom nie jest dobrze znane, tak Z. Kwieciński, jak i A. Nalaskowski udzielali nie tylko wielu wywiadów dziennikarzom i publicystom, ale publikowali własne wspomnienia czy – jak ten ostatni – opowieści.

Ciekawe byłoby opublikowanie ich w jednym tomie, z zachowaniem chronologii ich ukazywania się, żeby dostrzec spójność i konsekwencję podejścia do przedmiotu własnych badań i zainteresowań praktyczną pedagogiką, w tym edukacją i jej makro- lub mezopolityką. Sądzę, że znane autorce tego zbioru wywiadów traumatyczne przeżycia Z. Kwiecińskiego z okresu własnej edukacji szkolnej stały się punktem wyjścia do poszukiwania odpowiedzi na pytanie: Czy szkoła szkodzi? Odczytamy w narracji profesora pamięć szkoły nie tylko z jego własnych doświadczeń, ale także tej, którą wydobywał dzięki prowadzonym badaniom naukowym. Jemu też D. Baczała poświęciła najwięcej uwagi (s. 19-67), konstruując na podstawie wspomnień socjo-pedagogiczny profil biografii mistrza, pełnionych przez niego ról i uniwersalnych prawidłowości: 

– o niepożądanych skutkach uczenia się w toksycznej szkole;

– o byciu w niej autorytetem lub jego zaprzeczeniem;

– o szkolnictwie wyższym, akademickim kształceniu i jego patologiach czy dysfunkcjonalności;

– o dylematach dziedzin edukacji, jak np. religijnej, patriotycznej, informatycznej itp.

W wypowiedziach Z. Kwiecińskiego jest wiele sądów kontrowersyjnych, potocznych, pozbawionych merytorycznej racji ze względu na ich ogląd w stylu „jak mi się zdaje”. Tego typu wypowiedzi zdarzają się niemalże każdemu rozmówcy, jak chociażby ta o rzekomo złym nauczaniu religii przez księży i katechetów, chociaż sam nie prowadził w tym zakresie ani etnopedagogicznych, ani empirycznych badań, czy kiedy wypowiada się na temat źle rozumianego i przekazywanego w harcerstwie patriotyzmu oraz o jego katastrofalnej koncepcji wychowania (s. 33). To zdumiewające, że tego typu sądy i opinie padają z ust profesora pedagogiki społecznej, który potępia m.in. udział harcerzy w powstaniu warszawskim.

Zapewne, jak w każdej grupie zawodowej czy środowisku opiekuńczo-wychowawczym, sił społecznych zdarzają się antywzory, toksyczni wychowawcy i nauczyciele, ale nie jest to powód do kwestionowania en block tych dziedzin edukacji, socjalizacji czy (samo)wychowania, jeśli nie zna się ich istoty i nie doświadczało się właściwych w nich rozwiązań. Profesor nie rozumie systemu zdobywania np. stopni i sprawności harcerskich, oceniając to jako niebezpieczny element rywalizacji, ale już nie przeszkadza mu system awansu zawodowego nauczycieli czy naukowego w środowisku akademickim. Czymże w nich są stopnie i tytuły zawodowe czy naukowe? Zapytany o zastosowanie nowych technologii w szkolnej edukacji, przyznaje, że się na nich nie zna, aby zaraz dodać, że nie tylko on. 

Znajduję w tym wywiadzie niezwykle trafną uwagę, że w pedagogice, ale także innych dyscyplinach nauk społecznych, mamy megapedagogów, a więc profesorów pedagogiki, którzy „perwersyjnie” uważają się za metodologów, chociaż nigdy w życiu nie przeprowadzili własnych badań. Interlokutora D. Baczyły drażnią metodolodzy normatywni, którzy prezentują się jako specjaliści od czegoś, na czym się sami nie znają. Istotnie, metodologiem badań musi być każdy, kto je prowadzi i to bez względu na to, w jakim paradygmacie. Przyjęta przez Kwiecińskiego perspektywa oceny mistrzów i uczonych jego pokolenia miejscami jest szczera aż do bólu dla tych, którzy się z nią nie pogodzą, jak chociażby stwierdzenie, że Bogdan Suchodolski był zdolnym językowo, wielkim erudytą, najzwyczajniej w świecie „lejącym wodę” i klakierem władzy (s. 35, 57). To, że działalność tego humanisty „była zgodna z dyrektywami ówczesnej (PRL-owskiej) władzy”, nie ulega wątpliwości, toteż toruński pedagog miał prawo nie chcieć czytać tekstów Suchodolskiego, by wybrać model badacza empiryka, który z zaangażowaniem prowadził latami najtrudniejszy ich wariant – badania longitudinalne.

Jest w tym wywiadzie mowa o znaczeniu pedagogiki jako nauki będącej ostatnią szansą na pozyskanie mądrości humanistycznej, o robieniu przez psychologów karier na opracowywaniu i standaryzowaniu testów, co nie ma – zdaniem profesora – związku z nauką, bo jest ateoretyczne. Jest też spojrzenie na współczesny świat i Polskę, w tym jakże słuszna diagnoza kontynuacji przez kolejne, postsocjalistyczne rządy etatyzmu ze zmianą jedynie jego beneficjentów. Znajdziemy w tym wywiadzie kilka intersujących anegdot z życia znanych nam z lektur, bo już nieżyjących uczonych-pedagogów, psychologów i socjologów. Nic dziwnego, że czyta się ten tekst szybko, łatwo, choć nie każdego usatysfakcjonuje. Wyobrażam sobie rozczarowanych nieobecnością we wspomnieniach wielu profesorów, których interlokutor D. Baczały nie wymienił, chociaż zaliczali się do jego ścisłych współpracowników w UAM, UMK, DSW we Wrocławiu czy UWM w Olsztynie. Takie są jednak prawa pamięci społecznej i narracji w określonym miejscu oraz czasie życia rozmówcy. W wywiadzie czy konferencyjnym referacie nie da się mówić o wszystkich, nawet jeśli mają poczucie wspólnoty działań czy dokonań. 

Dwa kolejne wywiady są już objętościowo o połowę krótsze. Także i te zaczynają się od tego samego pytania, jakie zostało zadane Z. Kwiecińskiemu, a mianowicie: Czy według pana profesora może istnieć szkoła bez łez? Oczywiście mam na myśli łzy ucznia (zob. s. 19, 70, 97). Odpowiedzi nie zdradzę, gdyż warto do niej dotrzeć, czytając tę książkę, która pośrednio staje się ciekawym spotkaniem z toruńskimi uczonymi. Profesor Aleksander Nalaskowski jest wybitnym znawcą szkoły nie tylko teoretycznie, modelowo, ale także praktycznie, gdyż jest twórcą Społecznego Liceum Ogólnokształcącego w Toruniu, które po 26 latach działania musiało zakończyć swoją misję. Tak długo żaden w współczesnym profesorów pedagogiki nie realizował badań naukowych i równolegle prowadził autorską szkołę – laboratorium. Lubię stylistykę wypowiedzi Nalaskowskiego, gdyż jest pełna odniesień do trafnie dobranych wydarzeń z historii Polski, kanonu światowej literatury, pełna błyskotliwych zwrotów, metafor i przykładów z codzienności szkolnego oraz akademickiego życia. Jak powiada: Szkoła jest portem, z którego się wypływa. Ale portem się nie pływa. Do portu się zawija i z portu się wyrusza dalej (s. 82).

Podobnie jak Z. Kwieciński, i ten toruńczyk rysuje niekorzystny obraz dzisiejszej młodzieży, redukującej wysiłek, uczenie się, rezygnującej z mądrości na rzecz popkulturowej papki, łatwizny i ucieczki od rzeczywistych autorytetów osobowych. Dzieli się gorzkim rozczarowaniem studentami, ale zarazem pokazuje własny warsztat przygotowań do akademickiej dydaktyki czy pisze o twórczym wysiłku w przygotowaniu referatu na konferencję naukową. Mogę tylko potwierdzić wiarygodność tej autonarracji, gdyż doskonale pamiętam, jak na każdą z sześciu organizowanych przez mnie międzynarodowych konferencji naukowych o edukacji alternatywnej prof. Nalaskowski przyjeżdżał z nowym referatem, oryginalnym i zawsze pobudzającym do refleksji czy poruszającym nauczycielskie sumienia. To przykład pedagogicznego mistrza – indywidualisty, którego doskonale rozumiem, bo sam do takich należę, choć duszę mam demokraty. 

Warto przeczytać ten wywiad, gdyż na tematy szkolnictwa ogólnego i zawodowego wypowiada się ekspert z prawdziwego zdarzenia, doskonały obserwator, krytyczny, głęboko refleksyjny i wymagający nie tylko od innych, ale przede wszystkim od samego siebie. Znajdziemy w wypowiedziach Nalaskowskiego interesujące tropy do koniecznego podjęcia badań, gdyż jego tezy, choć brzmią jak przypuszczenia, mają wysoki wskaźnik prawdopodobieństwa. Tak jest, kiedy mówi np. o rzekomych mechanizmach wykluczenia, które jego zdaniem tłumaczy:

[…] lenistwo, ograniczenia w woli przyswajania wiedzy, żądza łatwego zysku i chciwość, paranoiczna potrzeba zaistnienia publicznego (tak zwany celebrytyzm) i brak samokrytycyzmu. Łatwo zamieniamy formułę, że koś „się wykluczył”, na został wykluczony”, przy czym mówimy o normalnym społeczeństwie, a nie o elitach władzy, biznesu czy show. Tam rządzą reguły bydlęce. I o tym proszę rozmawiać z zootechnikami (s. 77).

W wywiadzie A. Nalaskowskiego nareszcie codziennemu światu życia osób uczących się i ich nauczycieli przywraca się właściwą strukturę i pozycję, a więc i tu znajdziemy pigułki gorzkiej o nim prawdy. Profesor jak się na czymś nie zna, to odmawia wypowiedzi i komentarzy. Przywraca w swojej narracji właściwy sens procesom edukacyjnym, kulturowym, religijnym, bez ingracjacji czy fałszywej skromności. Nie ulega wątpliwości, że jest nie tylko twórcą wyjątkowo rzetelnego podejścia do szkoły, jak i pedagogiki, której nadał piękne miano „pedagogika źródeł” (s. 80). On nie musi mówić o patriotyzmie, gdyż sam patriotą jest w pełnym tego słowa znaczeniu, a to dzisiaj jest rzadkie, de mode. Podobnie jak Z. Kwieciński, także A. Nalaskowski wyczynowo uprawiał w młodości sport i miał nie najlepszych nauczycieli w liceum. Niezwykle barwna jest jego droga do uniwersytetu i stania się nie tylko najmłodszym doktorem, potem doktorem habilitowanym i wreszcie najmłodszym w Polsce profesorem pedagogiki, bo uzyskał ten tytuł, mając 41 lat! Nie ulega wątpliwości, że jest jednym z nielicznych wśród wielu, których nauka urzekła obowiązkiem mówienia prawdy.

Trzeci rozmówca – profesor Andrzej Wojciechowski odpowiada na te same pytania z artystyczną szczerością. Akcentuje w swoim spojrzeniu na akademicki świat przede wszystkim jego estetykę, kiedy wyraża swój podziw dla piękna studiującej młodzieży (płci zresztą także pięknej): Młodzi ludzie są piękni wewnątrz (s. 101). Dzieli się z prowadzącą wywiad radością życia i osobistą wartością spotkań z innymi. Niespełniony architekt, bo jednak nie ukończył studiów na tym kierunku, ukończył z poczuciem satysfakcji sztuki piękne, zaś w książce jest zamieszczony jego autorstwa portret prof. Ryszarda Borowicza. Jest pedagogiem o duszy i artystycznym mistrzostwie, rzeźbiarzem, doktorem nauk o sztuce II stopnia (odpowiednik habilitacji w innych dziedzinach nauk), toteż nie ulega wątpliwości, że bliższa okazała się mu sztuka w wymiarze dydaktycznym i egzystencjalnym, aniżeli naukowym. Podkreśla jednak: Pedagogika bez filozofii jest pusta (s. 130). Stworzył Pracownię Rozwijania Twórczości Osób Niepełnosprawnych, by kształcić młodych adeptów pedagogiki specjalnej w szacunku dla ludzi odrzuconych, słabych, niepełnosprawnych.

O szkole mówi niewiele, bo i nie jest ona przedmiotem jego zainteresowań akademickich. Powiada zatem: Prawdziwa szkołą powinna mieć radość (s. 98). W odróżnieniu od prof. Z. Kwiecińskiego jest dumny z absolwentów przedwojennej szkoły jędrzejewiczowskiej, bowiem walczyli wszędzie i nie poddawali się. Kamienie na szaniec (s. 104) oraz uważa, że szkoła musi emanować duchowością i patriotyzmem swoich nauczycieli. Z jednej strony jest równie krytyczny wobec miałkości i powierzchowności wykształcenia dzisiejszej młodzieży po szkole ogólnokształcącej czy zawodowej, zdarzającej się wśród studentek prostytucji, z drugiej zaś apeluje o rozrzutność państwa w trzech dziedzinach: edukacji, zdrowia i wojska, na których nie powinno się oszczędzać, kiedy myślimy o przyszłości kraju i narodu. Gdyby obecna „ministra” edukacji zastanawiała się nad rozwiązaniami ustrojowymi w oświacie, to zyskałaby w A. Wojciechowskim zwolennika połączenia gimnazjum z liceum oraz zdecentralizowania systemu szkolnego, tak by o jego jakości rozstrzygały władze małych jednostek administracyjnych.

Zachęcam do lektury tej książki, gdyż coraz trudniej jest spotkać osobiście profesorów, z którymi prze- prowadzono tu wywiady. Może dzięki temu ktoś sięgnie po ich publikacje i skonfrontuje z naszkicowanym tu ich autoportretem.

Bogusław Śliwerski 

Nr 1, 2016 

Ditta Baczała, autorka zbioru wywiadów z mistrzami nauk pedagogicznych związanych ze środowiskiem akademickim uczelni toruńskich w motcie napisała, to „Książka dla wielu".

I w zupełności się z tym zgadzam, gdyż nauka taka jak pedagogika, która ma za zadanie kształtować, uczyć, edukować człowieka wymaga nagłaśniania i pokazywania prawdziwych autorytetów i mistrzów tej dyscypliny. Bo to nie tylko naukowa wiedza tworzy przyszłych nauczycieli, pedagogów, ale przede wszystkim, to kształtują ich wykładowcy, profesorowie, będący w swoich dziedzinach „mistrzami", ale zarazem niepodważalnymi autorytetami jeżeli chodzi o charakter, światopogląd czy humanizm z jakim patrzą na całokształt problemów związanych z kształceniem człowieka.

Publikacja ta, na którą składają się cztery wywiady z profesorami związanymi Uniwersytetem Toruńskim, będącymi twórcami o ogromnym dorobku naukowym, nie mieszczącymi się w sztywnych ramach wyznaczonych im przez reprezentowaną przez nich naukę, bo pamiętajmy, że oprócz swoistego mistrzostwa i autorytetu, na dorobek danego naukowca składa się niekonwencjonalne podejście do własnej dyscypliny, nowatorstwo i autorskie potraktowanie powiązanych z nią subdyscyplin, a także wierność własnym ideałom. Mamy tu do rozmowę przeprowadzoną z prof. Zbigniewem Kwiecińskim, uznanym w Polsce socjologiem wychowania, twórcą słynnych „czwartkowych" seminariów naukowych, na których swoje naukowe szlify zdobywali prof. Nalaskowski, prof. Ryszard Borowicz, prof. Zbigniew Melosik, prof. Mirosława Nowak-Dziemianowicz czy prof. Tomasz Szkudlarek. 

Prof. Kwieciński jest autorem koncepcji, iż szkoła pełni funkcję emancypacyjną, adaptacyjną i rekonstrukcyjną czyli szkoła jest miejscem, gdzie te wszystkie funkcje powinny się skorelować w ogół procesów i praktyk edukacyjnych służących rozwojowi naukowemu i duchowemu. 

Kolejnym rozmówcą Ditty Baczały jest prof.Aleksander Nalaskowski, pedagog specjalizujący się w pedeutologii, teorii szkoły i twórczości. dyrektor Instytutu Pedagogiki na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, Obecnie pracuje w Katedrze Metodologii Badań Pedagogicznych na Wydziale Nauk Pedagogicznych UMK. Członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie Rzeczypospolitej Polskiej. 

Kolejnym rozmówcą p. Baczały, był artysta rzeźbiarz, prof. nadzwyczajny Andrzej Wojciechowski, zajmuje się pedagogiką specjalną jako współtwórca i wieloletni kierownik Pracowni Rozwijania Twórczości Osób Niepełnosprawnych w Toruniu, działacz na rzecz osób niepełnosprawnych intelektualnie w środowisku lokalnym. Współtworzył pod hasłem „pedagogika obecności" akademicką pedagogikę specjalną i jest jej wierny do dzisiaj. Autorka jak pedagog specjalny jest związana z prof. Wojciechowskim od przeszło dwudziestu lat. Odbywała praktykę w Pracowni Rozwijania Twórczości Osób Niepełnosprawnych na żywo obserwując rezultaty metod pracy profesora. 

W międzyczasie nagle zmarł prof. Bonowicz i miejsce na jego odpowiedzi, których nie zdołał udzielić pozostało puste. Wypełnia je po nim okolicznościowe wspominki w/w/ profesorów i kolegów z uczelni.

Ditta Baczała obecna w środowisku naukowym Instytutu Pedagogicznego UMK, związana jest ze swoimi rozmówcami szczególnymi więzami; prof. Kwieciński był promotorem jej doktoratu, prof. Bonowicz zmarły w trakcie opracowywania niniejszej publikacji był jej nauczycielem akademickim, a prof. Wojciechowski bezpośrednim przełożonym. Ci czterej rozmówcy byli jej nauczycielami, potem stali się kolegami na uczelni i w pracy.Stąd trudność, by oddzielić twórców od ich dzieła. 

Osnową jej rozmów stanowi dwadzieścia sześć pytań podzielonych na trzy części; pierwsze trzynaście pytań poświęcono Szkole, Część drugą stanowiło osiem pytań dotyczących biografii rozmówcy Baczały, trzecią część stanowiło pięć pytań poświęconych współczesnemu Światu. Żaden z rozmówców nie znał wcześniejszych odpowiedzi swojego kolegi. Autorka poddała je transkrypcji z zastosowaniem gramatyki i interpunkcji, a następnie rozmowy uzyskały autoryzację swoich rozmówców. 

Nie ma co cytować tutaj odpowiedzi interlokutorów Ditty Baczały, ale warto podkreślić, iż wizji i rewizji szkoły była poświęcona najobszerniejsza część ich wypowiedzi. Szkoda, iż władze edukacyjne, samorządowe, szkolne nie mają okazji zapoznać się z nimi chociażby poprzez streszczenie ich głównych tez, zaleceń i wskazówek na przyszłość. Bowiem, to właśnie na terenie szkoły stoczona zostanie batalia o kształt i światopogląd nowego pokolenia Polaków. Jeżeli dalej będą się liczyć statystyki, różnego rodzaju rankingi dotyczące uczniów skoszarowanych w klasach, budujące zręby bezrefleksyjnego pokolenia, to znaczy, iż zaprzepaszczony zostanie dorobek naukowy i duchowy polskiej pedagogiki. 777 Mam nadzieję, iż ta książka dla wielu stanie się lekturą obowiązkową i nadobowiązkową. Przyszłość i wychowanie młodego pokolenia jest o wiele trudniejsze i bardziej skomplikowane niż moja PRL-owska edukacja. Każdy z nas zmuszony był, aby nie poddać się indoktrynacji szukać swojej własnej niszy, przestrzeni do realizacji siebie i własnych pasji, talentów i zainteresowań. To poszukiwanie sensu życia „na własną rękę", było pierwszym etapem do własnego samokształcenia. Byliśmy zdani na siebie i kilku nauczycieli, którzy starali się wyjść poza sztywne ramy socjalistycznej edukacji, ale większość nie miała czasu, ani ochoty, aby rozwijać siebie czy nas. 

Za bycie sobą, a także wolnym twórcą zapłaciłem swoją cenę. Przenoszono mnie ze szkoły do szkoły. byłem karany za pójście własną ścieżką na przekór oficjalnej wykładni dotyczącej szkolnego obowiązku. I właśnie cała gra idzie o rozgraniczenie granic obowiązku od indywidualnych predyspozycji i talentów ucznia. Szkoła powinna być dobrowolnym związkiem młodych ludzi i szkoły na rzecz ich wychowania dla przyszłości. Tego życzę absolwentom kształcącym się dla przyszłości polskiej szkoły u „Mistrzowskich Pedagogów" stanowiących krąg rozmówców Ditty Baczały. To właśnie dlatego jest to „książka dla wielu", a zarazem dla wszystkich".

Gabriel Loenard Kamiński

Portal Księgarski ksiazka.net.pl

Zobacz także

Nowa rejestracja konta

Posiadasz już konto?
Zaloguj się zamiast tego Lub Zresetuj hasło